Walne zgromadzenie Giełdy Papierów Wartościowych zdecyduje w czwartek, 26 czerwca, o powołaniu na stanowisko prezesa Pawła Tamborskiego, dotychczasowego wiceministra skarbu. Wyzwań mu nie zabraknie, bo giełda znalazła się na rozdrożu, czego symbolicznym odzwierciedleniem jest fakt, że indeks WIG20 od początku 2013 r. nie może sobie poradzić z trwałym pokonaniem nieszczególnie wysokiej bariery 2500 pkt. Obroty na rynku kasowym kuleją, a wolumen obrotu kontraktami indeksowymi zszedł w 2013 r. poniżej poziomu z roku 2007. Wyczerpanie puli przedsiębiorstw sprawiło, że wielkie prywatyzacje są pieśnią przeszłości. Ograniczona została też rola OFE. Giełda ze zmniejszonym strumieniem kapitału nie będzie przyciągać prywatnych spółek, bez nowych emitentów obroty będą dalej spadać, co natomiast pociągnie za sobą dalszy odpływ inwestorów.

— Lokalny kapitał ściąga zagraniczny. Zarządzający z Londynu pytają o zaangażowanie polskich funduszy, bo to zachęca ich do inwestycji w polskie spółki — tłumaczy Waldemar Markiewicz, prezes DB Securities i Izby Domów Maklerskich.
Jeśli nic się nie zmieni, warszawska giełda pogrąży się w marazmie i ulegnie marginalizacji. To scenariusz pesymistyczny, ale ostatnie kilkanaście miesięcy wskazuje, że niepozbawiony realizmu. Zapytaliśmy ludzi związanych z rynkiem kapitałowym, jak go uniknąć.
Ulga dla Kowalskiego
Głównym postulatem jest wprowadzenie ulg podatkowych wspierających konwersję oszczędności gospodarstw domowych na inwestycje na rynku kapitałowym.
— Polskie społeczeństwo jest bardzo wyczulone na tego typu bodźce — mówi Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.
— W przypadku Polaków działają tylko zachęty podatkowe — wtóruje mu Zbigniew Jakubowski, wiceprezes Union Investment TFI.
Takie rozwiązania już są w indywidualnych kontach emerytalnych (IKE) i indywidualnych kontach zabezpieczenia emerytalnego (IKZE), stworzonych z myślą o oszczędzaniu na emeryturę. Limit wpłat na pierwsze wynosi w 2014 r. 11,2 tys. zł, na drugie — 4,5 tys. zł. IKE oferuje całkowite zwolnienie z podatku od zysków kapitałowych, pod warunkiem wypłaty pieniędzy po osiągnięciu wieku emerytalnego. IKZE pozwala na odliczenie wpłat od podstawy opodatkowania i zmniejsza podatek przy wypłacie z 19 do 10 proc. Oba nie stały się jednak hitem. Dlatego Leszek Jedlecki, prezes ING TFI, proponuje uproszczenie systemu, wzmacniające jednocześnie korzyści podatkowe. — To powinien być jeden program. Zwolnienie z podatku od zysków kapitałowych i kwota wpłat powinny być wzięte IKE, ale wpłaty powinno obejmować odliczenie od podstawy opodatkowania istniejące w IKZE — proponuje Leszek Jedlecki.
Mniej i więcej KNF
Zdaniem naszych rozmówców, nawet nie zmian, ale stworzenia od nowa wymagają ramy prawne dla pracowniczych programów emerytalnych (PPE), czyli zbiorowego oszczędzania na emeryturę. — Proszę zwrócić uwagę na to, ile pieniędzy jest w takich programach w Stanach Zjednoczonych. A u nas nie ma do nich żadnych zachęt — ani dla pracodawców, ani dla pracowników. Pod względem administracyjnym są zaś bardzo uciążliwe w obsłudze — podkreśla Zbigniew Jakubowski.
— PPE uruchamiają zdrowe przedsiębiorstwa, które CIT przeważnie płacą. Dlatego należy wprowadzić ulgi podatkowe dla firm, organizujących PPE. Powinny płacić CIT niższy o 1 lub 2 pkt proc. Trzeba też odbiurokratyzować PPE. Obecnie każdy musi być zatwierdzony przez KNF, akceptację KNF musi mieć także najmniejsza zmiana umowy między TFI a przedsiębiorstwem. Konieczne jest również wprowadzenie obsługi elektronicznej dla pracowników. Obecnie zmiana alokacji składki przez pracownika wymaga papierowego aneksu. To jak w XIX w., jakby internetu jeszcze nie było — ocenia Leszek Jedlecki.
W innym aspekcie pojawia się postulat wzmocnienia uprawnień nadzoru. Waldemar Markiewicz chce dać KNF uprawnienia typowo prokuratorskie. Obecnie sprowadzają się one do możliwości włączenia KNF do procesu cywilnego. Waldemar Markiewicz chce, by urzędnicy mogli np. przyjść i zabezpieczyć dokumenty spółki giełdowej lub zablokować jej konta bankowe. Oczekuje też powołania jednego sądu, do którego trafiałyby sprawy związane z giełdą. Jego sędziowie musieliby zaliczyć egzamin maklerski. — Kapitał inwestuje tam, gdzie chronione są jego prawa — podkreśla Waldemar Markiewicz.
Odciążyć emitentów
Waldemar Markiewicz proponuje również obniżkę CIT dla spółek giełdowych. Chodzi o to, by zrekompensowała im koszty publicznej oferty i bieżącego funkcjonowania na giełdzie. Mirosław Kachniewski, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych, dodaje, że presja na wynik ze strony akcjonariuszy, większa jawność działania spółek publicznych owocuje lepszymi wynikami i wzrostem wysokości płaconych podatków. Postuluje też wprowadzenie jednolitego systemu raportowania.
— Koncepcja ta polega na dostarczaniu wszystkich informacji jednorazowo, do jednej bazy danych, z której użytek czerpałyby urzędy i instytucje. Dodam, że projekty wdrożenia jednolitych zintegrowanych systemów raportowania zostały już zrealizowane m.in. w Holandii i Australii, więc nie jest to pomysł oderwany od rzeczywistości — zaznacza Mirosław Kachniewski.
Prezes SEG proponuje też zniesienie katalogu raportów bieżących i wprowadzenie definicji informacji cenotwórczej. Według niego, rynek nie byłby wtedy zalewany tysiącami raportów, lecz otrzymywałby informację wyselekcjonowaną przez spółkę, która ma realny wpływ na jej wycenę. Stale powraca też pomysł obniżenia opłat.
— Trzeba mocno obniżyć opłaty giełdowe i rozliczeniowe, wtedy brokerzy zwiększą skalę handlu na własny rachunek. Równolegle trzeba myśleć o poprawie oferty dla inwestorów detalicznych, których ulubiony instrument — kontrakt na WIG20 — przestał istnieć. Być może należy powrócić do pomysłu kontraktu na WIG5, z niską wartością nominalną — mówi Tomasz Bardziłowski, wiceprezes DI Investors.
— Wzorce powinniśmy czerpać z rynku amerykańskiego, począwszy od opłat transakcyjnych. Chodzi nie o obniżenie opłat, którepobiera giełda, bo one są naprawdę niskie, ale opłat, jakie pobierają domy maklerskie od inwestorów. One mają duże narzuty, wynikające z różnego rodzaju obowiązków regulacyjnych, i to trzeba zmienić. Należy też skrócić sesję — uważa Mariusz Patrowicz, znany inwestor, który kandyduje do Rady Giełdy.
Śladem Orzeszkowej
Jarosław Dominiak i Grzegorz Zawada uwypuklają konieczność pracy u podstaw — z polskimi inwestorami indywidualnymi i zagranicznymi instytucjonalnymi. Grzegorz Zawada uważa, że tym ostatnim trzeba po prostu przedstawiać polskie spółki podczas specjalnie organizowanych spotkań. — To mozolny proces, ale trzeba działać pozytywistycznie — rzuca Grzegorz Zawada.
Jarosław Dominiak chciałby wskrzesić w Polsce ideę klubów inwestora, która sprawdziła się w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji. To niewielkie grupy 3-15 osób inwestujących na giełdzie na podstawie wspólnych rachunków — dzielące w ten sposób zyski i straty, ale nade wszystko wzajemnie edukujące się na temat rynku kapitałowego podczas dyskusji o decyzjach inwestycyjnych. Kluby mogliby tworzyć ludzie, którzy nigdy wcześniej nie mieli rachunku maklerskiego, okres istnienia klubu byłby ograniczony do 5 lat, a ewentualne zyski z inwestycji byłyby objęte ulgą. Zdaniem Jarosława Dominiaka, należy też wyjść z giełdową edukacją do mniejszych ośrodków.
— Zatrzęsienie szkoleń jest w Warszawie, ale w innych dużych miastach wygląda to już gorzej. Pozostaje internet, ale nawet najlepiej podana treść w internecie skłania do zadania pytań, na które już nie ma kto odpowiedzieć — argumentuje Jarosław Dominiak.