Przez ostatnich kilka miesięcy rynek pracy w Polsce zjeżdżał po równi pochyłej. Między październikiem 2012 r. a styczniem 2013 r. roczna dynamika zatrudnienia w polskim sektorze przedsiębiorstw spadła z 0 do -0,8 proc. (co było najgorszym wynikiem od trzech lat). Przedsiębiorcy musieli ciąć koszty i z każdym miesiącem zwiększali skalę redukcji miejsc pracy.
Jest jednak szansa, że ten negatywny trend został właśnie przełamany. Jak podał GUS, w lutym dynamika zatrudnienia się ustabilizowała — wyniosła ponownie -0,8 proc. (wobec oczekiwanych przez ekonomistów rynkowych -0,9 proc.). Jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie, by umówić o poprawie nastrojów na rynku pracy, ale pojawiła się nadzieja, że sytuacja przynajmniej przestała się pogarszać.
To zawsze jest ważny punkt przełomowy, dający podstawę do optymizmu.
— Dane z rynku pracy wpisują się w obecny obraz całej gospodarki: popyt jest niski, ale przestaje się dalej osłabiać — mówi Aleksandra Świątkowska, ekonomistka BOŚ. Dynamika zatrudnienia już nie powinna znacząco się obniżać, a w perspektywie kilku miesięcy powinna nawet rosnąć, bo polski przemysł dzięki nasilającemu się popytowi z zagranicy będzie zwiększał produkcję.
— Wczorajsze dane dają nadzieję, że dynamika zatrudnienia nie spadnie już poniżej obecnych poziomów. Pod koniec roku powinniśmy już nawet zobaczyć dodatnie wartości, czyli miejsc pracy w ujęciu rocznym zacznie przybywać — twierdzi Aleksandra Świątkowska.
Jaskółką poprawy na rynku pracy mogą być też dane o wynagrodzeniach. Średnia pensja w firmach wyniosła w lutym 3710 zł netto, czyli roczna dynamika przyspieszyła z 0,4 do 4 proc. Do tych danych należy jednak podchodzić z dużą ostrożnością, bo są przynajmniej częściowo zaburzone przez efekty statystyczne (baza odniesienia sprzed roku jest niska, bo część pracodawców przenosiła wypłaty rocznych premii z lutego na styczeń, by zdążyć przed ówczesną podwyżką składki rentowej).
— Lutowe przyspieszenie jest tylko jednorazowym wyskokiem. Pocieszające jest jednak to, że w ostatnich miesiącach znacząco spadła inflacja, co podnosi siłę nabywczą wynagrodzeń pracowników, a to wspiera popyt konsumpcyjny — mówi Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego.