Amerykańskie spółki technologiczne nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa, a europejskie banki dopiero zaczęły pokazywać pazur, dlatego rynki rozwinięte to wciąż dobry kierunek inwestycyjny — uważają zarządzający funduszami. Za słowami idą też czyny — choć funduszy, które po zyski udają się na giełdy m.in. Europy Zachodniej i USA, jest na krajowym rynku bez liku, to wciąż powstają nowe. Takie produkty zaoferują wkrótce Investors oraz Ipopema.

Idzie nowe
Trudno wyobrazić sobie bardziej symboliczne wydarzenie zwiastujące koniec kłopotów dla poobijanej finansowo Europy niż powrót Grecji do emitowania obligacji — zauważa Radosław Sosna z ING TFI. To jego zdaniem niejedyny pozytywny sygnał dla Starego Kontynentu.
— Brak presji płacowej oraz niskie obciążenia spółek kredytami inwestycyjnymi przy polepszającym się stanie gospodarki europejskiej powinny przynieść poprawę marż europejskich spółek i kilkunastoprocentowywzrost zysków w 2014 r. Spodziewamy się podnoszenia wypłat dywidend, zwłaszcza przez europejskie banki, które wychodzą z finansowych kłopotów — uważa Radosław Sosna.
Główny indeks giełdy w Mediolanie zwyżkował przez ostatni rok o 40 proc., hiszpański IBEX35 o 32 proc., w Grecji ceny akcji wzrosły średnio o 35 proc., a we Francji i w Niemczech o 23 proc. W tym czasie warszawski WIG wzrósł zaledwie 16 proc. Mimo że europejskie indeksy mają już za sobą solidne zwyżki, to zdaniem specjalistów wciąż będą zyskiwać. — Obecnie najbardziej perspektywiczne są kraje peryferyjne strefy euro. Szczególnie Włochy, ale również Francja, która także wpada do tego koszyka. Europejskie banki korzystają na rekordowo niskich stopach procentowych i dynamicznie poprawiają wyniki dzięki temu, że spada im koszt finansowania. Dość powiedzieć, że rentowności włoskich obligacji rządowych spadły dziś do poziomu rentowności obligacji Wielkiej Brytanii — zwraca uwagę Tomasz Piotrowski, zarządzający ze Skarbca TFI.
To tylko korekta
Korekta trwająca od początku marca na akcjach spółek internetowych i biotechnologicznych szczególnie mocno dała się we znaki indeksowi Nasdaq. Ale to nie oznacza, że hossa, jaką obserwujemy na spółkach technologicznych, została tam zakończona. Jarosław Niedzielewski z Investors TFI uważa, że mamy do czynienia jedynie z korektą, po której przyjdzie uspokojenie, a bańka na spółkach internetowych może być pompowana jeszcze przez kilka lat.
— Nasdaq po 8-procentowym spadku z marca dotarł do swojej 200-sesyjnej średniej i zapewne będzie starał się postraszyć inwestorów jej przebiciem, tak jak zdarzyło się to dwa i trzy lata temu. Jednak, moim zdaniem, to nie jest sygnał oznaczający zmianę długoterminowego trendu wzrostowego. Do wystąpienia prawdziwej bessy niezbędna jest gospodarcza recesja. Ostatnie dane z USA czy Europy, a nawet rynków wschodzących, nie usprawiedliwiają budowania tak negatywnego scenariusza — uważa Jarosław Niedzielewski, dyrektor ds. inwestycji w Investors TFI.
Ile funduszy, tyle strategii
Popularność rynków rozwiniętych jest wśród krajowych inwestorów relatywnie niewielka. Przez ostatni rok do portfeli funduszy dedykowanych tym giełdom napłynęło 0,4 mld zł. W tym czasie Najwięcej, bo 19 proc., zarobił ING Europejski Spółek Dywidendowych, który kupuje akcje tzw. dojnych krów — spółek regularnie dzielących się zyskiem z akcjonariuszami. Nowy fundusz Ipopemy ma natomiast celować w tzw. spółki wzrostowe, charakteryzujące się niską stopą dywidendy, ale z dużym potencjałem wzrostu. Do takich zalicza właśnie m.in. firmy wysokich technologii oraz spółki z europejskiego sektora finansowego. Skarbiec Top Brands, który działalność rozpoczął po koniec lutego, nie miał udanegostartu. Po niespełna dwóch miesiącach jest 11 proc. pod kreską. Zarządzający Michał Cichosz tłumaczy, że powodem strat była wspomniana korekta w USA. Przekonuje jednak, że przecena indeksu Nasdaq powinna teraz skłaniać do zakupu jednostek. Fundusz inwestuje w typowe spółki wzrostowe, które budują pozycję rynkową, wykorzystując siłę swojej marki i patentów. Na celowniku znajdą się firmy o globalnym zasięgu działalności, takie jak Michael Kors, BMW, Amazon czy Asos. Również zagraniczni powiernicy sprzedają kilkadziesiąt funduszy rynków rozwiniętych, które już nazwą sugerują, na co stawia zarządzający. Franklin oferuje portfele spółek zarówno wzrostowych (growth), jak i tych, których potencjał drzemie m.in. w wysokich dywidendach (value). Fidelity szuka okazji wśród firm korzystających na zmianach demograficznych, a Robeco stawia na spółki przecenione, które mają przejściowe problemy.