Rynki tracą impet, warto poczekać na Wall Street

Roman Przasnyski
opublikowano: 10-03-2010, 00:00

Korekta kilkudniowych wzrostów chyba się rozpoczyna. Nic na razie nie zmienia i niczego nie wyjaśnia. Jej skala jest niewielka i trudno na podstawie pierwszego jej akordu oceniać szanse byków i niedźwiedzi. Warto jedynie zwrócić uwagę na jej powszechny charakter. Wczoraj żadnemu indeksowi w Europie nie udało się przez większą część dnia wyjść nad kreskę. Świadczy to o tym, że lokalne czynniki niezbyt mocno się liczą. Wszyscy patrzą na przewodnika stada, czyli na Wall Street. Tam rozgrywają są losy rynków i stamtąd należy wypatrywać kierunku zmian. Paradoksalnie, brak impulsów płynących z gospodarki może wskazywać na układ sił. Po jednej sesji jest jednak zbyt wcześnie, by go określić.

Nieco sztuczne poniedziałkowe podciągnięcie na fixingu indeksu największych spółek do 2406 pkt nie przetrwało "testu prawdy". WIG20 zaczął od spadku o prawie 0,3 proc., a wskaźnik szerokiego rynku tracił na otwarciu niecałe 0,2 proc. Indeksy małych i średnich firm były nieznacznie nad kreską. Sytuacja szybko zaczęła się pogarszać i jeszcze przed południem skala spadku wyraźnie się powiększyła. Jeszcze przed południem WIG20 znalazł się na poziomie o 30 punktów niższym od poniedziałkowego "rekordu", tracąc 1,3 proc. Na minusie znalazły się także mWIG40 i sWIG80.

Tuż po rozpoczęciu handlu stawka spadkowiczów z grona największych spółek była wyrównana. W fazie największego osłabienia prym w przecenie wiodły akcje Lotosu, spadające o 2,7 proc. i BRE, zniżkujące o 1,7 proc. Po około 1,5 proc. traciły walory KGHM, Pekao, PKN i PKO.

Końcówka sesji znów była nerwowa. Byki, w ślad za zmianami na Wall Street w pierwszych minutach handlu za oceanem, usilnie dążyły do odrobienia strat. Tuż przed fixingiem zdołały ograniczyć skalę spadku indeksu największych spółek do 0,5 proc., a indeksu szerokiego rynku do 0,2 proc. Ostatecznie WIG20 stracił 0,53 proc., a indeks szerokiego rynku zaledwie 0,07 proc. Obroty na rynku akcji sięgnęły 1,27 mld zł.

Dynamiczne wzrosty nie mogą trwać bez końca. Wczoraj więc mieliśmy do czynienia z ich korektą. Jej skala jest niewielka, więc trudno po pierwszym dniu spadków wyrokować, jak się rozwinie i czy będzie kontynuowana. Szczyty są wciąż bardzo blisko, ale rośnie też ryzyko. Trudno odpowiedzieć na pytanie, czy znajdą się odważni do kupowania akcji, czy też raczej poczekają do wyjaśnienia się sytuacji. Najbardziej zainteresowani wzrostem są obecnie posiadacze akcji. Ale oni już kupili.

Roman

Przasnyski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Przasnyski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy