Rząd forsuje kosztowny projekt

Jarosław Królak
opublikowano: 2003-10-28 00:00

Nie chcemy finansować nieefektywnego systemu recyklingu — protestują przedstawiciele motobranży.

Zbliża się finisz batalii o kształt przyszłego systemu odzysku i recyklingu pojazdów wycofanych z eksploatacji. Rząd chce, aby ten system był finansowany przez producentów i importerów samochodów. Ci zapewniają, że nie są przeciwni budowie sieci odzysku i kasacji wraków, lecz projekt rządowy jest niewykonalny, nieracjonalny i zbyt drogi. Idzie o kilkaset milionów złotych rocznie.

Dziś w Sejmie ma odbyć się drugie czytanie rządowego projektu ustawy o odzysku i recyklingu wraków samochodowych. Zdaniem przedstawicieli motobranży, jest on bublem prawnym nie do przyjęcia.

— Resort ochrony środowiska chce ściągnąć od przemysłu motoryzacyjnego pieniądze, które następnie będą rozdawane nie wiadomo komu i nie wiadomo, na jakich warunkach. Na to się nie godzimy — mówi Enrico Pavoni, prezes Fiat Auto Poland.

Projekt stanowi, że motobranża ma utworzyć sieć punktów zbierania wraków aut w ciągu 30 dni od wejścia ustawy w życie.

— Jednak projekt nie definiuje, co to jest sieć, jak ją utworzyć, ile ma być punktów zbiórki. Natomiast nakłada kary. Branża będzie zmuszona płacić za brak czegoś, czego faktycznie nie da się utworzyć. A ten system może okazać się najdroższy w Europie — mówi Grzegorz Wlazło, ekspert prawny Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.

Kara za brak sieci ma wynosić 50 groszy za każdy kilogram pojazdu wprowadzanego na rynek. Rocznie w skali całego rynku będzie to około 180 mln zł.

Producenci nie widzą innego wyjścia, jak podnieść ceny aut o mniej więcej 500 zł za sztukę.