Rząd spycha walkę z deficytem do miast

Jacek Kowalczyk, TM
opublikowano: 2011-03-04 10:25

Restrykcje wobec samorządów to jedyny pomysł ministra finansów na zbijanie deficytu. Miejscy włodarze są oburzeni.

Jacek Rostowski w wysłanym do Komisji Europejskiej liście tłumaczył, w jaki sposób Polska zamierza ograniczyć deficyt w finansach publicznych. List składał się przede wszystkim z dwóch części. W pierwszej minister wylicza już podjęte działania, m.in.: obniżenie składek do OFE, obcięcie zasiłków pogrzebowych, obcięcie Funduszu Pracy czy podwyżkę VAT. W drugiej części Jacek Rostowski wymienia działania, które dopiero przygotowuje. Tu lista jest krótka - jej jedynym znaczącym punktem jest nałożenie kagańca na deficytu w samorządach. Druga pozycja, docelowa reguła budżetowa, tylko teoretycznie jest nowa. To pomysł sprzed roku, ale rząd jeszcze się nią nie zajął, bo wejdzie w życie dopiero za kilka lat.

Choć w liście do Komisji Europejskiej brakuje konkretnych liczb związanych z planami rządu wobec samorządów, lokalnym władzom są dobrze znane. Minister na dwustronnych spotkaniach forsuje pomysł nałożenia limitów na deficyt w samorządach: w 2012 r. ma wynieść maksymalnie 4 proc., dochodów, w 2013 r. - 3 proc., w 2014 r. - 2 proc., a od 2015 r. zatrzymać się na poziomie 1 proc. To drakońskie ograniczenia, bo dzisiaj większość dużych miast ma deficyty na poziomie kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu proc.

"Prace nad nową regułą wydatkową dla sektora samorządowego są zaawansowane" - pisze Jacek Rostowski do Brukseli.

Samorządowcy są oburzeni. Już nie tylko tym, że rząd chce nałożyć na nich kaganiec, ale też tym, że przerzuca na nich całą odpowiedzialność za obniżanie deficytu.

- To jest skandal. Jedyny pomysł ministra finansów na cięcie deficytu to zmuszenie nas do takich działań. Tymczasem udział samorządów w przyroście długu jest znikomy - mówi Piotr Uszok, prezydent Katowic.

- Pracuję w samorządzie od 18 lat i nigdy nie sądziłem, że doczekam takiej sytuacji. Rząd traktuje nas jak jednostki pomocnicze, którym zleca przykre zadania - mówi Lesław Fijał, skarbnik Krakowa.

Według samorządów, zmuszanie ich do cięć wydatków, kiedy rząd nie ma żadnych tego typu planów wobec siebie, jest nieuczciwe.

- To jest bardzo niepokojące. Gdyby rząd wziął na siebie część oszczędności, limity dla samorządów pewnie nie musiałyby być tak restrykcyjne - mówi Stanisława Kozłowska, skarbnik Białegostoku.

Więcej w piątkowym "Pulsie Biznesu"