O tym, jak widzi proces budowy pierwszego polskiego auta elektrycznego, mówił w zeszłym tygodniu Krzysztof Tchórzewski, minister energii. Ma na to wpływ, bo nadzoruje cztery państwowe firmy energetyczne: PGE, Tauron, Eneę i Energę, które wyłożyły po 2,5 mln zł i zostały akcjonariuszami spółki ElectroMobility Poland. Na pierwszy rzut ma pójść karoseria. W rozmowie z PAP minister zapowiedział, że konkurs zostanie ogłoszony jeszcze w listopadzie. Podobne zapowiedzipadły w wywiadzie, którego „PB” udzielił niedawno prof. Piotr Moncarz, pracujący w zespole ElectroMobility Poland. Karoseria ma nadać projektowi kształt, a także pomóc w komunikacji społecznej. Według ministra, samochód ma być „niewielki”, nie droższy niż 70 tys. zł, a co najmniej 60 proc. części powinno być produkowane w Polsce. Ministerstwo Energii już anonsowało, że najpierw ma powstać prototyp auta, a dopiero potem ruszą prace związane z miejską infrastrukturą do ładowania. Minister to potwierdza i przewiduje, że na początku samochód przeznaczony byłby przede wszystkim dla osób, które będą dysponowały miejscem parkingowym. To na parkingu samochód mógłby być ładowany.
JUŻ PISALIŚMY: „PB” z 20 października 2016 r.
DWIE TRZECIE Z POLSKI: Już w zeszłym tygodniu prof. Piotr Moncarz, pracujący dla państwowej spółki ElectroMobility Poland, zapowiadał na naszych łamach, że projekt zacznie się od konkursu na karoserię, a cały samochód powinien w około 60 proc. składać się z polskich części.