Rzeźby artysty z Białegostoku zachwyciły dwór Omanu

  • Ewa Bednarz
opublikowano: 23-04-2021, 14:30

Michał Jackowski przez 15 lat ciężko pracował, żeby odnieść sukces jako artysta, i… odniósł – od razu bardzo spektakularny. Dzisiaj jego rzeźby znajdują się w galeriach i kolekcjach na całym świecie, a on sam szykuje się do realizacji projektów w przestrzeniach stolicy Omanu.

Doceniony:
Doceniony:
Michał Jackowski postawił na swoje pomysły, które udało się zaprezentować po raz pierwszy na Międzynarodowym Biennale Sztuki we Florencji w 2017 r. Tam zdobył od razu dwie nagrody za cykl rzeźb „Antique Games”.
materiały prasowe

Niewielu artystów umie z taką konsekwencją dążyć do celu, jednocześnie pracując nie tylko na swoją wolność artystyczną, lecz także na utrzymanie rodziny – a Michał Jackowski założył swoją już podczas studiów.

– Nie planowałem tego. Po zdaniu egzaminów na studia byłem pewien, że będę tylko ja i sztuka. Nie myślałem nawet o dziewczynie, nie mówiąc o żonie… ale tak było do pierwszej studenckiej imprezy. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia, więc nie było na co czekać – śmieje się artysta.

W tym czasie przeżył nawrócenie i przewartościował swój świat. Dzisiaj żona – studencka miłość z obrączką na palcu – i siedmioro dzieci są jego największą wartością, inspiracją i siłą napędową do tworzenia. Najstarsza córka Michała Jackowskiego, który zaledwie dwa lata temu skończył 40 lat, kończy już liceum plastyczne i zdaje na ASP. Najmłodszy syn ma dopiero 3,5 roku.

– Wtedy wydawało się to szaleństwem, a dzisiaj wszyscy nam zazdroszczą – podkreśla artysta.

Z dużym dystansem opowiada o swojej drodze do sukcesów, a na pytanie, kiedy poczuł się doceniony, z wrodzonym poczuciem humoru odpowiada, że pewnie zaraz po urodzeniu.

15 lat pracy na artystyczną wolność

Rzeźba z cyklu „Antique Games”
Rzeźba z cyklu „Antique Games”
materiały prasowe

Z perspektywy lat Michał Jackowski uważa, że droga, którą przeszedł, pozwoliła mu się rozwijać w wielu kierunkach. Do sztuki ciągnęło go od małego, rozważał nawet pójście do liceum plastycznego, ale rodzice nie patrzyli na to przychylnie, więc zdecydował się na klasę matematyczno-fizyczną. Dzisiaj cieszy się z tego. Przeznaczenie jednak dawało o sobie znać, bo na drodze licealisty stanęli ludzie, którzy umiejętnie pokierowali jego zdolnościami i zachęcili do zdawania na Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie. Nie ukończył jednak wydziału rzeźby.

– Byłem w rozdarciu. Rodzice martwili się, że nie będę miał z czego żyć. Ojciec nawet przepowiadał, że będę chleb jadł szydłem, a dzisiaj pracuje ze mną w moim warsztacie i zajmuje się odlewnią brązu – wspomina tamte czasy.

Pewnym kompromisem był wybór wydziału konserwacji rzeźby, który dawał konkretny fach. Przez wiele lat pracował w renowacji z myślą, że chce zarobić na artystyczną wolność. Ambicje więc czekały, choć o nich nie zapominał i swoje autorskie pomysły cały czas notował.

– Musiałem poczekać, żeby mieć możliwości finansowe, aby realizować się w rzeźbie. Taką drogę wybrałem, co nie oznacza, że ją rekomenduję – śmieje się Michał Jackowski.

Praca konserwatora, robienie kopii i rekonstrukcji były długim procesem budowania warsztatu rzeźbiarskiego. Pracownię prowadzi już od 18 lat i cieszy się, że tego czasu nie zmarnował. Dopiero kilka lat temu sam zaczął pracować na swój artystyczny sukces, brać udział w wystawach za granicą i sam szukać tam klientów. Był więc własnym marszandem, który miał świadomość wartości swoich prac, dlatego nigdy nie wystawił ich na aukcjach.

– Ceny można uwiarygodnić aukcją dopiero, gdy ma się klientów. Wielu artystów nie ma świadomości tego, że niskie ceny osiągane na początku drogi artystycznej bardzo trudno później podbić. Lepiej poczekać, a zostanie to nagrodzone – podkreśla.

To się sprawdziło w jego przypadku, choć musiał zaryzykować.

Trudna decyzja

Inspiracje:
Inspiracje:
W rzeźbach Michała Jackowskiego pojawiają się dymki komiksów, gumy do żucia, hamburgery, dolary, teksty piosenek Beatlesów, Rolling Stonesów... To pokłosie inspiracji amerykańskim popem. Artysta lubi też eksperymentować.
materiały prasowe

Kilka lat temu, kiedy miasto Białystok chciało mu zlecić rekonstrukcję kolejnych 12 rzeźb do Barokowego Ogrodu Branickich, uświadomił sobie, że zaczyna zapominać o marzeniach. Zaryzykował i odmówił, choć nie było to proste, bo zlecenie dawało perspektywę stabilizacji finansowej przez kolejne dwa lata. Postawił jednak na swoje pomysły, które udało się zaprezentować po raz pierwszy na Międzynarodowym Biennale Sztuki we Florencji w 2017 r. Tam zdobył od razu dwie nagrody za cykl rzeźb „Antique Games”. Po sukcesie we Florencji przez dwa lata jeździł po Europie, żeby pokazywać swoje prace na wystawach i targach sztuki – wszystko na swój koszt. Był w tym czasie w Rzymie, Como, Bazylei, Zurychu, Londynie, nawet na targach Art Basel Miami Week. Znalazł pierwszych klientów, choć głównym celem było znalezienie galerii, która weźmie go pod swoje skrzydła.

– To było niesamowite, bo myślałem, że będę tak jeździł nie przez dwa lata, a przez pięć. Tyle czasu sobie dawałem, ale w 2019 r. w dostałem dwie nagrody w Londynie i zgłosiła się do mnie galeria z zaproszeniem do współpracy na wyłączność na wybranych rynkach. W ramach tej wyłączności galeria kupuje pewną liczbę moich prac rocznie. Także na 2020 r. nie mogę narzekać – podkreśla artysta.

Ta galeria to Cris Contini Contemporary Art Gallery, która promuje jego sztukę w Anglii, we Włoszech, Francji, w Niemczech i Szwajcarii. Wcześniej zdobył też dwie nagrody w Rzymie podczas pokazu Artrooms Roma, a jego prace pokazywane w Miami na Międzynarodowej Wystawie Sztuki Scope podczas Art Basel Miami Week zostały włączone do amerykańskich i meksykańskich prywatnych kolekcji.

Projekty dla sułtana

Michał Jackowski,  „Empty Gold Valentines Day“
Michał Jackowski, „Empty Gold Valentines Day“
materiały prasowe

Pracami Michała Jackowskiego zainteresował się również marszand z Niemiec, który zarekomendował go w ambasadzie Omanu w Berlinie.

– Byłem już wtedy po Międzynarodowym Biennale Sztuki we Florencji, miałem album z ładnymi zdjęciami, więc było się czym pochwalić. Po dwóch tygodniach zostałem zaproszony na rozmowę do Berlina. Okazało się, że konsul był dobrze przygotowany, obejrzał moje prace, przeczytał, o czym są. Niczego jednak nie obiecywał poza zaaranżowaniem trzech spotkań w Omanie – w stowarzyszeniu artystów plastyków, z dyrektorem Royal Opera House w Maskacie i w urzędzie miejskim – wspomina artysta.

– Byłem zaskoczony, zwłaszcza że sfinansowali mi podróż i tygodniowy pobyt. Poleciałem tam, nie wiedząc, co się wydarzy – dodaje.

Był jednak – jak zwykle – perfekcyjnie przygotowany. Specjalnie pod kątem wizyty opracował trzy koncepcje rzeźb w skali urbanistycznej.

– Pierwszą są kompozycje pięcio-, sześciometrowych marmurowych piór leżących w ogrodach sułtana, których historia była związana z Omanem. Drugą był interaktywny ogród, kwitnący labirynt przygotowany na lotnisko w Omanie, a trzecią rzeźba przed operą – opowiada.

W Maskacie:
W Maskacie:
Polski rzeźbiarz odbył trzy spotkania w Omanie – w stowarzyszeniu artystów plastyków, z dyrektorem Royal Opera House w Maskacie i w urzędzie miejskim. Na tę okazję opracował trzy koncepcje rzeźb w skali urbanistycznej: kompozycje kilkumetrowych marmurowych piór do ogrodów sułtana, interaktywny ogród dla lotniska w Omani i rzeźbę dla opery.
archiwum prywatne

Projekty spodobały się do tego stopnia, że dyrektor opery od razu po spotkaniu postanowił ściągnąć do Maskatu wystawę artysty i umówić jego spotkanie z radą ministrów. Dzień później okazało się, że nie jedzie do rady ministrów, tylko „dziesięć pięter wyżej” do prawej ręki sułtana, z którym spotkał się w Royal Office.

Z Maskatu na Podlasie

Twórca i tworzywo:
Twórca i tworzywo:
Michał Jackowski pracuje głównie z marmurem kararyjskim, którego używał też Michał Anioł.
materiały prasowe

– Po powrocie do kraju dowiedziałem się, że rząd omański chce wysłać do mnie, do Białegostoku, delegację, żeby zobaczyć moje rzeźby na żywo. Prace trzeba było więc pokazać, zrobić wystawę, a jak w Białymstoku, to tylko w Operze i Filharmonii Podlaskiej. To jedyne miejsce, gdzie mogłem coś pokazać w dużej przestrzeni – opowiada Michał Jackowski.

Wystawa z piętnastoma rzeźbami, częścią ogrodu żyjącego z 500 sadzonkami storczyków i systemem skanującym odbiła się szerokim echem.

– To była duża przestrzeń z widzami, ścianą z kwiatów, która reagowała światłem i muzyką na obecność człowieka. Wszystko było zrobione z moim olbrzymim zaangażowaniem finansowym i czasowym. Zrobiło to jednak wrażenie – również na delegacji, która przyjechała z Omanu, w skład której wchodzili Abdul Majeed Al Jahwari, konsul Omanu w Berlinie, i dr Nasser Al-Taee, dyrektor Royal Opera w Maskacie – śmieje się.

Został zaproszony na kolejne spotkania organizacyjne do Omanu w 2020 r., ale przyszła pandemia. Po kilku miesiącach myślał, że cały projekt padnie, ale kilka tygodni temu kontakt się odnowił.

– Nawet przepraszali mnie za milczenie, ale wszyscy byli na długich urlopach. Konsul też dopiero niedawno wrócił do Berlina, zapowiedział jednak, że jak pozałatwia bieżące sprawy, do współpracy wrócimy – mówi Michał Jackowski.

Po białostockiej wystawie dla Omanu Unibud kupił do swojej kolekcji dwie prace i zgłosił się do niego polski marszand Jakub Fijewski prowadzący Artutito – Exquisite Art Gallery. Teraz promuje prace artysty w Polsce.

– W tamtym roku sprzedał kilka prac, w tym również wygląda to obiecująco. Nie wykluczam, że niedługo pojawimy się na aukcji, ale najpierw zagranicznej, potem być może w Polsce – zapowiada artysta.

Antyk i guma do żucia

Język klasyki:
Język klasyki:
Kiedy wymyśliłem koncepcję prac „Antique Games”, stwierdziłem, że chcę się dowiedzieć, co do ludzi najbardziej trafia, jakim językiem z nimi rozmawiać. Okazało się, że takim archetypem jest klasyka. Wszyscy jesteśmy z rejonu basenu Morza Śródziemnego, sztukę tego regionu lubimy bardziej lub mniej, ale na pewno rozumiemy – tłumaczy Michał Jackowski.
materiały prasowe

Czas pandemii też nie oznacza dla niego stagnacji. W grudniu miał wystawę w zamku w Pułtusku, teraz jego prace będą pokazywane w wirtualnej galerii Artgate w Londynie i właśnie dostał potwierdzenie zorganizowania wystawy pod koniec maja w muzeum w Warce.

Osiągnięcie sukcesu artystycznego w rzeźbie jest niełatwe i kosztowne. Dziwić też może inspiracja antykiem, dla Michała Jackowskiego była jednak oczywista.

– Jestem po konserwacji, na co dzień spotykałem się z zabytkowymi rzeźbami, ale 15 lat temu, kiedy wymyśliłem koncepcję prac „Antique Games”, stwierdziłem, że chcę się dowiedzieć, co do ludzi najbardziej trafia, jakim językiem z nimi rozmawiać. Okazało się, że takim archetypem jest klasyka. Wszyscy jesteśmy z rejonu basenu Morza Śródziemnego, sztukę tego regionu lubimy bardziej lub mniej, ale na pewno rozumiemy. To jest wyssane z mlekiem naszej cywilizacji – tłumaczy artysta.

Chce jednak być też artystą współczesnym, więc pojawiają się w jego rzeźbach dymki komiksów, gumy do żucia, hamburgery, dolary, teksty piosenek Beatlesów, Rolling Stonesów. To pokłosie inspiracji amerykańskim popem. Powstał specyficzny język, w którym artysta otwiera drzwi inspiracji wstecz, ale zostaje tu i teraz. Lubi też eksperymentować.

– Teraz kupiłem prasę graficzną i zagłębię się też w świat 2D grafiki. Na studiach byłem dwa lata na filmie animowanym, na grafice warsztatowej, lubię dotykać różnych form ekspresji, ale trzeba się na czymś w życiu skupić. Rzeźba pozostaje więc wiodącą dyscypliną, choć zdarzyło mi się zrobić też performance na dziesięciu tancerzy na temat rzeźby „Sticky Pink” z różową gumą w środku – podkreśla.

– Lubię zmieniać krajobrazy, bo to inspiruje i ożywia. Potem wraca się do tego samego z nowym doświadczeniem. To jest taka trochę wewnętrzna burza mózgów – tłumaczy.

Śladem Michała Anioła

Pracownia rzeźbiarska Michała Jackowskiego
Pracownia rzeźbiarska Michała Jackowskiego
materiały prasowe

Trudno sobie wyobrazić pracę z marmurem, gdy powstająca z niego rzeźba finalnie ma kilka metrów. Materiał trzeba też zdobyć, a Michał Jackowski pracuje głównie z marmurem kararyjskim, którego używał też Michał Anioł.

– Od ponad 15 lat jeżdżę do Włoch do Carrary, przebyłem więc długą drogę, bo tam najpierw przepłaca się razy dziesięć, potem razy pięć, następnie razy trzy, by zacząć kupować za ceny lokalne. Teraz mam już wydeptane własne ścieżki u właścicieli kamieniołomów. Sam wybieram odpowiedni blok, podpisuję się na nim, negocjuję cenę, a później wysyłam tira i sprowadzam do Białegostoku – jak zwykle z humorem opowiada Michał Jackowski.

Długo nie ma go więc w domu, ale zawsze zabiera ze sobą kogoś z rodziny – nawet do Carrary, kiedy jedzie po kamień. To jego niepodważalna zasada.

– Do Carrary często jeździ ze mną żona, ponieważ wyjazdy zawsze organizuję w okolicach naszej rocznicy ślubu, czasem zabieram któreś z dzieci, wtedy córka lub syn ma przygodę sam na sam z ojcem. W Miami byłem np. z najstarszą Marysią, w Zurychu z Ignasiem, na wyprawie po kamień od Wenecji przez Florencję, Genuę po Mediolan z Antosiem. Rzadko się zdarza, że wyjeżdżam sam, choć wyjazdy te nie są łatwe, bo to jednak wyjazdy do pracy. Wszystko trzeba rozpakować, czasem wziąć pracownika – tłumaczy.

Pracuje bardzo systematycznie – codziennie od 8 do 17, bo ma trzy osoby na etacie, które pomagają w odlewach z brązu, spawaniu, przekuwaniu, powiększaniu, zdejmowaniu form silikonowych czy gipsowych – we wszystkim, w czym pierwiastek twórczy nie jest potrzebny, np. przy szlifowaniu powierzchni marmuru sześcioma gradacjami papieru ściernego. Po pracy jest już czas tylko dla rodziny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane