Są pieniądze, ale nie ma pomysłów

Katarzyna Latek, ANP
opublikowano: 2011-04-01 00:00

Na kontach wielu spółek od lat leżą pieniądze z emisji akcji. Na przejęcia, do których nie dochodzi.

Rekordzista ma prawie 30 mln zł z emisji w 2007 r. Ma i trzyma

Na kontach wielu spółek od lat leżą pieniądze z emisji akcji. Na przejęcia, do których nie dochodzi.

Spółki rozmawiają, negocjują, podpisują listy intencyjne, a akwizycji wciąż nie ma. Prezesi obiecują poprawę, a akcjonariusze się niecierpliwią.

— Czy w zaistniałej sytuacji inwestorzy mniejszościowi mogą złożyć zażalenie do KNF, z prośbą o anulowanie przeprowadzonej emisji akcji wraz ze zwrotem pieniędzy na rzecz akcjonariuszy? — pyta czytelnik "PB", akcjonariusz Polnej w ramach naszej Akcji Inwestor.

Niestety, to nie takie proste.

— Nie ma konstrukcji prawnej, pozwalającej unieważnić emisję — mówi Łukasz Dajnowicz, rzecznik Komisji Nadzoru Finansowego.

Dodaje jednak, że zawsze warto poinformować o KNF.

— Jeśli akcjonariusz ma wątpliwości i zwróci się do nas, możemy poprosić spółkę o wyjaśnienia — mówi rzecznik.

Szansa na pozwanie spółki byłaby, gdyby ta w prospekcie wprost zobowiązała się do przeprowadzenia konkretnego przejęcia i odstąpiła od niego bez podania przyczyn. Tak jednak raczej się nie zdarza, gdyż w prospektach spółki zwykle przedstawiają cele emisyjne, obudowane licznymi zastrzeżeniami i warunkami.

Polna do restrukturyzacji

Polna zebrała z emisji w 2008 r. 6,6 mln zł. Znaczna część tej kwoty nadal leży na kontach bankowych. Ostatni komunikat w tej sprawie spółka opublikowała w połowie 2009 r., kiedy miała ponad 5,1 mln zł.

— Nie sztuka kupić spółkę, ważne, by budowała wartość firmy. Potrzebujemy podmiotu, który pozwoli rozwinąć biznes i przyniesie wartość. Wprowadzi do Polnej dywersyfikację produktową, pozwoli uruchomić usługi, których do tej pory nie świadczymy, albo wniesie nowoczesną kulturę organizacyjną — mówi Miroslav Kozlovski, który od pół roku kieruje Polną.

Dodaje, że przejęcie państwowej spółki, takiej jak Chemar, jego zdaniem, wymagałoby znaczących nakładów restrukturyzacyjnych. Prezes podkreśla, że sama Polna potrzebuje zmian organizacyjnych. Restrukturyzacja potrzebna jest w wielu obszarach — zarządzania środkami trwałymi, infrastruktury zakładowej, informatyzacji i polityce zarządzania zasobami ludzkimi.

— Nie oceniam moich poprzedników negatywnie, ale restrukturyzacja Polnej, dostosowująca organizację do zmieniających się uwarunkowań rynkowych, stanowczo nie została zakończona. Kultura organizacyjna w firmie nadal jest bardzo niska. Systemy motywacyjne nie mają nic wspólnego w realiami rynkowymi. To wszystko trzeba wypracować — mówi prezes.

Polna nie zrezygnowała z akwizycji.

— Zmiany w spółce i prace nad przejęciami prowadzone są równolegle — zapewnia prezes.

Szczegółów nie chce jednak podawać ze względu na przepisy, dotyczące polityki informacyjnej spółek giełdowych.

Szczęścia do akwizycji nie miał także giełdowy Sanwil, chociaż się starał. Chciał kupić m.in. Okręgowe Przedsiębiorstwo Geodezyjno-Kartograficzne w Lublinie, a wcześniej — Sklejkę Pisz, Zakład Ceramiki Budowlanej Markowicze i hiszpańską firmę Rosich.

— Cały czas przyglądamy się różnym firmom pod kątem przejęć. Składamy też oferty w prywatyzacjach, ale ceny, których żąda skarb państwa są coraz wyższe, a jakość spółek coraz słabsza — mówi Piotr Kwaśniewski, prezes Sanwil Holding.

Dodaje, że jedną spółkę udało się przejąć (chodzi o Draszbę, właściciela kilku marek obuwniczych), a część pieniędzy z emisji przeznaczono na pożyczkę dla niej.

Czy prezes nie ma poczucia, że firma powinna oddać pieniądze akcjonariuszom?

— Są różne sposoby — dywidenda, skup akcji. Ale tu inicjatywa leży po stronie akcjonariuszy. Taką decyzję musi przecież podjąć walne — twierdzi prezes.

Arcus śpi na milionach

Rekordzistą jest Arcus, któremu z emisji przeprowadzonej w 2007 r. pozostało jeszcze prawie 30 mln zł. Z emisji pozyskał prawie 38 mln zł. Zgodnie z zapisami prospektu emisyjnego miały być one przeznaczone na rozwój oferty, zarówno przez akwizycje, jak i rozwój organiczny.

— Na akwizycje przeznaczono dotychczas 3,6 mln zł na zakup 55 proc. udziałów w spółce T-Matic Systems działającej na rynku systemów telematycznych i telemetrycznych — przypomina Wojciech Kruszyński, prezes Arcusa.

Dodaje, że spółka cały czas rozwijała się organicznie — rozwijała dotychczasową działalność swoją i przejętej spółki, wprowadzała nowe usługi, prowadziła prace związane z rozwojem zaawansowanych technologicznie rozwiązań telemetrycznych, w tym zdalnego odczytu energii elektrycznej. Na organiczny wzrost spółka wydała 4,45 mln zł. Ciągle jednak pozostaje niewydajne kilkadziesiąt milionów.

— Prowadzimy aktywne działania dotyczące wykorzystania pozostałej części pozyskanych pieniedzy — zapewnia prezes, nie podaje jednak żadnych bliższych informacji.

Polna, Arcus i Sanwil to nie jedyne firmy, którym nie udały się poważne zakupy, mimo że miały na to pieniądze. W podobnej sytuacji jest Aplisens, który wciąż ma kilkanaście milionów złotych z emisji i regularnie obiecuje, że przejęcie w końcu przeprowadzi.

Rychłe przejęcie zapowiada też Introl. W 2009 roku przejął firmę JCommerce, zmieniał też cele emisyjne, by pomóc kupionej spółce, ale wciąż ma pieniądze z ostatniej emisji akcji (około 8 mln zł), którą przeprowadził w 2007 roku.

Pieniądze czasami wracają

Jeśli przejęcia nie wychodzą, spółki decydują się na zmianę celów emisyjnych lub skup akcji.

Zarządy niektórych spółek nie widząc szans na akwizycję wybierają inną drogę. Mogą "oddać" akcjonariuszom ich pieniądze.

— Zdarza się, że spółka nie dokonuje przejęć, mimo, że takie cele emisyjne podała w prospekcie. Nie zawsze jest to jej wina, jeśli negocjacje nie zakończyły się porozumieniem. Jednak jeśli taka sytuacja trwa przez kolejne lata, a pieniądze nadal niewykorzystane leżą na kontach spółki, powinna ona rozważyć przekazanie ich akcjonariuszom w firmie skupu akcji bądź np. jednorazowej dywidendy — mówi Mariusz Kanicki ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

Skup akcji przeprowadził np. Drozapol. W 2007 r. pozyskał z emisji 80 mln zł. Negocjował przejęcie działającej w tej samej branży firmy Cynk-Mal, jednak rozmowy nie zakończyły się sukcesem. W 2008 r. firma przeprowadziła skup akcji własnych, podzieliła się też z inwestorami dywidendą.

Spółki decydują się czasem na zmianę celów emisyjnych. Atrem, który też chciał przejmować, ostatecznie zdecydował, że zainwestuje w spółkę zależną 12,1 mln zł.

— Po analizie branży i dziesiątkach spotkań z właścicielami spółek, które mogliśmy przejąć, stwierdziliśmy, że najlepszą inwestycją posiadanych przez nas pieniędzy pozyskanych w pierwszej ofercie publicznej, będzie dokapitalizowanie Contrastu — mówił wówczas Konrad Śniatała, prezes Atremu.