Sen o Warszawie

Michał Mizera
opublikowano: 29-10-2010, 00:00

Wiem, że "na Śródmieściu mieszkają frajerzy", ale jednak zawsze byłam z tej strony Wisły — mówi Agnieszka Wosińska, warszawianka z dziada pradziada.

 

"Business Class": "Mam tak samo jak ty miasto moje a w nim…"

Agnieszka Wosińska*: "Najpiękniejszy mój świat. Najpiękniejsze dni"… Tak, kocham Warszawę. Zostałam wychowana w miłości do tego miasta, utożsamiam się z nim, nawet z tą brzydotą. No, po prostu takie jest, nie podoba mi się w nim wiele miejsc, ale to jest moje miasto. Zresztą, myślę, że Warszawa zmierza w dobrym kierunku. Paradoksalnie, jest tu miejsce nawet na te beznadziejne rzeczy, jakaś nonszalancja w tym jest. I to jest fajne.

 

Często pani podróżuje z teatrem do wielkich stolic. I jak na ich tle wygląda Warszawa?

Ostatnio byłam w Petersburgu, oszalałam na punkcie tego miasta. Ale jest też bardzo zaniedbane, wiele miejsc jest po prostu obskurnych i to powoduje, że my, z tego samego bloku, jednak nie czujemy się gorzej…

 

A jak reaguje pani na te wszystkie pomyje wylewane na Warszawę?

Nie lubię, kiedy się na nią pomstuje. Często zdarza mi się zwracać uwagę malkontentom. Nie wiem, czy jest drugie takie miasto w Polsce, tak otwarte na przybyszów, dające pracę, potężny zastrzyk energii… Walczę z legendą złego warszawiaka, co to nie umie się zachować w górach, żeglować po jeziorach, jeździ jak wariat i nie potrafi parkować. Czy to ten prawdziwy warszawiak, czy właśnie napływowy — to już klasyczne zagadnienie.

Pani warszawskie korzenie są wielopokoleniowe.

Tak, pochodzę z licznej warszawskiej rodziny robotniczej ze Śródmieścia. Moja mama pasjonuje się układaniem drzewa genealogicznego. Mój dziadek na przykład miał dużo rodzeństwa, było ich tam bodaj szesnaścioro, część rodziny została wywieziona do Niemiec na roboty i została na tych poniemieckich terenach. Fascynujące jest dla mnie to, że moja babcia cale życie mieszkała w jednym mieszkaniu, w kamienicy przy Politechnice. Niesamowite!

A jak wyglądał ten kult Warszawy w pani rodzinie?

Akurat w mojej rodzinie nie było powstańczych legend, choć nie brakowało dramatycznych historii. W czasie wojny mój pradziadek został schwytany w łapance, ślad się kończy na Pawiaku, do dzisiaj nie wiemy, jakie były jego ostatnie chwile. Babcia opowiadała mi w dzieciństwie, jak poruszała się piwnicami po Śródmieściu, można było się wydostać daleko poza centrum miasta, nie wychodząc na ulice. Znam więc cywilną stronę przebiegu powstania.

Pracując w "Klanie", który dzieje się przecież w Warszawie, dziwiła się pani, że Lubiczowie tak rzadko się odwiedzają.

Było to dla mnie spore zaskoczenie, bo my w dzieciństwie bardzo często jeździliśmy do wszystkich ciotek i wujków, to były piękne spotkania. Dużo się śpiewało warszawskich piosenek, właściwie każda wizyta kończyła się wspólnym muzykowaniem. Drugi mąż mojej prababci pochodził z Powiśla, więc znaliśmy wszystkie tutejsze szlagiery… To bardzo liczna i wesoła rodzina! I te opowieści o Warszawie przedwojennej i powojennej, nasiąkłam nimi. W mojej rodzinie zachowało się bardzo dużo zdjęć, pamiętam szczególnie jedno, na którym moja mama bawi się na gruzach stolicy. Jako mała dziewczynka zawsze narzekałam, kiedy jeździłam na Bródno, trzeba było pół dnia, żeby odwiedzić wszystkie rodzinne groby...

Ale spotykamy się na Mokotowie, to chyba nie przypadek?

Nie, moja Warszawa to właśnie Mokotów. Przedszkole, podstawówka, liceum… W czasie studiów wynajmowałam mieszkanie na Starówce, potem mieszkałam na Ochocie, wreszcie historia zatoczyła koło, kupiłam mieszkanie bardzo blisko rodzinnego domu. Jak przekraczam plac Unii Lubelskiej, to od razu czuję, że jestem u siebie.

Te sentymenty… Jakieś ukochane miejsca?

Królikarnia, można powiedzieć, że spędziłam w niej dzieciństwo. Nieistniejące już dziś kino Moskwa, do którego namiętnie chodziłam w czasach liceum, podobał mi się tamten budynek. "Wejście smoka", grane wtedy non stop, widziałam z osiem razy, mimo że byłam dziewczyną. Zresztą, mokotowski Silver Screen też lubiłam, szkoda, że zawiesili działalność. Wbrew opiniom wielu osób, lubię multipleksy za wygodne fotele, przestrzeń, za to, że można tam normalnie oddychać… No i kino Iluzjon przy Narbutta, wiele starych filmów tam obejrzałam.

Lokalny patriotyzm to piękna sprawa.

Ale bardzo lubię też starą Ochotę, podoba mi się kolonia Staszica i kolonia Lubeckiego, okolice Filtrów, szukałam tam nawet mieszkania. Fakt, lubię miejsca, gdzie jest troszkę ładniej… Mało znam Pragę, mimo że ze strony rodziny dobrze poznałam praskie klimaty i wiem, że "na Śródmieściu mieszkają frajerzy", to jednak zawsze byłam z tej strony Wisły… Teraz dopiero odkrywam Pragę na nowo, zapuszczam się tam coraz częściej w celach kulturalnych.

Od początku kariery pracuje pani w Teatrze Dramatycznym, czyli w Pałacu Kultury i Nauki. Można powiedzieć, że w sercu Warszawy.

Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, uważam, że nie ma drugiego takiego zespołu jak nasz. Zwłaszcza przyjście Krystiana Lupy dało nam nowe artystyczne życie. I muszę powiedzieć, może się komuś narażę, ale bardzo się cieszę, że po wyjściu z teatru nie widzę już tego wielkiego targowiska, tych domów towarowych. Podobają mi się plany nowego zagospodarowania placu Defilad.

Ale to Krystian Lupa, kiedy zaczął pracować w Warszawie, mówił o niej "wampiryczne miasto".

Tak? Nawet nie wiedziałam. Na pewno mówił tak o Paryżu, kiedy byliśmy tam na występach gościnnych z "Wymazywaniem". Przestrzegał nas na przykład przed korzystaniem z metra, żeby raczej z niego rezygnować, bo zabiera energię. I coś w tym rzeczywiście jest, kiedy trzeba było pokonać tę odległość z hotelu do teatru cztery razy dziennie. Ja sama odczułam, że Paryż jest wampiryczny. Człowiek się chce tego Paryża nachapać, a potem się okazuje, że wydatkował mnóstwo energii. Zresztą, w Warszawie przyspieszenie też jest niesamowite. W porównaniu z takim Krakowem…

Gra pani także w Teatrze Scena Prezentacje.

Lubię tam występować, bo dyrektor Szwed ma dla nas zawsze świetny materiał na role. Teraz gram w sztuce "Parlez-moi d’amour, czyli porozmawiajmy o miłości" o małżeństwie z wyższych sfer urzędniczo-biznesowych. Serdecznie zapraszam na nią czytelników "Business Class". Zwłaszcza że teatr mieści się w dawnych Zakładach Norblina. To magiczne miejsce w Warszawie.

*Aktorka teatralna, telewizyjna i filmowa, popularność przyniosła jej rola w serialu „Klan”, obecnie możemy ją zobaczyć m.in. w „Barwach szczęścia” oraz „Ratownikach”. Za rolę w spektaklu „Pamięć wody” otrzymała prestiżową warszawską nagrodę Feliksa. Na co dzień pracuje w Teatrze Dramatycznym, gdzie obecnie można ją zobaczyć w przedstawieniach „Wymazywanie”, „Persona: Marylin”, „Debiuty: Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze”, „Śmierć i dziewczyna”. Współpracuje także z Teatrem Scena Prezentacje, gdzie gra w sztukach „Bloczek” i „Parlez-moi d’amour, czyli porozmawiajmy o miłości”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michał Mizera

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu