Przyszły tydzień przyniesie pierwsze rozstrzygnięcia w sprawie jednej z największych transakcji ostatnich lat w handlu detalicznym — sprzedaży ramienia detalicznego giełdowej Emperii. Pod młotek pójdą 233 sklepy, za które Emperia chce dostać co najmniej 900 mln zł. Zainteresowani inwestorzy tylko do poniedziałku mają czas na złożenie wiążących ofert. Czy będzie to wstęp do konsolidacji polskiego handlu? Zdania wśród analityków są podzielone, ale przeważa sceptycyzm.
Ostrożnie, kryzys
Najbardziej łakomym kąskiem w detalu Emperii jest sieć supermarketów Stokrotka. Znajdują się głównie na wschodzie kraju, gdzie większość pozostałych sieci jest słabiej obecna. Wiadomo, że spośród kilkunastu inwestorów zainteresowanych detalem Emperii do przeprowadzenia due diligence zaproszonych zostało kilku — zarówno branżowych, jak i finansowych. Emperia wstrzymuje się z komentarzami do przyszłego tygodnia, na razie zainteresowanie potwierdzała tylko Grupa Muszkieterów (właścicielIntermarche i Bricomarche), która teraz także milczy „do zakończenia negocjacji”. — Brak ekspansji na wschodzie Polski był świadomym wyborem — nasi współpracownicy rekrutowali się głównie z zachodu kraju, tu mamy centra logistyczne. Nie płaczemy nad rozlanym mlekiem, nie chcemy przeskakiwać nad koniecznymi etapami rozwoju organicznego — mówił „Pulsowi Biznesu” w czerwcu Jean-Pierre Meunier, prezes Grupy Muszkieterów. Kamil Szlaga, analityk KBC Securities, wątpi w gotowość inwestorów branżowych do konsolidacji. Nie spodziewa się on spektakularnych przejęć w ciągu najbliższych dwóch lat. — Kupno Żabki przez Mid Europa Partners [w lutym tego roku — red.] i duże zainteresowanie funduszy private equity segmentem detalicznym Emperii to oznaka tego, że inwestorzy branżowi nie są jeszcze gotowi na konsolidację i naprawdę dużych ruchów na rynku w najbliższym czasie nie będzie — mówi Kamil Szlaga. Sieci handlowe są ostrożne, czekają na ustabilizowanie się sytuacji gospodarczej i wolą spokojnie pracować nad poprawą wyników w starych sklepach, niż agresywnie inwestować w konsolidację. Jest nad czym pracować — hipermarkety, które są fundamentemnajwiększych graczy na rynku handlowym (poza dyskontowymi Biedronką i Lidlem), notują znacznie gorszą dynamikę przychodów od mniejszych sklepów, z którymi przegrywają też w rankingach przyjazności. Do ich renowacji wzięły się w tym roku Tesco (projekt Tesco Extra) i Carrefour (który będzie testował restaurację McDonald’s wewnątrz sklepu).
Średni apetyt
Zdaniem Agnieszki Górnickiej, prezes agencji badawczej Inquiry, najciekawsze procesy konsolidacyjne na polskim rynku zachodzą z dala od błysku fleszy. — Lokalnie silni gracze, jak Eko Holding czy Dino, przejmują pojedyncze sklepy, które nie interesują największych detalistów. W ciągu 2-3 lat mogą dzięki temu zbudować silną pozycję w kulejącym dziś segmencie sieci średniej wielkości i stać się bardzo łakomym kąskiem dla inwestorów branżowych — mówi Agnieszka Górnicka. Czy jednym z takich inwestorów mógłby być Wal-Mart? Plotki o wejściu do Polski światowego lidera handlu detalicznego pojawiają się z rosnącą częstotliwością, ale na razie nie znajdują potwierdzenia. — Pogłosek było tyle, że dopóki nie będzie sklepu z szyldem Wal-Mart, nie ma co w nie wierzyć. Polska jest na pewno atrakcyjnym rynkiem dla Amerykanów, ale nie ma tu na razie sieci, której przejęciem Wal-Mart mógłby być zainteresowany — mówi Agnieszka Górnicka. Podobnego zdania jest Kamil Szlaga. Analityk KBC Securities uważa, że nie ma żadnego powodu, by amerykańska sieć podejmowała olbrzymie ryzyko i wchodziła na rynek, na którym jest już wielu silnych graczy. — Polacy w handlu lubią nowości, ale nie lubią rewolucji. Dlatego spekulacje o wejściu Wal-Martu czy innych dużych sieci zagranicznych pewnie pozostaną jedynie spekulacjami. Wymagałoby to olbrzymich inwestycji, których sens byłby niewielki — jest wiele atrakcyjniejszych, mniej dojrzałych rynków, które pozwoliłyby na większe zyski, jak choćby Chiny czy Ameryka Południowa — ocenia Kamil Szlaga.