Siedem pomysłów dla gmin

Marta Bellon
opublikowano: 21-09-2010, 00:00

Są samorządy, które mają sporo pieniędzy, i takie, które ledwo wiążą koniec z końcem. Łączą je... oszczędności.

Sprawdziliśmy, jak samorządy – często inwestując – szukają oszczędności w kasie

Są samorządy, które mają sporo pieniędzy, i takie, które ledwo wiążą koniec z końcem. Łączą je... oszczędności.

Nie trzeba zaciskać pasa, żeby zaoszczędzić. Przykłady samorządów z całej Polski pokazują, że nowe technologie i przemyślane inwestycje na dłuższą metę sprawiają, że w miejskiej kasie zostaje więcej pieniędzy. Czy to dowód, że samorządowcy zaczynają myśleć jak przedsiębiorcy?

— Samorządy bronią się przed tym, bo mają inne obowiązki — muszą zaspokajać podstawowe potrzeby społeczne. Coraz częściej zdają sobie jednak sprawę, że nie są w stanie działać tylko po to, aby je zaspokajać. Dlatego angażują się także w przedsięwzięcia o charakterze komercyjnym i, chcąc nie chcąc, zbliżają się do modelu przedsiębiorstwa — mówi Dariusz Giza, wiceprezes Inwest Consulting.

Do oszczędności samorządowców zmusza też życie, czyli zmniejszające się wpływy z odpisów z podatku PIT czy CIT. W takiej sytuacji znalazły się też podlaskie Łapy, które straciły dwa największe zakłady produkcyjne — Cukrownię Łapy oraz zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego.

— Byliśmy zmuszeni do tego, by utrzymać koszty w ryzach — mówi Roman Czepe, burmistrz Łap.

To jednak nie oznaczało sztywnego zamrożenia inwestycji, które później zaowocują oszczędnościami. Dokończono program wymiany miejskich lamp na energooszczędne, zwiększono nakłady na informatyzację urzędu, nie zwiększano natomiast liczby urzędniczych etatów.

— I to mimo że zbudowaliśmy dział obsługi inwestora i zdobywania pieniędzy z UE — chwali się burmistrz.

"PB" postanowił sprawdzić, z jakich metod "oszczędnościowych" korzystają inni samorządowcy. Poniżej opisaliśmy kilka przykładów.

Od refinansowania po ekolampy

1. Dług na dług

Unijne dotacje mobilizują miasta do inwestowania. Najczęściej — kosztem wzrostu zadłużenia. Ulgę miejskiej kasie może przynieść jego refinansowanie. Zdecydował się na nie m.in. Gdańsk. Miasto wyemitowało obligacje na kwotę 100 mln zł i spłaciło dzięki temu zaciągnięte kredyty.

— Obserwowaliśmy rynek i stwierdziliśmy, że jest to bardzo dobry moment na restrukturyzację długu. W ubiegłym — kryzysowym — roku przeciętna marża wynosiła 2-3 proc., a średnia marża z emisji obligacji to 0,5 proc. Widać, że banki odzyskują zaufanie do samorządów — mówi Teresa Blacharska, skarbnik Gdańska.

Potwierdza to odpowiedzialna za sektor samorządowy Agnieszka Pietkun z Pekao.

— Banki jeszcze bardziej zaczęły doceniać samorządy jako klientów. Są w stanie pożyczać coraz więcej, czy to w formie kredytów, czy emisji obligacji, a to z kolei przekłada się na niższe ceny zawieranych transakcji. Różnice w cenie kredytu między pierwszym kwartałem 2009 r. a rokiem obecnym sięgają w skrajnych przypadkach nawet 300 proc. — zaznacza Agnieszka Pietkun.

2. Podatkowy come back

W realizacji inwestycji samorządy coraz częściej wyręczają spółki komunalne.

— Nie otrzymują one dotacji z budżetu gminy, w przeciwieństwie do zakładów budżetowych, które istniały przed ich powstaniem. Gmina, nie wydając pieniędzy z budżetu, uzyskuje zatem niemałe wpływy od spółek, które są największymi płatnikami podatku od nieruchomości — mówi Michał Żabiński, skarbnik Jarocina.

W Jarocinie funkcjonuje siedem takich spółek. Ich zaletą jest też możliwość odliczenia podatku VAT, czego nie może robić gmina. A to oznacza mniejsze koszty inwestycji.

— Widać to na przykładzie spółki Jarocin Sport, która zainwestowała w budowę hali widowiskowo-sportowej. Dzięki temu, że może sobie odliczyć podatek VAT, koszt budowy hali jest niższy o 22 proc. w porównaniu z wydatkami, jakie na tę samą inwestycję musiałaby ponieść gmina. Spółka może wynajmować obiekt, dzięki czemu zarabia. Prowadząc sprzedaż opodatkowaną, ma możliwość odzyskać pieniądze z VAT. Dzięki nim może szybciej się rozwijać i inwestować w nowe obiekty sportowe. Warto też podkreślić, że spółki mogą ubiegać się o pieniądze ze źródeł zewnętrznych, z których gmina sama nie mogłaby skorzystać — wyjaśnia Michał Żabiński.

3. Siła w grupie

Im więcej, tym taniej? To możliwe. Olsztyński magistrat zorganizował w tym roku wspólny przetarg na zakup i dystrybucję energii elektrycznej dla własnych placówek, jednostek i zakładów budżetowych, samorządowych instytucji kultury, spółek miejskich, zakładów opieki zdrowotnej, a także jednostek administracji zespolonej. Wystąpiły one w przetargu jako jeden podmiot, który w ciągu roku zużywa 35 gigawatogodzin energii elektrycznej, co stanowi aż 25 proc. energii zużywanej co roku w całym mieście. Dzięki takiej organizacji przetargu oszczędności wyniosą 2,5 mln zł.

— A to oznacza, że miejskie placówki zapłacą za prąd średnio o 15 proc. mniej niż rok temu. Obecnie trwają ostatnie przygotowania do przetargu na zakup energii na 2011 r. I tym razem liczymy na znaczne oszczędności — mówi Aneta Szpanderska, rzecznik olsztyńskiego magistratu.

4. Tańsze telefony

Często, żeby zaoszczędzić, najpierw trzeba zainwestować. Ta zasada sprawdza się w Ząbkach (woj. mazowieckie). Tamtejszy magistrat zaoszczędzi na rozmowach telefonicznych, ale żeby to zrobić, wyda pieniądze na stworzenie systemu telefonii internetowej VoIP (voice over internet protocol). Nie musi jednak finansować systemu w całości. Pomoże Unia Europejska. Projekt, w ramach którego w urzędzie uruchomiony zostanie VoIP, otrzymał 85 proc. dofinansowania.

— Docelowo chcemy zlikwidować koszty połączeń między urzędem a podległymi mu jednostkami. Oszczędności będą znaczące, chociażby dlatego, że podpiszemy jedną umowę z firmą telekomunikacyjną. Ponadto system będzie tak zaprojektowany, żeby wybierał tego operatora, który będzie najtańszy — mówi Robert Perkowski, burmistrz Ząbek.

Telefonia VoIP powinna zacząć działać w urzędzie od początku przyszłego roku.

5. Mniej papieru

W nowe technologie przynoszące oszczędności inwestuje też Kołobrzeg. Miasto wprowadza u siebie e-administrację. W ramach projektu "Gmina na fali" uruchomi zintegrowane systemy: finansowo-księgowy, zarządzania oświatą oraz elektronicznego obiegu dokumentów.

— Znacznie ograniczy on nasze zużycie papieru. Oznacza też szybszy przepływ informacji. Żadne pismo nie zginie. Liczymy na oszczędności, choć na pewno nie będą one widoczne z dnia na dzień. Uruchomienie systemu wymaga okresu wstępnego — mówi Ewa Pełechata z kołobrzeskiego magistratu.

W ubiegłym roku urząd na materiały biurowe, w tym papier, wydał 95 tys. zł.

6. Urzędnik listonoszem

Przykłady Krakowa czy Włocławka pokazują, że można oszczędzać też na… listonoszach. Miasta zlecają bowiem dostarczenie części korespondencji pracownikom magistratu lub zatrudniają do tego nowych pracowników. Gdzie tu oszczędności? Są, i to spore — przekonują samorządowcy. Ich zdaniem, wysłanie własnego urzędnika w teren jest tańsze niż korzystanie z usług poczty.

Jednym z pierwszych miast, które zdecydowały się na takie rozwiązanie, był Włocławek (Kujawsko-Pomorskie). Miastu udało się do sierpnia zaoszczędzić w ten sposób 114 tys. zł.

— W tej chwili pocztę dostarcza siedmiu pracowników Urzędu Miasta. Na jedną osobę przypada średnio około 800 listów miesięcznie. Gdybyśmy korzystali z usług Poczty Polskiej, musielibyśmy zapłacić za usługi podstawowe (bez zwrotów i ponownego wysyłania listów) 247 tys. zł, natomiast koszty związane z doręczaniem listów przez pracowników urzędu wyniosły 133 tys. zł. Skuteczność dostarczania, co dla nas jest bardzo istotne, jest na wysokim poziomie — ponad 90 proc. — podkreśla Andrzej Sołtysiak z włocławskiego magistratu.

Urzędnicy pukają też do drzwi krakowian. Zamieniają się w kurierów "po godzinach", a nawet w sobotę. Miasto zapewnia, że od stycznia zaoszczędziło dzięki temu około 200 tys. zł. Każdego roku krakowski Urząd Miasta za pośrednictwem swoich pracowników prowadzi także akcję doręczania krakowianom części decyzji o wysokości podatku od nieruchomości. Do tej pory w kasie urzędu zostało dzięki temu niemal 373 tys. zł.

7. Ekolatarnie i hybrydy

Oszczędność czasem idzie w parze z ekologią. Coraz więcej miast i gmin decyduje się zainwestować w energooszczędne oświetlenie uliczne czy latarnie korzystające z zielonej energii. Są wśród nich dolnośląskie Polkowice. W ciągu trzech lat gmina chce wymienić 151 lamp na nowe — energooszczędne. Wyda na to około 5 mln zł. Nowe lampy będą miały wbudowaną redukcję mocy, co oznacza, że w godzinach nocnych będą pobierały mniej prądu.

Rośnie też popularność tzw. lamp hybrydowych zasilanych energią słoneczną i wiatrową. Będą oświetlać m.in. lubelskie gminy Goraj i Turobin. Na ich terenie powstanie 160 lamp.

— Koszt takiej lampy to ponad 25 tys. zł. Dzięki dofinansowaniu będzie on dla gminy znacznie mniejszy. Inwestycja zwróci się po kilku latach — mówi Dariusz Jamroży z gorajskiego Urzędu Gminy.

Przykład dają przedsiębiorcy

Stawiając na oszczędności, samorządy idą w ślady przedsiębiorców. W kryzysie firmy zachowywały się racjonalnie i mocno ograniczały wydatki, co potwierdzają dane Głównego Urzędu Statystycznego. Ich roczna dynamika (2009/2008 r.) wyniosła 0,7 proc. Dodajmy, że w poprzednim okresie (2008/2007 r.) sięgała aż 13,3 proc.

Przez okres spowolnienia gospodarczego firmy trzymały koszty w ryzach. I tak jest nadal. W pierwszym półroczu tego roku dynamika kosztów wyniosła 2,7 proc. i była niższa od dynamiki przychodów (2,9 proc.).

Unia Europejska sypie miliardami

Taka okazja już się nie powtórzy. Z Brukseli płyną do Polski unijne dotacje. Chcą z nich skorzystać także jednostki samorządu terytorialnego. Zadłużają się więc do granic możliwości i inwestują. Czasem po to, żeby w przyszłości zaoszczędzić.

W ramach perspektywy budżetowej 2007-13 samorządy zawarły do sierpnia umowy na unijne dofinansowanie z regionalnych programów operacyjnych (RPO) na około 21 bln zł, a z innych programów operacyjnych — około 15 bln zł. Umowy na największą kwotę w ramach RPO podpisały samorządy ze Śląska (około 2,4 bln zł), Mazowsza (około 2 bln zł), Małopolski i Łódzkiego (około 1,8 bln zł).

Finanse jednostek samorządu terytorialnego (JST) w pigułce – 2010 r.

74

mld zł

Tyle wyniosły wydatki JST po I półroczu…

196

mld zł

…a tyle według planu wyniosą w całym 2010 r.

78

mld zł

Tyle wyniosły dochody JST po I półroczu…

167

mld zł

…a tyle wyniosą według planu w 2010 r.

41

mld zł Tyle wyniosło zadłużenie JST po I półroczu, co stanowi

24,7

proc. planowanych dochodów.

4

mld zł

Tyle wyniosła nadwyżka po I półroczu. Planowany deficyt na 2010 r. przekroczy 29 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Bellon

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy