Siedem wskazówek dla samorządowców

Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2010-10-25 00:00

Jeśli uważasz, że twoja gmina leży w miejscu, w którym i tak nikt nie zainwestuje, nie czytaj tego tekstu.

Biznesmeni podpowiadają, jak przyciągać inwestycje

Jeśli uważasz, że twoja gmina leży w miejscu, w którym i tak nikt nie zainwestuje, nie czytaj tego tekstu.

Co jest ważniejsze: ulgi podatkowe czy plan zagospodarowania? Spytaliśmy inwestorów, czym kierowali się, gdy wybierali miejsca pod zakłady. Liczy się wszystko, ale najbardziej — ludzie.

Pokazać się

Zanim firma pojawi się w urzędzie, musi się dowiedzieć, gdzie można inwestować. To właśnie od władz lokalnych zależy, czy inwestor w ogóle usłyszy o ich gminie.

— Właśnie wróciłem z misji do Nowego Jorku, gdzie urząd miasta Katowice zorganizował w konsulacie RP spotkanie ze 160 zaproszonymi gośćmi, w tym poważnymi inwestorami i przedsiębiorcami. Opowiadałem, dlaczego wybraliśmy stolicę Śląska — mówi Mariusz Tomaka, prezes DisplayLink, komputerowej firmy z Krzemowej Doliny, która w Katowicach ma dział zatrudniający kilkunastu inżynierów.

Jednak niekiedy samorządowcy nawet nie wiedzą, że ich gmina czy miasto są skanowane.

— Zostałem wręcz zobligowany przez inwestora, żeby nie informować władz miasta o naszych zamiarach. Owszem, na rok przed decyzją odbyła się wizyta na dość wysokim szczeblu. Otrzymaliśmy wówczas zapewnienie, że takie firmy jak nasza są mile widziane w regionie, osobiście zaangażował się w sprawę prezydent. Jednak to była rozmowa na bardzo wysokim poziomie abstrakcji. Odczuliśmy ogólną przychylność. Potem przygotowywałem biznesplan bez kontaktu z urzędnikami, sam robiłem sondę dotyczącą kwot i warunków wynajmu oraz rynku pracy. Wszystko po to, by dane były jak najbardziej wiarygodne — opowiada Mariusz Tomaka.

Jego zdaniem, to właśnie ta ogólna przychylność jest bardzo ważnym argumentem w rozmowach z przedsiębiorcami.

— Potem możliwości samorządów są bardzo ograniczone, bo GUS, urząd podatkowy czy KRS nie są podporządkowane władzy samorządowej — wyjaśnia Mariusz Tomaka.

Premia za szybkość

Czas to pieniądz. Wiedzą o tym przedsiębiorcy, powinni wiedzieć i samorządowcy.

— Procedury przebiegły tak błyskawicznie, że nawet nie zauważyliśmy, kiedy się zakończyły. Od wyboru lokalizacji pod inwestycję do zakupu gruntu minęły trzy miesiące. Bardzo pomocna okazała się Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna. Z kolei burmistrz Koluszek bardzo szybko podzielił grunt — opowiada Jacek Liszka, prezes firmy Voxel.

Voxel to pierwszy inwestor w podstrefie w Koluszkach. Firma zbuduje zakład produkujący radiofarmaceutyki za co najmniej 21 mln zł.

— Właśnie ta szybkość zrobiła na mnie doskonałe wrażenie i dlatego wybraliśmy Koluszki — twierdzi Jacek Liszka.

Wielu urzędników ma z tym problem.

— Jednym z największych utrudnień są niezmiernie długo trwające procedury administracyjne. Pisma, wnioski i inne dokumenty złożone przez przedsiębiorcę czekają na biurku urzędnika przez określony w ustawie maksymalny czas, po czym urzędnik pochyla się nad nimi w ostatnim dniu i znajduje jakiś brak formalny. Wystarczyłoby, żeby urzędnicy zaglądali do wniosków od razu — wytyka Marek Sierżęga, szef goleniowskiej fabryki LM Windpower.

Szkoły, drogi i hotele

Według Rafała Dziedzica, menadżera japońskiego koncernu Funai na Europę Środkową i Wschodnią, to od lokalnych włodarzy zależy rynek pracy, jeden z podstawowych elementów przy podejmowaniu decyzji.

— O lokalizacji naszej fabryki w Polsce zdecydowała relacja kwalifikacji pracowników do kosztów pracy. To władze lokalne profilują się w określonych kierunkach, szkolnictwo zawodowe i średnie jest pod ich opieką — uważa Rafał Dziedzic.

Stanisław Waśko, wiceprezes firmy Can-Pack, producenta opakowań z Krakowa (który ma zakłady m.in. na Ukrainie i w Rumunii), ma inną propozycję.

— Gmina może finansować stypendia dla swoich mieszkańców. Otwieranie filii uniwersytetów nie jest dobrym pomysłem ze względu na niski poziom części z tych placówek — ocenia Stanisław Waśko.

Nawet, jeśli położenie geograficzne to czynnik zewnętrzny, samorządy wiele mogą zrobić, by jeszcze uatrakcyjnić ofertę.

— To od nich zależy, czy drogi są w dobrym stanie, czy miasto jest dobrze skomunikowane, czy są łącza internetowe, a także — co w Warszawie może być oczywiste, ale gdzie indziej nie — czy baza hotelowa jest na odpowiednim poziomie — wymienia szef Funai.

— Jeśli samorząd chce ułatwić życie inwestorom, musi aktywnie i z wyprzedzeniem planować i budować odpowiednią infrastrukturę, która składa się z wielu elementów: połączenia drogowe, wodociągi i kanalizacja, odwodnienia, zasilanie w elektryczność i gaz, dostęp do łączy telekomunikacyjnych czy transport publiczny — wylicza Marek Sierżęga.

Zaplanuj zawczasu

Wiele można zrobić, zanim inwestor zacznie budowę.

— Bolączką polskich gmin jest brak miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Wydłuża to proces inwestycyjny, powoduje mnożenie barier, stwarza pole do korupcji — wymienia Stanisław Waśko.

Jego zdaniem, przyczyną jest brak świadomości.

— Gminy skarżą się, że nie mają pieniędzy. To wymówka. Urzędnicy nie zawsze rozumieją, jak biznes wpływa na rozwój regionu, jak każde miejsce pracy tworzy kolejne, pośrednie etaty — uważa Stanisław Waśko.

Dlatego lokalne władze mogą bardzo wiele.

— Z naszych doświadczeń w Europie Zachodniej wynika, że bardzo przydaje się zatrudniony przez gminę specjalista — opiekun inwestora. Nie jest to jeszcze rozwiązanie systemowe w Polsce — mówi Stanisław Waśko.

— To od miejscowej administracji zależy, jak szybko inwestor otrzyma rozmaite zezwolenia. Powiatowe urzędy pracy z kolei dysponują niemałymi pieniędzmi na szkolenia. Najważniejsi są ludzie — podsumowuje Rafał Dziedzic.

— Pierwsza ocena to właśnie ocena władz. Czy są otwarte, czy najchętniej przegoniłyby inwestora kijem. Są gminy i gminy, tak różne, jak Ameryka i jakaś zapyziała republika na końcu świata — twierdzi Jerzy Janowicz, prezes papierniczego koncernu Stora Enso.

On także wymienia szereg inicjatyw, które zależą od dobrej woli samorządów.

— Wyłączenie terenów pod produkcję, wsparcie w zatrudnieniu mieszkańców, plany zagospodarowania — to tylko niektóre przykłady. Część gmin uchwala, że podatki lokalne nie będą rosły szybciej niż średnia krajowa — podpowiada Jerzy Janowicz.

Na dodatek o inwestorów trzeba dbać także wtedy, gdy fabryka już stanie. To się opłaca.

— Do dziś jesteśmy zadowoleni z wyboru obu lokalizacji: w Mosinie i w Ostrołęce. Dlatego możliwe tam są kolejne inwestycje — zapowiada prezes Stora Enso.

ABC SZUKAJĄCYCH INWESTORA

1Autopromocja — takie czasy: trzeba się reklamować w prasie, radiu, telewizji, na konferencjach i podczas misji zagranicznych. Tak robią inni i nie ma szans, by inwestor przyjechał do nas sam z siebie.

2Grunt to plan — sporządź miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego przynajmniej na terenach, które chcesz zaproponować inwestorom.

3Czas to pieniądz — wiedzą to przedsiębiorcy, powinni wiedzieć i urzędnicy. Podział gruntu, plany zagospodarowania przestrzennego — wszystko, co zależy od władz lokalnych, powinno być "na wczoraj".

4Z otwartymi ramionami — może się okazać, że rozmowa na wysokim poziomie abstrakcji to pierwszy etap decyzji inwestycyjnej. Dlatego każdemu inwestorowi należy okazać przychylność.

5Nie braknie rąk do pracy — lokalne władze mają wpływ na kierunki edukacji zawodowej i średniej i powinny to wykorzystać, by zapewnić przedsiębiorcom wykwalifikowanych pracowników.

6Dobre łącza — dobry gospodarz dba o stan dróg, obwodnice, światłowody, bazę hotelową, itd.

7Miło przed i po — gros inwestycji realizują firmy, które się rozbudowują. Dlatego o inwestora trzeba dbać przed, w trakcie i po inwestycji, bo jest szansa, że kolejne projekty wylądują właśnie u nas.