Ale jego mekką jest przygraniczne miasteczko w południowej Austrii niedaleko Villach.
Już wiele kilometrów przed Faak am See na szosie robi się ciasno. Coraz więcej motocykli. Im bliżej celu, tym bardziej ruch zwalnia. Jadą dziesiątki, setki motocykli. Harleye, choppery, cruisery, customy, bobbery, trajki, crossy, supermoto, enduro… Faceci w płytkich kaskach i kamizelkach. Kobiety ze zwycięskim uśmiechem — potrafią ujarzmić trzystu-, czterystukilową maszynę. Suną wolno, pozdrawiają się. Coraz ciaśniej. Na miejscu gigantyczny parking, na którym stoją motory — jeden przy drugim.
Alpejski raj. Jeśli tylko czas pozwala, to co roku jeżdżę na Faaker See — największą imprezę motocyklową w Europie. Doroczny zlot kończący sezon odbywa się w pierwszej połowie września. W okolicy Villach na południu Austrii, w miejscowości Faak am See na pograniczu austriacko-włosko-słoweńskim. Impreza oficjalnie nazywa się Europejski Tydzień Motocyklowy. To jest naprawdę potężne przedsięwzięcie. Uczestniczy w nim ponad 100 tysięcy motocykli. Bo Faaker to dla motocyklisty coś w rodzaju raju na ziemi. Trwa od poniedziałku do niedzieli, a kulminacja jest oczywiście w weekend.
Imprezę zainaugurowano w 1998 r., w 95 rocznicę powstania firmy Harley-Davidson. W tym roku Faaker odbywał się od 8 do 13 września.
Ruch w jedną stronę. Jezioro też się nazywa Faaker See. Jest w miarę okrągłe, a dokoła biegnie droga, która jest połączona trzema wyjazdami z autostradami. Kiedy odbywa się zlot, przez 24 godziny na dobę stoją tam patrole policyjne, które kontrolują ruch — a jest on w tym czasie ogromny. Ciekawe jest to, że przez ten tydzień ruch wokół jeziora staje się jednokierunkowy. Jedno wielkie rondo z wodą pośrodku. Jeśli więc ktoś np. wyjedzie z miejsca, gdzie ma nocleg i pojedzie kilometr dalej, żeby coś zjeść, to musi objechać jezioro, bo zawrócić się nie da. Zresztą przy takiej liczbie motocykli zawrócenie byłoby śmiertelnie niebezpieczne.
Od zmierzchu do świtu. Życie na zlocie jest raczej popołudniowo-nocne. Koncerty zaczynają się wieczorem, po koncertach jeszcze siedzimy, rozmawiamy. Wstajemy późno i ci, którzy chcą (i mogą), wsiadają na motocykle i jadą zwiedzać. Teren zlotu obejmuje trzy wnioski i życie towarzysko-koncertowe skupia się w tych trzech centrach. W każdym jest przynajmniej jedna scena. Restauracji i barów nie sposób policzyć — zjeść można dania każdej kuchni świata. Na Faaker przyjeżdża też mnóstwo turystów — jeżeli kogoś interesuje motoryzacja, motocykle, to może ich tam zobaczyć tysiące. A jeśli akurat stoi w jednym miejscu na przykład pięć motocykli tego samego modelu, to każdy jest inny i ktoś słabo zorientowany nie rozpozna, że to ten sam model. Mówi się, że nie ma dwóch takich samych harleyów — każdy z nas robi coś własnego przy swojej maszynie, przerabia i wzbogaca ją po swojemu — dlatego z taką przyjemnością się je ogląda.
Widowisko i targowisko. Centralnym miejscem zlotu jest Harley Village. Tam jest główna scena. Ale Faaker to nie tylko koncerty i chopper bary [bary udekorowane akcesoriami motocyklowymi — red.]. To także pokazy, konkursy, prezentacje i gigantyczna sprzedaż. Wioska Harley podzielona jest na strefy: sprzedaży, wydarzeń, dilerów i część ekspozycyjną. W tej ostatniej stoi pokazowy namiot firmy Harley-Davidson, w którym są prezentowane najnowsze modele marki, części, akcesoria, ubrania i wiele innych atrakcji. W tym roku producent pokazał model, który wejdzie do sprzedaży w 2016 r. Jest też mnóstwo stoisk innych firm motocyklowych, dilerów H-D, sklepy z ubraniami i gadżetami, punkty custom i tuning, gdzie można nadać maszynie indywidualny wygląd. Są nawet punkty, w których można zrobić odpowiedni tatuaż. Najważniejszym i najbardziej spektakularnym elementem zlotu jest Custom Bike Show. To pokaz motocykli, a jednocześnie konkurs rozgrywany w kilku kategoriach: Antic, Three-wheeler, Ladies of Harley, Touring, Sportster, Buell, Custom, Radical. Właściciele pokazują zmodyfikowane maszyny w różnych wersjach. Jest na co popatrzeć. I można wygrać nowego harleya.
Turyści i tubylcy. Noclegi na miejscu — w kamperach, namiotach lub w hotelach — są rezerwowane rok wcześniej. Ponieważ trudno mi zaplanować wyjazd z takim wyprzedzeniem i zawsze docieram tam spontanicznie, nigdy jeszcze nie udało mi się nocować na terenie zlotu. Śpię zawsze w Słowenii, w miejscowości Kranjska Gora, około 15 km od zlotu. To ośrodek narciarski z tradycjami. Jedzie się tam piękną przełęczą przez las — droga jest niezwykle malownicza. Obojętne, czy się wjeżdża z Włoch, czy ze Słowenii, miasteczka w odległości parunastu, parudziesięciu kilometrów od granicy wywieszają transparenty z wielkim napisem „Witamy motocyklistów!”. Miejscowi nie tylko w Austrii chętnie przyjmują motocyklowe towarzystwo i robią na tym interes. I z roku na rok to się rozrasta.
Kontynent i świat. Na Faaker zjeżdża cała Europa. Jest bardzo dużo Austriaków, Włochów, Niemców... Ale nie tylko. Trzy lata temu jechałem na zlot sam. Na autostradzie za Wiedniem były roboty drogowe i zwężenie. W pewnym momencie wyprzedziło mnie dwóch motocyklistów na harleyach, którzy jechali bardzo szybko. Wszyscy jesteśmy podobnie ubrani i niełatwo na pierwszy rzut oka rozpoznać narodowość. Spojrzałem na kamizelki, na to, co w naszym środowiskowym języku nazywa się barwami. Co to za barwy? — pomyślałem. Zupełnie nie skojarzyłem. Trzy kilometry dalej panowie się zgubili, zatrzymali. Ja też musiałem zawrócić. Spytali, czy wiem, jak jechać dalej do Faak am See. Okazało się, że to dwaj Arabowie, bodaj z Dubaju, którzy przyjechali z Półwyspu Arabskiego do Austrii na motorach. Spytali, czy mogą dalej jechać ze mną. Poprowadziłem ich pełen podziwu, że zdobyli się na taką podróż. Tak to właśnie wygląda. Nie wiesz, kogo poznasz na Faakerze. Przy okazji innego zlotu spotkaliśmy na nieodległej stacji benzynowej trzech ludzi z Teksasu. Przylecieli do Wiednia, tam wynajęli motocykle i przyjechali na zlot. Bo przyjazd na Faaker nie na motocyklu nie wchodzi w grę. Harleya można wynająć praktycznie w każdym kraju.
No może nie na Kubie — w każdym razie jeszcze kilka lat temu nie były tam dostępne.
Parada. Atrakcją zlotu jest parada motocykli. Odbywa się w sobotę. Biorą w niej udział wszyscy chętni, jedzie się wiele kilometrów. Widok jest wspaniały. Tysiące motocykli, a na nich wymyślnie poprzebierani motocykliści, kolorowe światła, flagi i proporce. Na poboczach i chodnikach tysiące ludzi, którzy bawią się razem z nami, bo wiedzą, że parada to rodzaj ukłonu złożonego miejscu, które nas przyjmuje. Tegoroczna parada zaczęła się w południe i przebiegała dokoła jeziora Faaker See do miejscowości Finkenstein, dalej przez centrum Villach do Ossiach, dokoła Ossiacher See do miejscowości Rosegg i z powrotem do Faaker See.
Młodzieńcze marzenie. Na jednośladzie z silnikiem nauczył mnie jeździć starszy brat. W wieku kilkunastu lat zacząłem jeździć na motorowerze i na dostępnych w PRL motocyklach. Później jednak przez lata nie jeździłem. W 2005 r. kupiłem sobie pierwszy motocykl — japoński, herleyopodobny. To był powrót do młodzieńczych marzeń i chęć sprawdzenia, czy jeszcze mnie to ciągnie. Jeździłem nim półtora sezonu. Miałem już wtedy kolegów harleyowców, którzy w końcu, osiem lat temu, namówili mnie, żebym przetestował harleya. Ten motocykl ma taką siłę, takiego ducha, że już go nie chciałem oddać. Najchętniej jeżdżę sam. Pozwala mi to odreagować stres życia codziennego. &
Bolesław Zając
Prezes i dyrektor generalny firmy teleinformatycznej Verbicom, notowanej na parkiecie New Connect. Pracuje w niej od 2003 r. Do 2004 r. prowadził własną kancelarię konsultingową, pracował też jako prawnik i dyrektor finansowy. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Członek Warsaw Chapter Poland, największego w Polsce klubu motocyklowego zrzeszonego w H.O.G. (Harley Owners Group — klubie posiadaczy motocykli marki Harley-Davidson).
Bolesław Zając
Prezes i dyrektor generalny firmy teleinformatycznej Verbicom, notowanej na parkiecie New Connect. Pracuje w niej od 2003 r. Do 2004 r. prowadził własną kancelarię konsultingową, pracował też jako prawnik i dyrektor finansowy. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Członek Warsaw Chapter Poland, największego w Polsce klubu motocyklowego zrzeszonego w H.O.G. (Harley Owners Group — klubie posiadaczy motocykli marki Harley-Davidson).








