Skrót nie popłaca

Adam Sofuł
24-07-2006, 00:00

Po objęciu funkcji premiera przez Jarosława Kaczyńskiego Prawo i Sprawiedliwość, ale także pozostałe ugrupowania koalicyjne postanowiły zrealizować hasło politycznego przyspieszenia. I niemal natychmiast koalicja ruszyła do boju, próbując w trybie ekspresowym przeforsować zmiany w samorządowej ordynacji wyborczej i w ustawie o służbie cywilnej.

To miał być legislacyjny blitzkrieg, ale zamienił się w wojnę na wyczerpanie, podczas której koalicja musiała ściągać posiłki, by ostatecznie przełamać opór opozycji. Zamiast pokazu sprawności, zdecydowanego działania i szybkiego uchwalania dobrych ustaw mieliśmy kłótnie, niekończące się spory proceduralne i mnożące się przerwy w obradach. Może dlatego, że ustawy — jeśli wziąć pod uwagę natężenie protestów opozycji — nie okazały się tak dobre, jak sobie wyobrażali posłowie parlamentarnej większości. Ale to niejedyny powód parlamentarnego zamieszania z końca ubiegłego tygodnia.

Podstawowym problemem jest przyjęta przez koalicję metoda prac nad kontrowersyjnymi ustawami. Politycy PiS bardziej liczą na siłę parlamentarnej większości niż na siłę argumentów. Koalicja nie zamierza przekonywać opozycji do swoich pomysłów, w związku z tym poważną dyskusję nad projektami uznaje za zbędną. Opozycja może co najwyżej zgłosić swoje poprawki, które koalicja siłą swoich parlamentarnych szabel odrzuci. Ta strategia jest jednak dobra przy zdyscyplinowanym wojsku, a dyscypliną — jak pokazuje przykład ostatniego tygodnia — koalicja nie może się poszczycić.

Można powiedzieć, że nic w tym zdrożnego — także w poprzednich kadencjach często się zdarzało, że rządzący forsowali na siłę różne projekty, spotykając się z podobnymi reakcjami opozycji. Sęk w tym, że to droga donikąd. Uchwalane w tym trybie i w atmosferze konfliktu ustawy nie są ani lepsze, a często też prace nad nimi nie przebiegają wcale szybciej. Były już w tej kadencji przykłady smutnego końca ekspresowych — by wymieć tylko ustawę o radiofonii i telewizji. Droga na skróty bardzo często okazuje się drogą dłuższą, a na pewno bardziej wyboistą.

To prawda, że zgodna współpraca koalicji i opozycji nad trudnymi ustawami jest możliwa tylko w świecie idealnym, a nie III czy nawet IV RP. Jednak rządzący powinni pamiętać, że Sejm jest nie tylko miejscem głosowania, ale też miejscem dyskusji. Rozpoczynające się wakacje parlamentarne to dobra okazja do takich refleksji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Skrót nie popłaca