Słoneczny boom potrzebuje gazu

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2021-09-05 20:00

5,5 GW – taką moc, według najnowszych danych PSE, miały słoneczne instalacje pracujące w systemie na koniec lipca. W 2025 r. może to być trzy razy tyle. To dobrze, ale też źle.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • ile wyniosą słoneczne moce w 2025 r.
  • dlaczego to dobrze
  • a dlaczego źle
  • ile to może kosztować

Moc źródeł fotowoltaicznych zainstalowanych w systemie wyniosła ostatniego dnia lipca 5498,323 MW (5,5 GW) – wynika z najnowszych, piątkowych, danych PSE. Na koniec czerwca było to 5,2 GW, co oznacza, że w miesiąc przybyło 300 MW.

To boom, który jednoznacznie cieszy ekologów. Tymczasem z punktu widzenia systemu elektroenergetycznego jego efekty są niejednoznaczne.

Nawet 15 słonecznych gigawatów

Według prognoz z Polityki energetycznej Polski do 2040 r. i Programu polskiej energetyki jądrowej fotowoltaika miała osiągnąć moc 5,1 GW w… 2025 r.

- Szacujemy, że przy kontynuacji obecnych mechanizmów wsparcia, ta wartość może się do 2025 r. podwoić, a nawet zbliżyć do swojej trzykrotności – mówi Tomasz Sikorski, wiceprezes PSE.

- Przyrosty szacujemy na kilkaset MW miesięcznie – dodaje Konrad Purchała, dyrektor departamentu zarządzania systemem w PSE.

Czy operator da radę tak szybko mnożące się źródła zintegrować w systemie? Jego przedstawiciele powtarzają zawsze, że oczywiście. Ile to będzie kosztować? Tu można łapać się za kieszeń.

Wymiar ma znaczenie.
Wymiar ma znaczenie.
Ok. 80 proc. instalacji fotowoltaicznych w Polsce należy dziś do prosumentów, czyli gospodarstw domowych. Według PSE, wiele instalacji jest zbyt dużych w stosunku do potrzeb danego gospodarstwa.
Adobe Stock

Fotowoltaika pomaga, ale nie zawsze

Z analiz PSE wynika, że fotowoltaika wspiera dziś system w miesiącach letnich, jest dobrze skorelowana z jego potrzebami (tzn. pracuje wtedy, gdy pracuje np. klimatyzacja), i – o ile jest poprawnie zwymiarowana - stanowi lokalne wytwarzanie energii elektrycznej w miejscach jej zużycia.

Fotowoltaika stawia też jednak wyzwania. Po pierwsze, nie pracuje w czasie wieczornego szczytu zapotrzebowania, zwłaszcza zimą. Po drugie, energię z paneli eksperci nazywają „syntetyczną”, co znaczy, że nie zapewnia mocy zwarciowej ani inercji (zapewniają to masy wirujące generatorów). Wreszcie po trzecie, zwymiarowanie bywa złe, tzn. instalacja jest zbyt duża w stosunku do potrzeb prosumenta. A to oznacza konieczność przesyłania energii sieciami niskich napięć w kierunku odwrotnym od tradycyjnego, czyli w kierunku sieci wyższych napięć, co generuje wyższe straty i przeciążenia elementów sieciowych.

Kosztowne redukcje

Lekarstwem na problem złego zwymiarowania jest możliwość wyłączenia instalacji przez operatora (fachowo nazywa się to redukcją generacji), właśnie ze względu np. na przeciążenia. To oznacza jednak koszty.

- Prognozowany przez nas rozwój fotowoltaiki wiązać się będzie z koniecznością stosowania redukcji często i na dużą skalę, by utrzymać równowagę w systemie między wytwarzaniem a zużyciem. W takich warunkach koszt rekompensat dla wytwórców posiadających odnawialne źródła energii elektrycznej może sięgać kilkuset milionów złotych. Dla przykładu koszt redukcji generacji w Niemczech w 2020 r., obejmujący redukcję źródeł fotowoltaicznych, wiatrowych i kogeneracyjnych, wyniósł ok. 710 mln EUR – tłumaczy Tomasz Sikorski.

Im więcej gazu, tym więcej słońca

By instalacji nie trzeba było redukować, konieczna jest budowa elastycznych i dyspozycyjnych źródeł energii, które można swobodnie włączać i wyłączać na polecenie operatora. Są niezbędne do uzupełnienia luk produkcyjnych wtedy, gdy fotowoltaika (ale i wiatr) nie działają. Gdyby magazyny energii funkcjonowały na skalę komercyjną i masową, byłyby rozwiązaniem. Nie są jednak na tym etapie. Zostaje więc budowa źródeł gazowych. Według ekspertów PSE, w systemie potrzeba 9 GW takich źródeł.