Śmieciowa rewolucja szkodzi cementowniom

Emil Górecki
opublikowano: 2014-03-07 00:00

Wytwórniom paliw alternatywnych brakuje surowca, a to oznacza, że producenci cementu wrzucą do pieców więcej pieniędzy.

Od lipca 2013 r., kiedy weszła w życie ustawa śmieciowa, na polskim rynku zaczęło brakować paliw alternatywnych. To wyselekcjonowane, odpowiednio przygotowane, wysokokaloryczne odpady — m.in. komunalne czy stare opony. Wytwórnia paliw alternatywnych Mo- Bruku, której zdolności wytwórcze sięgają 225 tys. ton rocznie, w zeszłym roku wyprodukowała tylko około 55 tys. ton. Wszystko z powodu braku surowca. Firma wiąże niedobór z nowym systemem zbiórki odpadów wprowadzonym w ramach śmieciowej rewolucji. Odbiorcy odpadów są zobowiązani do uiszczania tzw. opłat marszałkowskich, których wysokość zależy od stopnia przesegregowania. Za składowanie tony niesortowanych śmieci płaci się 115 zł, za przesegregowane — 75 zł, a za odpady mineralne, czyli kamienie — zero.

PRZERAŻAJĄCE
 KALKULACJE: Za tonę niesortowanych
 odpadów marszałek
 województwa dostaje 115 zł,
 za tonę przesegregowanych
 — 75 zł. Wielu odbiorców śmieci
 segreguje je tylko na papierze
 i odprowadza niższą opłatę.
 Przy 8 mln ton składowanych
 w Polsce odpadów skarb państwa
 może tracić nawet 320 mln
 zł — szacuje Józef Mokrzycki,
 prezes Mo-Bruku. [FOT. WM]
PRZERAŻAJĄCE KALKULACJE: Za tonę niesortowanych odpadów marszałek województwa dostaje 115 zł, za tonę przesegregowanych — 75 zł. Wielu odbiorców śmieci segreguje je tylko na papierze i odprowadza niższą opłatę. Przy 8 mln ton składowanych w Polsce odpadów skarb państwa może tracić nawet 320 mln zł — szacuje Józef Mokrzycki, prezes Mo-Bruku. [FOT. WM]
None
None

— Wiele firm wygrało tanio kontrakty na odbiór śmieci i w ogóle ich nie segreguje, a tylko nadaje „tańsze” kody i odprowadza niższe opłaty. Nikt tego nie kontroluje. Od dawna proponujemy zrównanie tych opłat na najwyższym poziomie po to, by zachęcić do ponownego wykorzystywania odpadów, ale nic się nie dzieje — mówi Józef Mokrzycki, prezes Mo-Bruku.

W resorcie środowiska działa zespół ds. wdrażania ustawy śmieciowej, którego zadaniem jest ocena nowego systemu gospodarowaniaodpadami komunalnymi i przygotowanie propozycji ewentualnych zmian. Ma je przedstawić wiosną. Wtedy też rozpocznie się sezon produkcyjny w cementowniach, które są największymi odbiorcami paliw alternatywnych, stanowiących dziesięciokrotnie tańszy substytut węgla. Polska branża cementowa spala 7-8 proc. naszych śmieci. W najnowocześniejszych instalacjach z paliw wytwarzanych z odpadów produkuje się nawet 70 proc. potrzebnej firmom energii cieplnej. Niedobór paliwa cementownie odczuły już w ubiegłym roku. Na razie w zakładach trwa sezonowa przerwa, a firmy uważają, że nie warto martwić się na zapas.

— Myślę, że producenci paliw alternatywnych zgromadzili przez zimę trochę zapasów. Sytuację będzie można ocenićpewnie dopiero w maju, kiedy się skończą — mówi Andrzej Ptak, prezes Grupy Ożarów i Stowarzyszenia Producentów Cementu. Konkurencyjna grupa Lafarge jest dobrej myśli.

— Zaczęliśmy produkcję dwa tygodnie temu, mamy zabezpieczone dostawy paliw alternatywnych. Sytuacja się ustabilizowała. Spodziewamy się, że ten stan utrzyma się do końca roku — mówi Magdalena Kicińska, rzeczniczka grupy Lafarge. Producenci paliw alternatywnych nie są jednak optymistami.

— Myślę, że w tym roku paliw alternatywnych będzie znów brakować, zwłaszcza wysokiej jakości — mówi Krzysztof Kochalski, wiceprezes Remondisu Opole.

Jak tłumaczy, w warunkach niedoboru odbiorcy obniżają wymagania dotyczące jakości paliwa. Dopiero potem dostawcy podnoszą ceny.

— Prowadzimy z cementowniami rozmowy o podniesieniu cen paliwa alternatywnego, ale to silni gracze. Są skłonni płacić więcej tylko za paliwo lepszej jakości. Niestety, obecny system odbioru śmieci i niska kultura ich zbierania nie sprzyjają podwyższaniu jakości — mówi Józef Mokrzycki.

Wytwórcy paliw alternatywnych mają nadzieję, że sytuacja ustabilizuje się na dłużej po 2016 r., kiedy wejdzie w życie zakaz składowania odpadów o kaloryczności powyżej 6 MJ na kg.

— To powinno wymusić odzysk znacznie większej ilości odpadów. Może wtedy tym paliwem zainteresuje się energetyka — mówi Krzysztof Kochalski.