W maju ceny produkcji sprzedanej przemysłu były wyższe niż w kwietniu tylko o 0,1 proc. – podał GUS. Ekonomiści twierdzą, że to kolejna oznaka spowolnienia gospodarczego, będącego następstwem spadku koniunktury na świecie oraz zbyt restrykcyjnej polityki monetarnej RPP. Potwierdzają to dane o produkcji, która w maju w stosunku rocznym spadła o 1 proc.
Indeks cen produkcji sprzedanej przemysłu (PPI) wyniósł w maju 2001 r. 0,1 proc. w porównaniu do kwietnia i 2,5 proc. w stosunku rocznym. Ankietowani przez „PB” ekonomiści nie spodziewali się tak dużego spadku tego wskaźnika. Ich zdaniem oznacza to, że ceny nie podlegające wpływom sezonowym i nie podwyższane obligatoryjnie niemal nie rosną.
- Widzimy sporą rozbieżność między PPI a indeksem cen dóbr i usług konsumpcyjnych. To zaś świadczy o tym, że tak naprawdę ceny w Polsce niemal nie rosną – uważa Mirosław Gronicki, główny ekonomista BIG BG.
Jego zdaniem potwierdza to negatywny wpływ słabnącego popytu na polskich producentów. Jeśli bowiem firmy nie mogą podnosić cen, to oznacza, że natrafiają na barierę ze strony konsumentów. Że popyt jest słaby wiadomo nie od dziś – jest to następstwo restrykcyjnej polityki monetarnej RPP. Obecnie jednak walka z inflacją po woli przeradza się w dławienie przedsiębiorstw.
Prawdopodobnie świadczą też o tym wyniki majowej produkcji, która zgodnie z danymi GUS w maju wzrosła w stosunku do kwietnia o 2,9 proc. W porównaniu do analogicznego okresu 2000 r., produkcja była jednak niższa o 1 proc.
- Maj zwykle był miesiącem silnego wzrostu produkcji. Jednak w tym roku było inaczej, ze względu na dodatkowe dni wolne od pracy - twierdzi Katarzyna Zajdel-Kurowska, ekonomista Banku Handlowego.
Wolne dni to jednak nie wszystko.
- To nie tylko kwestia kalendarza. Choć jeszcze nie można tego powiedzieć jednoznacznie, osłabienie popytu także miało negatywny wpływ na wzrost produkcji w maju – mówi Mirosław Gronicki.
Słaby popyt wynika zaś nie tylko z wysokich stóp procentowych oraz słabego wzrostu dochodów ludności. Na brak impulsu popytowego w Polsce wskazywać mogą także informacje o majowej inflacji (CPI). Według GUS-u, inflacja roczna w maju wzrosła do 6,9 proc., po 6,6 proc. w kwietniu. Niebagatelny wpływ miał tu większy od spodziewanego wzrost cen żywności. Popyt na nią jest mało elastyczny, co znaczy, że ludzie kupują żywność bez względu na ceny. To zaś, w połączeniu z informacjami o słabym wzroście wynagrodzeń, oznacza, że gospodarstwa domowe mają coraz mniej pieniędzy na inne wydatki.
- Dodatkowo nakłada się tu efekt psychologiczny. Ludzie słyszą o możliwej recesji i rosnącym bezrobociu. W takiej sytuacji ostrożnie wydają każdą złotówkę, nie można więc mówić o jakimkolwiek impulsie popytowym - uważa Katarzyna Zajdel-Kurowska.
O ile jednak ekonomiści mają ograniczony wpływ na wahania sezonowe cen żywności czy psychikę ludzi, o tyle decydują o instrumentach polityki gospodarczej. A na zbyt mocne dławienie popytu ma niewątpliwy wpływ wysokość stóp procentowych. Dodatkowo restrykcyjna polityka monetarna jest winna przewartościowaniu złotego, co bije w eksport, będący jedynym motorem polskiej gospodarki.
- Nie należy spodziewać się nagłej zapaści, ale na pewno już niedługo zaczną docierać do nas sygnały o spadku eksportu. Firmy sprzedające za granicę odnotowały spadek zysków w I kwartale - mówi Katarzyna Zajdel-Kurowska.
Tymczasem RPP dokonuje tylko kosmetycznych obniżek stóp, które tak naprawdę niewiele zmieniają w sytuacji wysokiego dysparytetu stóp między Polską a Unią Europejską i USA. Jako główną argumentację członkowie rady podają jednak nie wysoką inflację, a problemy budżetu.
- Budżet oczywiście jest problemem, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że nawet jeśli zostanie znowelizowany, to z punktu widzenia długookresowego celu inflacyjnego nic to nie zmieni – uważa Mirosław Gronicki.
Dodaje, że nowelizacja ustawy budżetowej byłaby nawet korzystna ze względu na ujawnienie rzeczywistej nierównowagi oraz mniejszych przychodów. A spadek wpływów do budżetu to znów efekt wysokich stóp procentowych – niższe są bowiem głównie dochody z tytułu podatków.
Dariusz Rosati, członek RPP, zapowiedział tymczasem wczoraj, że w świetle problemów budżetu obniżka stóp procentowych może być niemożliwa.
- Można odnieść wrażenie, że RPP niepotrzebnie bardziej zaczyna interesować się sytuacją budżetu, niż wzrostem cen, do czego została powołana. To bardzo niedobry sygnał – ostrzega ekonomista BIG BG.
Wiktor Krzyżanowski, [email protected]