Gospodarka polska – i światowa – rozwija się obecnie trzytorowo. Pierwszym torem jadą towary konsumpcyjne i tutaj widzimy recesję. Wynika ona ze spadającej sprzedaży towarów trwałych i droższych, takich jak meble i sprzęt RTV, a rozlewa się też na producentów i wywołuje presję na spadek cen w fabrykach. Drugim torem jadą towary inwestycyjne i motoryzacja, gdzie widzimy pewne ożywienie, wiedzione m.in. poprawą drożności łańcuchów dostaw. Trzecim torem natomiast jadą usługi, w których sytuacja jest w miarę stabilna i prawdopodobnie nie ma recesji.
Ostatnie dane GUS z polskiej gospodarki za marzec pokazują taki właśnie obraz sytuacji. Sprzedaż detaliczna mocno spada i dotyczy to głównie dóbr trwałych. Za tym idzie spadek w produkcji, a także cen w fabrykach. Niestety, ceny w sklepach wciąż jeszcze rosną. Danych z usług niestety na bieżąco nie mamy, ale z różnych sygnałów można wyczytać, że trzymają się stabilnie.

W marcu sprzedaż detaliczna w Polsce spadła realnie aż o 7,3 proc. r/r, po spadku o 5 proc. w lutym. Dotyczy to wolumenów sprzedaży, po korekcie o inflację. Najmocniej spadała sprzedaż paliw, co oczywiście wynika z faktu, że w zeszłym roku po wybuchu wojny mieliśmy falę panicznych zakupów. Mocno spada też sprzedaż mebli, sprzętu RTV/AGD – aż o 15,2 proc. r/r, co jest porównywalne ze spadkami notowanymi w szczycie pierwszego lockdownu na wiosnę 2020 r. Głęboki spadek notują też sklepy wyspecjalizowane, sprzedające m.in. książki, sprzęt sportowy i rekreacyjny, biżuterię, zabawki itp. Generalnie mamy głęboką recesję popytu na towary. Do tego stopnia, że spada nawet sprzedaż żywności, co może być związane z faktem, że część imigrantów z Ukrainy wraca do domu. W marcu sprzedaż żywności była niemal o 4,6 proc. niższa r/r.
Skąd się bierze tak głęboki spadek sprzedaży? Najbardziej oczywistym wyjaśnieniem może być fakt, że przy wysokiej inflacji realne wynagrodzenia ludności spadają. Nie jest to jednak satysfakcjonujące wyjaśnienie. Fala największego spadku płac realnych wystąpiła w zeszłym roku. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że mamy do czynienia z nałożeniem się na siebie kilku czynników. Odpływa ludność ukraińska, popyt konsumentów przesuwa się w stronę usług, a jednocześnie wysoki i dość zaskakujący wzrost cen żywności zredukował skłonność do konsumpcji wśród wielu mniej zamożnych gospodarstw.
Niska sprzedaż towarów w sklepach skutkuje spadkiem produkcji towarów w fabrykach. W marcu produkcja przemysłowa spadła o 2,9 proc. r/r, po spadku o 1,2 proc. w lutym. Najmocniej w samym przetwórstwie spada produkcja dóbr konsumpcyjnych trwałych, do których należą głównie meble i sprzęt RTV/AGD. Tutaj spadek wynosi 9 proc. r/r. Rośnie natomiast produkcja dóbr inwestycyjnych, czyli m.in. maszyn i urządzeń czy sprzętu transportowego. To ożywienie jest prawdopodobnie spowodowane rosnącą dostępnością komponentów, ale również większą produkcją sprzętu wojskowego.
Spadająca sprzedaż przekłada się na spadek cen w przemyśle. Inflacja PPI (cen producentów) obniżyła się w marcu do 10,1 proc. r/r wobec 18,2 proc. w lutym. W samym przetwórstwie inflacja zwolniła z 11,3 proc. w lutym do 4,8 proc. w marcu. Warto zwrócić uwagę, że ceny w przetwórstwie z miesiąca na miesiąc spadają. W styczniu spadły o 0,5 proc., w lutym o 0,4 proc., w marcu o 0,3 proc. Nie przekłada się to jeszcze natomiast na spadek cen w sklepach dla klientów detalicznych. Mogą być dwa powody tego braku przełożenia cen fabrycznych na detaliczne. Po pierwsze: jeszcze minęło za mało czasu – spadki cen muszą się przefiltrować przez cały system dystrybucji, a to przy wysokich stanach magazynowych zajmie wiele miesięcy. Po drugie: klient detaliczny, choć kupuje mniej, może mieć wciąż dość niską wrażliwość cenową, wciąż akceptuje podwyżki cen i nie odwraca się od sklepów, które podnoszą ceny.
