Spokój w Lotosie, bój w KGHM

Jacek Kowalczyk,Magdalena Graniszewska,Paweł Janas
opublikowano: 2009-02-12 00:00

Rysuje się podział

Miedziowe związki nie zrezygnują z walki o podwyżki. Mimo przykładu z Gdańska

Rysuje się podział

w związkach zawodowych.

Jedne chcą pieniędzy,

inne wolą zachować

miejsca pracy.

KGHM i Lotos łączy wiele. Są giełdowymi spółkami kontrolowanymi przez skarb państwa, obie działają na rynku surowców (które przeżywają bessę), w obu silne są związki zawodowe. Co je dzieli? Postawa organizacji pracowniczych. O ile w Lotosie związki zawodowe zgodziły się na zamrożenie płac, o tyle w KGHM jest to nie do pomyślenia.

Na rozdrożu

Lubińskie rozmowy między zarządem i związkami ruszyły na początku roku i dziś, po trzech rundach, są wciąż na tym samym etapie.

— Wczorajsze spotkanie trwało ponad godzinę, a wymiana argumentów była ostra. Nie doszło jednak do żadnych ustaleń — mówi Józef Czyczerski, przewodniczący miedziowej Solidarności.

— Zarząd poprosił o czas do namysłu. Kolejne spot-kanie wyznaczono na 26 lutego — twierdzi Sylwia Rozkosz z biura prasowego KGHM.

Propozycja prezesa Mirosława Krutina jest jasna: zamrożenie płac na poziomie z zeszłego roku, a w zamian ochrona miejsc pracy. To właśnie przeforsował Paweł Olechnowicz, szef Lotosu. Odpowiedź związkowców KGHM jest równie jasna: wskaźnik wzrostu płac powinien wynieść 8 proc. A zwolnienia nie są brane pod uwagę.

Warto też dodać, że związki zawodowe Lotosu domagały się 15-procentowej podwyżki, a mimo to spuściły z tonu.

— Mamy świadomość strat finansowych ponoszonych przez spółkę. Dalsze eskalowanie żądań płacowych doprowadziłoby do tego, że wiele osób straciłoby pracę. A tak, dzięki zawieszeniu naszych postulatów, otrzymaliśmy gwarancje zatrudnienia — mówi Zbigniew Wyka, szef Międzyzakładowego Związku Zawodowego Obrony Pracowników w Grupie Lotos.

Związkow dwugłos

Dwie filozofie związkowców w czasie kryzysu widać nie tylko w branży surowcowej. W podobnym duchu przebiegają negocjacje w innych sektorach, a nawet na szczycie, czyli między organizacjami pracodawców a centralami związkowymi. Według Janusza Śniadka, przewodniczącego NSZZ Solidarność, podwyżki wynagrodzeń to sposób na wyjście z kryzysu.

— Podejście "jest kryzys, więc chowajmy się ze swoimi oczekiwaniami" jest dzisiaj największym zagrożeniem dla gospodarki. Jeśli wszyscy zaczną oszczędzać i nikt nie będzie chciał wydawać pieniędzy na konsumpcję, skutki kryzysu będą jeszcze poważniejsze. Dlatego firmy powinny zwiększać wynagrodzenia pracowników, a nie mrozić — mówi Janusz Śniadek.

Andrzej Jankowski z Forum Związków Zawodowych uważa natomiast, że pensje powinny iść w górę tylko tam, gdzie jest to możliwe.

— Jeśli firma zanotowała straty, a perspektywy są jeszcze gorsze, wówczas związki nie powinny naciskać na pracodawców. Jednak są też często sytuacje, że firma może podnosić płace. Wówczas kryzys gospodarczy nie ma znaczenia w negocjacjach — mówi Andrzej Jankowski.

Podziały w podejściu związkowców do żądań płacowych widzą też pracodawcy.

— W wielu firmach związkowcy są ślepi, nie widzą, co dzieje się w gospodarce i ich własnym przedsiębiorstwie. Na szczęście coraz częściej spotykam się ze związkowcami, którzy mają świadomość zagrożeń. Wiedzą, że wyższe płace to wyższe koszty dla pracodawcy, a to może prowadzić do redukcji zatrudnienia — twierdzi Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich.

7000

zł Tyle w 2008 r. wynosiła średnia płaca w gdańskiej rafinerii...

7500

zł ...a tyle miał dostawać pracownik KGHM.

Związkowcy z Sierpnia 80 mają prostą receptę na kryzys w górnictwie — podnieść pensje pracowników. W Jastrzębskiej Spółce Węglowej chcą 10 proc. podwyżki, w Katowickim Holdingu Węglowym — 12 proc., a w Kampanii Węglowej — 14 proc. Jeśli ich nie dostaną, będzie strajk. Okupacja w siedzibach spółek już się rozpoczęła. Inne związki zawodowe też domagają się podwyżek wynagrodzeń.

Spółka chce oszczędzać na inwestycjach. Pod nóż poszły głównie plany wydobywcze. Tu cięcia obejmą aż 1,6 mld zł.

Jak zapowiadaliśmy, Gru- pa Lotos zaprezentowała pakiet antykryzysowy. To odpowiedź na załamanie światowej gospodarki i straty samej spółce. Lotos szykuje się na wyjątkowo trudny rok.

— Podstawowym celem przyjętych przez nas rozwiązań jest zapewnienie płynności finansowej — tłumaczy Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos.

Wydobycie pod nóż

Konkrety? Przygotowany przez zarząd pakiet przewiduje w latach 2009-12 wstrzymanie nakładów inwestycyjnych na kwotę 2,1 mld zł. Największe cięcia dotyczą obszaru wydobycia ropy naftowej.

— Nie przerwiemy już realizowanych inwestycji. Natomiast nie będziemy startować w przetargach na nowe złoża za granicą — tłumaczy Mariusz Machajewski, wiceprezes ds. finansowych.

Działalność handlową obejmie pół miliarda cięć.

— Tu w grę wchodzi m.in. spowolnienie rozwoju sieci stacji benzynowych — mówi Mariusz Machajewski.

Tylko w 2009 r. spółka chce zawiesić lub zaniechać wydatki inwestycyjne za 220 mln zł. Lotos zapewnia jednak, że nie są zagrożone główne projekty, czyli m.in. program rozwoju 10+. Na ten cel spółka chce wydać w tym roku około 2 mld zł.

Nie stracą pracy

W tym roku Lotos będzie także chciał ostro ciąć koszty (np. administracyjne) we wszystkich segmentach działalności. To ma pozwolić na uzyskanie w tym roku oszczędności na poziomie około 170 mln zł. Ich pozyskaniu ma też posłużyć zamrożenie funduszu płac do połowy roku, niewypłacanie premii oraz nieprzyjmowanie do pracy nowych pracowników. W zamian załoga uzyskała gwarancje zatrudnienia. Nie znaczy to, że nie będzie zwolnień w ogóle. Będą jednak one stosunkowo niewielkie i obejmą w grupie zatrudniającej około 4500 pracowników tylko 100 etatów.

Spółka nie wyklucza, że gdyby w drugiej połowie roku otoczenie rynkowe poprawiło się, będzie nieco łagodzić surowe zasady pakietu antykryzysowego.

Jacek Kowalczyk

Magdalena Graniszewska

Paweł Janas