Spółki cukiernicze czekają na Wsparcie
Proces zdobywania inwestorów powinna poprzedzić współpraca handlowa
Giełdowe spółki cukiernicze, mimo iż działają w jednym z najatrakcyjniejszych sektorów branży spożywczej, w dalszym ciągu nie mogą wejść w mariaż z zachodnimi potentatami tej branży. Analitycy spodziewają się, że ewentualne przejęcia mogą być poprzedzone zacieśnianiem współpracy handlowej ze światowymi koncernami spożywczymi.
Co najmniej od 2 lat mówi się o inwestorach branżowych w krajowych spółkach cukierniczych. Choć nasze fabryki pod względem produkcyjnym są w stanie konkurować z podobnymi zakładami w Europie Zachodniej, nikt ze światowych potentatów nie kwapi się, by włączyć je do swoich struktur. W ocenie analityków, co najmniej przez najbliższe pół roku sytuacja nie ulegnie zmianie.
Pierwszy w kolejce
Z racji słabej koniunktury na rynku spożywczym, zakłady cukiernicze będą musiały się poważnie wykazać, chcąc przyciągnąć uwagę zachodnich inwestorów.
— Nie spodziewam się w najbliższych miesiącach spektakularnych przejęć giełdowych spółek cukierniczych. Wcześniej oczekuję zmian we współpracy handlowej z zagranicznymi koncernami, a dopiero później zmian właścicielskich — ocenia Bogna Sikorska, analityk CDM Pekao SA.
Zdecydowanie największe szanse na zrealizowanie takiego scenariusza ma Mieszko. Spółka zawarła trzyletnią umowę handlową z Park Lane Confectionery, firmą należącą do Grupo Bimbo. Dzięki niej w 2000 roku Mieszko powiększył swoje obroty o dodatkowe 7 mln zł, a w 2001 roku o kolejne 11 mln zł.
Wskazany finansowy
Dwa lata temu wydawało się, że najbliższa przejęcia jest Jutrzenka. Jednak długotrwałe negocjacje z Fazerem nie przyniosły żadnych efektów. Ze względu na coraz słabsze notowania spółki, obecnie wejście inwestora branżowego wydaje się jeszcze bardziej problematyczne.
— Jutrzenka mogłaby wiele zyskać, gdyby zdobyła inwestora finansowego. Mógłby on postawić przed spółką twarde warunki (np. osiągania lepszych wyników finansowych), co w konsekwencji przyniosłoby pozytywne rezultaty — twierdzi Bogna Sikorska.
W związku z narastającą konkurencją kierownictwo Jutrzenki pracuje nad stworzeniem krótko- i długoterminowego programu ekspansji na nasz rynek w segmentach wyrobów produkowanych przez zakład. W grę wchodzi również możliwość wejścia na rynek z nowymi produktami skierowanymi do nowej grupy klientów.
Niezbędny inwestor
Brak inwestora branżowego nie jest na razie problemem dla krakowskiego Wawelu. Jednak na dłuższą metę trudno będzie mu stawić czoło silnej konkurencji. Spółka zdaje sobie z tego sprawę, ale najpierw musi uporządkować własne podwórko, gdyż od kilku tygodni funkcjonuje bez prezesa zarządu.
— Rozumiemy konieczność pozyskania inwestora, gdyż spółka potrzebuje silnego wsparcia, by móc dalej skutecznie działać na rynku — mówi Dariusz Tabaka, rzecznik prasowy Wawelu.
Na razie, zamiast ewentualnych inwestorów, do krakowskiego zakładu zgłaszają się przedstawiciele rodzimych firm zainteresowanych bliższą współpracą.
Dużo chętnych: Tomasz Gajdziński, prezes ZPC Mieszko, przyznaje, że zainteresowanie zachodnich inwestorów branżowych raciborską spółką jest dosyć duże.
Najpierw inwestycje: Kierowana przez Grzegorza Dołkowskiego Jutrzenka, która była o krok od pozyskania inwestora, teraz bardziej skupia się nad realizacją planów inwestycyjnych.
Otwarci: ZPC Wawel, w którym po rezygnacji Lecha Wójcickiego pozostaje vacat na stanowisku prezesa zarządu, jest otwarty na wszelkie propozycje ze strony zachodnich koncernów.