Spółki giełdowe odczują wahania polskiej waluty
Osłabiający się złoty może okazać się ratunkiem dla wielu giełdowych spółek, utrzymujących się z eksportu. Trwała deprecjacja naszej waluty powinna odbić się na ich wynikach już na początku 2002 roku. Słaby złoty natomiast nie sprzyja spółkom zadłużonym w walutach obcych. Najboleśniej mogą to odczuć firmy z branży telekomunikacyjnej.
W ocenie analityków, dopiero pod koniec roku będzie można stwierdzić, kto tak naprawdę zyskał, a kto stracił na słabnącym złotym. Jednak już teraz można pokusić się o pierwsze prognozy dotyczące inwestycji w akcje tych spółek.
Orbis i KGHM górą
Po 1998 roku, w którym kryzys rosyjski rozłożył na łopatki polski eksport, firmy uzależnione od zagranicznych rynków rozpoczęły mozolne poszukiwania nowych kontrahentów. Gdy przedsiębiorstwom udało się pozyskać nowych odbiorców w Europie Zachodniej, Stanach Zjednoczonych i Azji, wszystko skomplikował mocny złoty. Jednak wraz ze słabnącą polską walutą rośnie optymizm eksporterów.
— Wobec niepewności w gospodarce i powiększającego się ryzyka walutowego trudno określić, co w najbliższych miesiącach czeka eksporterów. Przy założeniu, że osłabienie złotego będzie się utrzymywało, firmy wysyłające towar za granicę powinny odczuć poprawę już w czwartym kwartale tego roku, co powinny udokumentować wyniki za I kwartał 2002 — twierdzi Rafał Gębicki, dyrektor Banku Inwestycyjnego Concordia.
Tomasz Stadnik, doradca inwestycyjny Credit Suisse AM, nie ma wątpliwości, że najbardziej mogą zyskać KGHM oraz Orbis. Pierwszy rozlicza się w dolarach, a drugi wykazuje dużą część przychodów w euro.
W obronie Bytomia
Oprócz dużych eksporterów, na giełdzie notowanych jest wiele mniejszych spółek, dla których kursy polskiej waluty mają zasadnicze znaczenie. Ze szczególną uwagą śledzą to przedstawiciele sektora meblarskiego, spożywczego, lekkiego i producenci wykładzin, a więc firm, które dużą część własnych wyrobów rozprowadzają za granicą. Część z nich próbowała już od dłuższego czasu utrzymać wcześniej zdobyte rynki, nawet kosztem utraty rentowności.
— Ci właśnie producenci, którzy za wszelką cenę zabiegali o pozostanie na rynkach państw Unii Europejskiej czy Stanów Zjednoczonych, mogą czuć teraz satysfakcję. Jednak do pełni szczęścia potrzebne jest trwalsze osłabienie złotego — zaznacza Rafał Gębicki.
Spółki takie jak Novita, Mieszko, Animex czy Ekodrob nie wysyłają za granicę więcej niż 30 proc. produkcji. Jednak są również przedsiębiorstwa w 90 proc. uzależnione od eksportu. Tak silnie powiązany z zagranicznym rynkiem jest Bytom. Utrzymujący się wysoki kurs złotego względem funta i euro, w ciągu ostatniego roku spowodował zmniejszenie przychodów przedsiębiorstwa o 24 proc. Strata poniesiona przez spółkę w ciągu pięciu miesięcy 2001 r. wyniosła 2,4 mln zł i łącznie ze stratą z lat ubiegłych przewyższa sumę kapitału zapasowego i rezerwowego oraz 1/3 kapitału zakładowego. To zdecydowało, że pod koniec lipca akcjonariusze Bytomia mają zdecydować o dalszym istnieniu firmy. W związku z ostatnimi wydarzeniami na rynku walutowym firma może mieć nadzieję, że sprzedaż zagraniczna znów będzie rentowna, co da jej szanse na przetrwanie.
Jednak nie wszyscy wierzą w szybkie odrodzenie polskiego eksportu.
— Jeśli złoty zacznie się znowu umacniać, to ulga dla eksporterów może trwać krótko i nie odczują oni ostatniej deprecjacji — ostrzega Jacek Lichota, doradca inwestycyjny ING BSK.
Uderzenie w telekomy
Część spółek giełdowych na osłabienie złotego nie patrzy ze zbyt wielkim entuzjazmem.
— Głównie są to telekomy, które finansują działalność w euro, dolarach i markach. Mimo deprecjacji złotego nie przypuszczam, aby TP SA, Netia czy Elektrim miały większe kłopoty z obsługą zadłużenia. Jednak nie zmienia to faktu, że wzrosną im koszty finansowe. Zarządy będą mogły wykazać się tym, kto lepiej zarządza swoim długiem. W przypadku TP SA osłabienie złotego może odbić się na wyniku finansowym. Do tej pory spółka sporo zarabiała na operacjach finansowych. Mocny złoty powodował, że płaciła mniejsze raty od kredytów dewizowych — mówi Rafał Gębicki.
Tomasz Stadnik zauważa, że duże spółki, zaciągające pożyczki w dolarach czy euro, dysponują specjalnymi jednostkami organizacyjnymi, które czuwają nad zabezpieczeniem kredytów na wypadek niekorzystnych wahań kursowych.
Potencjalnym pokrzywdzonym w związku z ostatnimi wydarzeniami na rynku walutowym może być PKN Orlen, który importuje ropę i jest bardzo wrażliwy na fluktuację złotego. Jednak analitycy nie mają wątpliwości, że spółka zrekompensuje to sobie podwyżką cen paliw. W przeszłości PKN reagował bardzo szybko zmianami cen na wszelkie wahania kursowe.