Amerykańscy inwestorzy wciąż są gotowi kupować akcje. Szef Fed, Ben Bernanke, podtrzymał optymizm sygnalizując wyraźnie w wystąpieniu, że można spodziewać się kolejnej rundy ilościowego luzowania polityki pieniężnej. Jedyną kwestią, która budzi jeszcze emocje w tej sprawie, to określenie, czy rynek już uwzględnił kolejną falę płynności w cenach, czy nie. Inwestorzy nie przejęli się specjalnie publikowanymi w piątek danymi makro, zwłaszcza, że dały one niejednoznaczny obraz. Sprzedaż detaliczna i aktywność przemysłu przetwórczego w regionie Nowego dały pozytywny impuls. Negatywnym okazał się nieoczekiwany spadek indeksu nastrojów konsumentów.
Z 10 indeksów głównych segmentów S&P500 rosła wartość 7. Najmocniej
drożały spółki IT (2,02 proc.), co było przede wszystkim zasługą Google. Akcje
właściciela najpopularniejszej na świecie wyszukiwarki internetowej zdrożały o
11 proc. po tym, jak poinformował o 32 proc. wzroście kwartalnego zysku,
wyraźnie wyższym niż prognozowali analitycy. Najsłabszym segmentem okazały się w
piątek spółki finansowe. Ich indeks spadł o 1,7 proc., m.in. z powodu blisko 5
proc. przeceny akcji Bank of America. Analitycy S&P Equity Research obniżyli
rekomendację dla akcji banku ze “zdecydowanie kupuj” do “trzymaj” tłumacząc, że
jest on mniej od rywali odporny na ewentualne przyszłe roszczenia z tytułu
nieprawidłowości przy przejmowaniu domów od kredytobiorców. Bank of America był
drugim najmocniej przecenionym blue chipem ze średniej Dow Jones. Największy
spadek kursu zanotował General Electric. Koncern rozczarował inwestorów niższymi
niż oczekiwano przychodami kwartalnymi, za co zapłacił 5 proc. spadkiem wartości
rynkowej. Z 30 blue chipów taniało 17. Najmocniej drożały akcje Hewlett-Packard
(1,6 proc.), Cisco Systems (1,3 proc.) i Microsoftu (1,2 proc.).