Spór o Mojzesowicza ma dużo głębsze dno

Jacek Zalewski
opublikowano: 2006-08-29 00:00

Nabrzmiewający spór o dalsze przewodzenie sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi przez posła PiS Wojciecha Mojzesowicza należy do wydarzeń, które satyrycy komentują rysunkami z pytaniem w dymku „Czy to naprawdę, czy dla jaj?” Obie strony wystrzeliły rakiety słowne, które się zbliżają i ich zderzenie zapowiada się nieuchronnie. Wicepremier Andrzej Lepper potwierdził, że jest zdeterminowany i Samoobrona bezapelacyjnie złoży wniosek o usunięcie Mojzesowicza. Premier Jarosław Kaczyński odparował równie stanowczo, że Prawo i Sprawiedliwość nie odda ani guzika swego posła. Sam bohater sporu salwuje się ucieczką w zły stan zdrowia, czym podtrzymuje najlepsze obyczaje polityczne rodem z poprzedniej epoki.

Przypomnijmy, że Wojciech Mojzesowicz był kiedyś wice-Lepperem, współtwórcą sukcesu wyborczego w roku 2001. Na początku kadencji zajął jeden z dwóch przyznanych posłom Samoobrony foteli w pierwszym rzędzie sejmowej sali, zwanych „miejscami z dostępem do morza”. Jednak szybko zapomniał o świętej zasadzie, że na jednym partyjnym niebie nie mogą świecić dwa słońca i po roku Lepper zwyczajnie go wyrzucił. Ponieważ Mojzesowicz zachował swoje kontakty na wsi, okazał się przed wyborami w roku 2005 niezwykle cenną zdobyczą dla PiS. To między innymi jego organiczna praca przyniosła tej partii zaskakująco dobry wynik w środowiskach wiejskich.

I taka jest prawdziwa geneza sporu. Po objęciu przez Andrzeja Leppera resortu rolnictwa i rozwoju wsi jego konflikt z szefem branżowej komisji Sejmu był z założenia wpisany w polityczną logikę funkcjonowania koalicji. Trudno przypuszczać, by prezes Jarosław Kaczyński nie zdawał sobie z tego sprawy. Wobec braku sukcesów w kierowaniu resortem, sprytny Lepper zaczął przerzucać odpowiedzialność z siebie na właśnie Mojzesowicza. Notabene od kilku dni identyczną socjotechnikę stosuje w sprawie wiceministra Antoniego Macierewicza. Stała się ona zasłoną dymną dla nieumiejętności ministra rolnictwa uregulowania handlu żywnością z Rosją.

Wszczynane przez Leppera konflikty są nie tylko formą nacisku na powoływanie ludzi Samoobrony na obiecane stanowiska rządowe, są także odpowiedzią na dalekosiężne plany polityczne PiS. Oto wczoraj zawarty został kuriozalny sojusz między Prawem i Sprawiedliwością a kanapowym Polskim Stronnictwem Ludowym Piast, składającym się z trzech eurodeputowanych wyrzuconych ze zwykłego PSL. Przyznajmy — ważnych eurodeputowanych, bo jest wśród nich poprzedni prezes PSL Janusz Wojciechowski. Według Jarosława Kaczyńskiego, w IV RP owa kanapa ma szanse stać się „podstawową organizacją polityczną polskiej wsi”. Według Andrzeja Leppera będzie co najwyżej „największą partią wsi polskiej na listach PiS”.

Życiowym marzeniem prezesa/premiera Kaczyńskiego jest zbudowanie jednej, silnej, ponadśrodowiskowej, absolutnie dominującej partii. W tej koncepcji nie ma miejsca dla mających samodzielne ambicje ugrupowań, które mogą odgrywać role przystawek. Tego planu nigdy nie przyjmie do wiadomości Lepper, a na innym froncie walki o ludzkie dusze — Roman Giertych. I taka jest sięgająca daleko w przyszłość prawdziwa przyczyna sporu przywołanego w tytule.