Spowolnienie w Europie rozlewa sie na usługi

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2022-06-23 20:00

Spadek indeksów PMI w strefie euro jest najsilniejszy od czasów kryzysu finansowego, jeżeli nie liczyć nienaturalnych okresów wybuchu pandemii COVID-19.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Najnowsze odczyty indeksów PMI pokazują, że europejska gospodarka stopniowo zwalnia. Może nie jest jeszcze w recesji, ale problem polega na tym, że spowolnienie rozlewa się na coraz więcej branż i sektorów. Spowolnienie dotyka już nie tylko produkcję towarów, która wchodzi w dołek silnego cyklu wzrostu i spadku zapasów, ale też usługi turystyczne i restauracyjne, które na wiosnę odczuwały jeszcze bardzo mocny popyt. Główną przyczyną osłabienia popytu jest destrukcja siły nabywczej konsumentów spowodowana przez wysokie ceny energii.

W czerwcu indeksy PMI w strefie euro – będące najprawdopodobniej najbardziej popularnymi indeksami koniunktury, opartymi na badaniach ankietowych firm – zanotowały największe zniżki od czasów kryzysu finansowego z 2008 r., bez uwzględniania oczywiście momentów wybuchu pandemii COVID-19 (są to wstępne dane; ostateczne pojawią się na początku lipca). Można powiedzieć, że były to największe zniżki od czasów kryzysu finansowego wywołane procesami czysto gospodarczymi. Pokazuję to na wykresie. Indeks PMI dla przetwórstwa obniżył się do 52,2 pkt (wobec 56,4 pkt w maju), a indeks dla usług do 54 pkt (wobec 57 pkt w maju).

O ile powolne osłabienie koniunktury w przetwórstwie było widoczne już od kilku miesięcy, o tyle w usługach zaczęło się dopiero teraz.

Analitycy firmy Markit, robiącej badanie, napisali w komentarzu: „Dynamika wzrostu koniunktury w turystyce i rekreacji, która jeszcze w kwietniu i maju była rekordowa, w czerwcu prawie się zatrzymała. Firmy winiły za to rosnące koszty życia i zanikanie impulsów ze strony odłożonego z czasów pandemii popytu. Obniża się aktywność w sektorze bankowym i na rynku nieruchomości, co wynika z zaostrzających się warunków finansowych. Spowalnia też sektor usług transportowych i przemysłowych, co związane jest z osłabieniem w sektorze produkcji”.

Mamy zatem do czynienia ze spowolnieniem już szeroko zakrojonym. W najbliższym czasie europejska gospodarka doświadczy jeszcze dwóch istotnych wstrząsów – wzrostu stóp procentowych oraz prawdopodobnie kolejnej fali wzrostu cen energii.

Stopy procentowe będą rosły, ponieważ Europejski Bank Centralny jest obecnie mocno skoncentrowany na walce z inflacją, odkładając obawy o wzrost gospodarczy na dalszy plan. Z kolei ceny energii mogą rosnąć z powodu obustronnych obostrzeń nakładanych przez Unię Europejską i Rosję. UE zrezygnowała z zakupów rosyjskiego węgla, co podnosi ceny surowca na rynkach światowych, a z kolei Rosja blokuje dostawy gazu do UE.

Czy w tym coraz bardziej ponurym obrazku da się odnaleźć jakieś pozytywne punkty? Oczywiście. Czeka nas recesja, ale nie musi być głęboka. Będzie wywołana czterema czynnikami: wahaniami cyklu zapasów, wahaniami odłożonego po pandemii popytu, zaostrzeniem monetarnym oraz ograniczeniami w podaży energii. Większość tych czynników może mieć charakter przejściowy. Dwa ostatnie mają największy potencjał rażenia, ale też mogą wykazać się elastycznością (na przykład, przekierowanie sprzedaży gazu przez Rosję do Chin i generalnie Azji mogłoby obniżyć ceny światowe).

Innym pozytywnym czynnikiem może być niska skłonność firm do zwalniania pracowników w warunkach generalnie niskiej dostępności wykwalifikowanej siły roboczej. Nie musi czekać nas wielki wystrzał bezrobocia.

Szukam na siłę? Może tak. Proszę jednak pamiętać: przyszłość nigdy nie jest zdeterminowana i zawsze zaskakuje. Jesteśmy teraz pod względem nastrojów na fali pesymizmu i obaw. Zdolność dostosowania systemu gospodarczego do wstrząsów jest jednak większa, niż się wydaje.