Trzy kilogramy mniej w rok. To wynik „diety”, jaką serwują sobie Polacy, coraz bardziej pozbawionej wieprzowiny. Bynajmniej nie z powodów zdrowotnych, ale finansowych. W tym roku, jak szacuje Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ), Polak zje 36 kg. Gorzej ostatnio było w 1997 r., który zamknął się wynikiem równym 35,7 kg. Producenci przyznają, że to wina ceny, ale nie są w stanie jej obniżyć. I tu błędne koło się zamyka. To jeszcze nie jest dno.
— Spożycie wieprzowiny może dalej spadać — mówi Roman Miler, wiceprezes PKM Duda.
Podobnego zdania jest Krzysztof Woźnica, prezes ZM Silesia. Roman Miler przekonuje, że odczuwają to przede wszystkim mniejsze firmy.
— Z rynku będą znikać mniejsi, nieprofesjonalni producenci, którzy nie mają odpowiednio dużego zaplecza finansowego i technologicznego — twierdzi wiceprezes PKM Duda. ZM Silesia musiały mocno zrewidować portfel produktów.
— Rynek wymusił na nas większą produkcję wyrobów drobiowych. Stanowią już ponad 40 proc. sprzedaży, choć jeszcze w 2009 r. nie przekraczały10 proc. — szacuje Krzysztof Woźnica. Bo to drób, a dokładnie jego ceny, odciągają Polaków od talerza ze schabowym.
— Na początku Polacy wybierali drób przekonani, że jest zdrowszy niż wieprzowina, co nie jest prawdą. Teraz jednak decyduje zasobność portfela, a mięso wieprzowe jest droższe od drobiowego w całej Europie. Dopóki Polacy nie będą mieli więcej pieniędzy, spożycie wieprzowiny się nie odbije. Wprawdzie coraz częściej wolą zjeść dobrze, ale mniej niż więcej — mówi Maciej Duda, wiceszef rady nadzorczej PKM Duda. A drobiarze, jak przekonuje Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso (ZPO), świetnie wykorzystali ostatnie lata.
— Rozpoczęli produkcję na ogromną skalę i nauczyli się robić to tanio. Natomiast branża wieprzowa wciąż jest nadmiernie rozdrobniona. Zaledwie 9-10 proc. produkcji pochodzi z dużych gospodarstw — mówi szef ZPO. Tymczasem cen wieprzowiny obniżyć się nie da — przyznaje Krzysztof Woźnica.
— Jesteśmy całkowicie zależni od cen żywca, który jest drogi. Producenci żywca zależą natomiast od producentów pasz, a ci od rolników uprawiających zboża. Po drodze jest jeszcze ubojnia, która też chce wypracować marżę — dodaje prezes ZM Silesia. Żywiec znacząco tanieć nie będzie, bo jest go coraz mniej. W rekordowym 2007 r. pogłowie trzody chlewnej było wyższe o 40 proc. niż dzisiaj. Wieprzowiny natomiast produkowaliśmy 30 proc. więcej.
— Opłacalność chowu trzody jest dzisiaj niska. Patrząc na relacje cen trzody do zbóż, nie należy spodziewać się odbicia na tym rynku. Są one podobne do relacji sprzed roku, co przekreśla nadzieję na odbudowę pogłowia trzody — twierdzi Danuta Zawadzka z IERiGŻ.
Witold Choiński winą za mniejsze spożycie obciąża również środowisko dietetyków.
— Pokutuje nieprawdziwa informacja, że wieprzowina jest niezdrowa.
Tymczasem w schabie wieprzowym mamy 2 proc. tłuszczu, a w serze żółtym nawet 40 proc. tłuszczu. Na ten drugi nikt nie urządza nagonki — twierdzi Witold Choiński. Jego zdaniem, czkawką odbijają się branży różne afery mięsne z ostatnich lat.
— Wciąż nie odczarowaliśmy rzeczywistości przedstawianej w mediach — dodaje prezes Polskiego Mięsa.
Osobnym problemem jest, zdaniem Krzysztofa Woźnicy, szara strefa.
— W branży mięsnej największa jest właśnie w wieprzowinie, bo tu proces produkcji jest prostszy niż w wołowinie. Szara strefa może stanowić nawet 30 proc. rynku. W efekcie my mierzymy się z kosztami rozbioru elementów, ich pakowania, nadzoru weterynaryjnego i musimy konkurować z tymi, którzy mają produkcję w stodole — opowiada prezes ZM Silesia.