Sprzedaż akcji może dać pieniądze na inwestycję współfinansowaną z pieniędzy unijnych. To jednak droga dla silnych.
Coraz popularniejszym źródłem finansowania inwestycji dotowanych przez Unię jest sprzedaż udziałów w firmie. Zdobycie kapitału dzięki emisji akcji lub obligacji daje przedsiębiorcy elastyczność w wydawaniu uzyskanych pieniędzy, nie wymaga ponadto zabezpieczeń finansowych i wkładu własnego. Ma jednak też sporo wad.
Pierwsza jest oczywista: spółką, a zatem i jej dochodami, będziemy się musieli dzielić z przyszłym udziałowcem. Druga wada: wejście na giełdę to rozwiązanie polecane tylko firmom planującym dużą inwestycję.
— Uzyskanie pieniędzy z rynków kapitałowych w wielu przypadkach jest warte rozważenia. Może to być najdroższa z form zdobycia pieniędzy, czyli emisja akcji, albo mniej kosztowna emisja obligacji lub innych papierów dłużnych. Ta forma sięgania po zewnętrzny kapitał ma sens tylko wówczas, gdy zamierzamy zdobyć dużą kwotę — na pewno nie mniejszą niż milion złotych w przypadku parkietu New Connect i dwa miliony, jeśli chcemy zadebiutować na głównym parkiecie warszawskiej giełdy — uważa Paweł Majtkowski, analityk produktów finansowych z firmy Expander.
Tak duża suma wynika stąd, że wysokie szą koszty stałe, jakie musi ponieść przedsiębiorca przygoptowujący się do wejścia na giełdę.
Sprzedaż udziałów firmy ma także tę wadę, że nie darzą jej zaufaniem urzędnicy, którzy oceniają wnioski o dofinansowanie. Emisja akcji czy obligacji może zostać przez nich podważona ze względu na ryzyko małego zainteresowania (lub nawet jego braku) papierami wartościowymi spółki na rynku publicznym. Na zaakceptowanie tej formy finansowania inwestycji przez komisję konkursową mają szansę tylko przedsiębiorcy silni, rozpoznawalni, cieszący się dużym uznaniem i renomą.