Sprzedający akcje (na razie) przerwali atak

Adrian Boczkowski
opublikowano: 28-04-2008, 00:00

GPW nie zaskoczyła w zeszłym tygodniu nikogo, kto obserwował nastroje na innych parkietach. Przez pierwsze trzy sesje mieliśmy kilkuprocentowy marsz w dół, a w czwartek i piątek byki odzyskały formę. Przełomem okazał się mniejszy niż spodziewany przyrost liczby bezrobotnych za oceanem, który jednak przyćmiły negatywne dane o sprzedaży nowych domów. Informacje napływające z polskiej gospodarki miały niewielkie znaczenie. Wzrost sprzedaży detalicznej w marcu wyraźnie poniżej prognozowanego pewnie opóźni kolejną podwyżkę stóp procentowych, bo może oznaczać spowolnienie naszej gospodarki (produkcja przemysłowa prawie nie wzrosła). Za wcześnie jednak wyrokować, czy to tylko złapanie oddechu w dalszym sprincie, czy zadyszka.

Niezły koniec tygodnia na GPW nie zniwelował wcześniejszych strat. WIG20 spadł w tydzień o 2,5 proc. Mniejsze spółki przestały tracić szybciej niż duże. Największą bolączką giełdy pozostają niskie obroty i ich struktura. Nawet ponad 80 proc. handlu koncentruje się na blue chipach, co sprawia, że wiele wycen jest przypadkowych.

Najwięcej straciły indeksy firm spożywczych (6,6 proc.) oraz budowlanych (5,1 proc.). Zniżkom najmocniej opierał się indeks spółek telekomunikacyjnych (spadek o 0,3 proc.). Nie powinno to dziwić, ponieważ firmy budowlane wciąż wydają się drogie, a branży spożywczej, sporo eksportującej, trudno utrzymać zadowalające marże. Zwłaszcza że produkty rolne i surowce drożeją, a złoty nie ma ochoty na odpoczynek. Jednocześnie pojawiły się rekomendacje zachęcające do zakupu akcji TP, której kurs wpływa w prawie 90 proc. na indeks WIG-Telekomunikacja. Nie mógł on więc znacznie zniżkować, skoro narodowy operator trzyma wartość (w tydzień stracił 0,7 proc.).

Co dalej?

Możliwy przełom

Choć wielu inwestorów życzyłoby sobie, aby zachowanie się polskich indeksów opierało się wyłącznie na fundamentach naszej gospodarki, to rzeczywistość jest niestety inna. W pierwszej połowie tygodnia można spodziewać się marazmu. Wszyscy czekają na wstępne dane o dynamice amerykańskiego PKB w I kw., inflacji i planowanych zwolnieniach pracowników. Pozytywna lub negatywna niespodzianka (prognoza mówi o 0,4-procentowym wzroście PKB) zapewne przełoży się na duże wahania indeksów.

Nikt nie da przecież gwarancji, że w USA nie rozpoczęła się recesja w ekonomicznym tego słowa znaczeniu (ujemna dynamika PKB w dwóch kolejnych kwartałach), a spowolnienie stanie się życzeniem optymistów.

Najbliższe dni powinny więc zadecydować o trendach na nadchodzące tygodnie. Na razie długotrwałej euforii nie należy się spodziewać.

Adrian Boczkowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu