Stało się: po serii wezwań do spłaty długów, zajęciu kont bankowych i utworzeniu rezerw notowany na GPW STGroup złożył wniosek o upadłość. Spółka jest winna wierzycielom 68 mln zł, najwięcej Bankowi Handlowemu.
Po utworzeniu 40,9 mln zł rezerw na poczet należności kapitały własne STGroup spadły poniżej zera i spółka musiała złożyć wniosek o upadłość. Długi STG wynoszą 68 mln zł. Największym wierzycielem jest Bank Handlowy, któremu dystrybutor jest winny około 20 mln zł. Spłaty zobowiązań żądali też dostawcy sprzętu (IBM i Cisco), a urząd skarbowy ustanowił zabezpieczenie na poczet ewentualnych zobowiązań podatkowych za lata 1999 i 2000.
— Upadłość nie przekreśla możliwości prowadzenia rozmów z wierzycielami na temat restrukturyzacji zadłużenia. Sytuacja spółki jest jednak bardzo trudna. W takich okolicznościach ciężko prowadzić działalność — mówi Mariusz Kanicki, specjalista ds. rynków kapitałowych STG.
Wniosek o upadłość nikogo chyba nie zaskoczył. Zarówno analitycy, jak i konkurenci STG spodziewali się takiego rozwoju sytuacji po ostatnich wieściach ze spółki. Seria wezwań do zapłaty zobowiązań, rozwiązania umów kredytowych, utrata partnerów handlowych, a na koniec informacja o fiasku rozmów z potencjalnymi inwestorami wskazywały na realizację takiego scenariusza.
Właśnie w pozyskaniu inwestora STG upatrywała możliwość wyjścia z kryzysu. Zarządowi nie pomagały informacje o członkach rady nadzorczej, którzy w sytuacji podbramkowej pozbywali się akcji, dołując ich kurs na GPW. W końcu ze swojej funkcji zrezygnował członek zarządu odpowiedzialny za sprzedaż. W ten sposób STG dołączy prawdopodobnie do grona bankrutów w sektorze dystrybutorów komputerowych.
— Taka informacja nie jest niczym zaskakującym. Rynek musi się konsolidować — jeżeli nie przez fuzje i przejęcia, to przez upadłości — komentuje Dorota Ubysz, analityk SG Securities.