To, co dzieje się wokół prywatyzacji Stoenu, obniża wartość przyszłych transakcji — komentują analitycy. Inwestorzy mają nadzieję, że to tylko folklor. A posłowie debatują.
Wiesław Kaczmarek, minister skarbu, przez blisko dwie godziny usiłował wczoraj przekonać posłów o konieczności kontynuowania prywatyzacji Stoenu, warszawskiego dystrybutora energii elektrycznej. Z mizernym skutkiem. Nie przekonał Andrzeja Leppera z Samoobrony (klub, podobnie jak LPR, chce podjęcia uchwały o wstrzymaniu transakcji), który z sejmowej trybuny grzmiał, że „Stoen został sprzedany po cenie zaniżonej co najmniej o 656 mln zł, bowiem wartość 85 proc. akcji spółki sprzedanej firmie RWE wynosi około 2,2 mld zł”.
Szef MSP argumentował, że oferta RWE była najlepsza spośród tych, które otrzymał resort, a prywatyzacja Stoenu była tylko kontynuacją procesów rozpoczętych przez poprzedni rząd. Zapewniał, że instrumenty regulacyjne, jakimi dysponuje państwo, uniemożliwią niekontrolowane podwyżki cen energii. Tłumaczył, że sprzedaż spółek zagranicznym inwestorom daje dostęp do nowych technologii i środków na rozwój.
Wystąpienie ministra nie przekonało również posłów PiS. Rafał Zagórny z PO skwitował wystąpienie Wiesława Kaczmarka: „długo nie znaczy mądrze”. Zbigniew Kuźmiuk, szef klubu PSL, podtrzymał natomiast wątpliwości stronnictwa dotyczące sprzedaży aż 85 proc. akcji spółki i domagał się debaty na temat prywatyzacji całej energetyki.
Przedstawiciele inwestorów zupełnie inaczej komentują wydarzenia w Sejmie.
— Jako podatnicy i konsumenci powinniśmy trzymać kciuki, żeby w tych okolicznościach RWE nie wycofało się z transakcji. Wydarzenia towarzyszące prywatyzacji Stoenu tylko obniżają wartość majątku, który pozostał nam do sprzedania — skomentował ostatnie wydarzenia w Sejmie anonimowy przedstawiciel jednej z firm doradczych zajmujących się energetyką.
— Mam nadzieję, że to tylko folklor. Nie ma jednak wątpliwości, że tego rodzaju wydarzenia zmniejszają atrakcyjność Polski jako miejsca lokowania inwestycji — skomentował reprezentant jednego z inwestorów zagranicznych.
Jedno jest pewne: burza wokół dystrybutora energii powinna trwać jak najkrócej.
— Sprywatyzowany Stoen wesprze nas w staraniach o wprowadzenie w energetyce reguł rynkowych i rzeczywistej konkurencji. Mam nadzieję, że ta burza szybko się skończy i spółka będzie miała szansę zacząć normalnie funkcjonować — mówi Piotr Kołodziej, prezes Górnośląskiego Zakładu Elektroenergetycznego, pierwszej sprywatyzowanej (z udziałem szwedzkiego Vattenfalla) spółki dystrybucyjnej.


