Straty sięgnęły milionów złotych

Marcin Bołtryk
opublikowano: 17-04-2008, 00:00

Transport samochodowy z Warszawy do Kijowa powinien trwać trzy dni. Trwa ponad tydzień. Powód? Bezczynność polskiego rządu.

Przewoźnicy: panie premierze, sytuacja na granicy wymaga natychmiastowej reakcji rządu!

Transport samochodowy z Warszawy do Kijowa powinien trwać trzy dni. Trwa ponad tydzień. Powód? Bezczynność polskiego rządu.

Kolejki na przejściach granicznych z Ukrainą rosną. Rosną też straty. Mowa o 60 mln zł miesięcznie!

Na początku tego roku rząd został wyraźnie zaskoczony protestem celników — grupy zawodowej opłacanej z budżetu państwa. W próbę rozwiązania poważnego kryzysu trwającego od października ubiegłego roku i — co ciekawe i niepokojące zarazem — spowodowanego przez stosunkowo nieliczną grupę zawodową, zdają się zaangażowane wszystkie zainteresowane instytucje (m.in. ogólnokrajowe i lokalne stowarzyszenia i związki przewoźników drogowych, polskie i ukraińskie służby graniczne), poza najważniejszą — administracją państwową.

Potrzebna reakcja

Teraz, przynajmniej oficjalnie, protestu celników nie ma. Są za to nadal wielokilometrowe kolejki, tysiące kierowców koczujących na poboczach i straty liczone na grube miliony złotych.

Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce (ZMPD), największa tego typu organizacja w naszym kraju, wystosowało do premiera list otwarty.

— Nie jesteśmy awanturnikami. Nie chcemy organizować blokad ani innych, zaogniających sytuację, protestów. Chcemy pracować, zarabiać i płacić podatki. Proszę nam to umożliwić. Zatrudniamy prawie pięćset tysięcy pracowników, wytwarzamy 12 proc. PKB, płacimy więcej podatków i różnych opłat niż jakakolwiek inna gałąź gospodarki, nie wyciągamy ręki do budżetu. Sumiennie wywiązujemy się z naszych obowiązków wobec państwa. Teraz żądamy, żeby państwo zaczęło wywiązywać się z obowiązków wobec nas — apeluje w liście Jan Buczek, prezes ZMPD.

Dodaje, że przewoźnicy chcą być dla rządzących solidnym i przewidywalnym partnerem. Starają się prowadzić spokojny i rzeczowy dialog z ministerstwami.

— Ostatnio dyskutowaliśmy o naszych problemach w Sejmie. Lista tych problemów jest bardzo długa i ma wieloletnią historię. Rozumiemy, że nie da się ich rozwiązać z dnia na dzień. Cieszą nas płynące ze strony rządu i Sejmu sygnały świadczące o woli współpracy. Jednak niewydolność przejść na wschodniej granicy to problem, którego rozwiązania zmuszeni jesteśmy domagać się natychmiast. Ta granica to dla naszego państwa kompromitacja, a dla naszych firm to wielkie ekonomiczne zagrożenie. Szacujemy, że straty przewoźników wynikające z postojów w kolejkach granicznych mogą przekraczać nawet 60 milionów złotych miesięcznie — pisze w liście Jan Buczek

List do premiera zawiera też swoiste ultimatum. Każdego dnia z granicznych kolejek docierają nawoływania do protestów, do całkowitego zablokowania przejść granicznych, do zablokowania stolicy.

— Te sygnały płyną od kierowców, którzy po prostu nie mogą znieść uciążliwości tej sytuacji, płyną też od ich pracodawców, przerażonych rozmiarem strat. Jak długo można uspokajać i tłumaczyć, że jakoś to będzie? Nasza cierpliwość nie jest nieograniczona. Czujemy się odpowiedzialni za nasze firmy, naszych pracowników i ich rodziny. W ich obronie nie zawahamy się podjąć radykalnych działań — kończy Jan Buczek.

Wstyd

Podobny list do premiera wystosował Ogólnopolski Związek Pracodawców Transportu Drogowego (OZPTD).

— Nasza cierpliwość się wyczerpuje. Straty, jakie ponosimy, sięgają milionów złotych, a tymczasem obserwujemy całkowitą bierność rządu. Okazuje się, że niewielka grupa ludzi — celników polskich i ukraińskich — potrafi sparaliżować normalny obieg gospodarczy między krajami UE i odbiorcami wschodnimi. Tak nie może być w państwie prawa, to są kpiny. Nie wyobrażamy sobie, jak będą dalej wyglądały przygotowania do EURO 2012, jeśli Polska i Ukraina nie potrafią nic zrobić, by zapewnić właściwą przepustowość granicy. To wstyd, by w warunkach urągających ludzkiej godności kierowcy koczowali na granicy całymi dniami.

To wstyd, że Polska jako orędownik wstąpienia Ukrainy do UE i NATO, nie potrafiła porozumieć się z sąsiadem w tak prozaicznej kwestii jak odprawy graniczne — grzmi w liście Bolesław Milewski, przewodniczący OZPTD.

Podkreśla również, że związek już raz okazał cierpliwość i dał rządowi kredyt zaufania. „Ale kredyt ten w chwili obecnej stawiamy w stan najwyższej wymagalności. Dość mydlenia oczu, że będzie lepiej, dość tolerowania nienormalnej sytuacji, dość łamania podstawowych praw naszych kierowców, dość okradania naszych firm” — czytamy w liście.

— Wobec sytuacji, jaka jest na granicy, kierowcy porzucają pojazdy i składają wymówienia z pracy, bo mają poczucie, że są traktowani w państwie prawa jak ludzie wszelkich praw pozbawieni. Jeśli w ciągu najbliższych dni sytuacja na wschodnich przejściach granicznych radykalnie się nie poprawia, okażemy naszą determinację i sięgniemy po broń ostateczną w walce o nasze normalne funkcjonowanie. Podkreślamy, że może to być dla państwa bolesne posunięcie. Ale jak dłużej żyć w nienormalnych warunkach? Jak gospodarować? Nas nikt nie pyta, czy mamy środki na podatki i inne opłaty, tylko bezwzględnie je egzekwuje. Państwo w niczym nas nie wspiera, tylko coraz więcej wymaga — ostrzega Bolesław Milewski

Głos przedsiębiorców

Wschodnia granica przypomina momentami obszar dotknięty klęską żywiołową, nadzorowany przez równie sparaliżowane centrum. Dramatyczna sytuacja, w jakiej znaleźli się kierowcy, nie znalazła i nie znajdzie zrozumienia u celników.

— Czekamy na zdecydowane działania organizacji rządowych, powołanie sztabu kryzysowego z prawdziwego zdarzenia i na nowy projekt ustawy o służbie celnej, który po uchwaleniu budżetu rozwiązałby problemy zgłaszane przez celników — mówi Piotr Pawłowski, dyrektor handlowy Apreo Logistics.

Niezależnie od aktualnej sytuacji na granicach konieczne są również inwestycje w rozbudowę i unowocześnianie przejść oraz dostosowanie ich do wymagań stale rosnącego ruchu. Konieczne jest zwiększenie obsady na granicach, zarówno po stronie polskiej, jak i ukraińskiej.

Piotr M. Sikorski, dyrektor zarządzający DHL Fracht Polska & Ukraina, podkreśla, że kłopoty na przejściach granicznych z Ukrainą nie są niczym nowym.

— Z tym problemem borykamy się od kilku lat. Codziennością jest długie oczekiwanie na odprawę celną, nawet do 48 godzin. Protesty celników z początku roku spowodowały jedynie to, że problem ten stał się powszechnie znany — zauważa Piotr M. Sikorski.

Co, jego zdaniem, należałoby zrobić?

— Rozwiązanie jest proste: zwiększenie liczby funkcjonariuszy celnych przy jednoczesnym wzroście efektywności ich pracy, szczególnie po stronie ukraińskiej — podsumowuje Piotr M. Sikorski.

Obok poważnych strat, jakie poniesie wizerunek Polski w Europie na skutek zablokowania wschodniej granicy Unii, bardzo niepokojące jest to, że Polska stała się w tym względzie krajem nieprzewidywalnym.

— Blokada granic polskich dotknęła ekonomicznie Ukrainę, Rosję, Białoruś i inne państwa wschodnie korzystające z polskiego tranzytu. Niewykluczone, że to kolejne kraje, które w przyszłości będą poszukiwały rozwiązań (np. rurociąg południowy), wykluczających „sparaliżowany obszar” — ostrzega Piotr Pawłowski.

Ukraina musi się postarać

Rafał Dziura

dyrektor sprzedaży i marketingu, TNT Express Poland

Oficjalnym powodem opóźnień w odprawach celnych na przejściach granicznych z Ukrainą są tym razem zmiany w wewnętrznych zasadach obsługi po stronie naszych sąsiadów. Jednak bez względu na przyczynę mamy dziś sytuację absolutnie nieakceptowalną. W bardzo krótkim czasie już po raz drugi poszkodowanymi są nie tylko firmy przewozowe, ponoszące ogromne koszty, ale i też ich klienci.

Rozwiązanie problemu wymiany towarowej na wschodnich granicach UE wymaga bardzo stanowczych działań po naszej i po ukraińskiej stronie. Tej drugiej — aspirującej do członkostwa w UE — powinno na tym szczególnie zależeć. Rozwiązaniem usprawniającym przepływ towarów mogłoby być wdrożenie przez stronę ukraińską elektronicznego systemu tranzytowego NCTS (w tej chwili jedyną wspólną procedurą, do której przystąpiła Ukraina, jest konwencja TIR).

Marcin Bołtryk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu