Wiele europejskich firm intensywnie pracuje nad tym, by skutecznie konkurować na rynku globalnym. Kluczowe jest jednak znalezienie właściwej równowagi między zmiennymi uwarunkowaniami politycznymi a obiektywnymi kryteriami technicznymi przy definiowaniu pojęcia rozwiązań „made in Europe”. Suwerenności nie można sprowadzać wyłącznie do geograficznego pochodzenia dostawcy. Większy nacisk należy kłaść na obiektywne wskaźniki dotyczące tego, w jakim stopniu dane rozwiązanie zapewnia autonomię operacyjną i ochronę prawną przed jurysdykcjami spoza UE.
Biorąc pod uwagę złożoność wyzwania i skalę luki, którą Unia Europejska stara się zamknąć, konieczny jest również realizm co do harmonogramów i pewnych kategorii technologii, w których osiągnięcie pełnej suwerenności w krótkim lub nawet średnim terminie jest mało prawdopodobne. W takich przypadkach odpowiedni udział komponentów wytworzonych w UE w produkcie końcowym powinien być wystarczającym krokiem w kierunku stopniowego budowania zdolności wytwórczych w obrębie UE. Można to uzupełnić oceną krytycznych funkcji produktu, które powinny być oparte, przynajmniej w większości, na technologii europejskiej.
Sektor prywatny ma tu do odegrania kluczową rolę: powinien uwzględniać suwerenność technologiczną, ryzyko geopolityczne i podatność łańcuchów dostaw już na etapie decyzji zakupowych. Jeśli biznes rzeczywiście zaangażuje się w tę sprawę, efekty, zarówno w postaci wzrostu adopcji alternatywnych rozwiązań, jak i impulsu dla całego sektora, będą odczuwalne na szeroką skalę. Istnieje jednak jedno ryzyko: koncentracja wsparcia na zaledwie jednej lub dwóch firmach krajowych lub regionalnych. Byłby to błąd, który mógłby osłabić cały sektor. Zdrowa konkurencja napędza niższe ceny, większą innowacyjność i zmniejsza strategiczną podatność na niepowodzenie któregokolwiek z podmiotów.
Partnerem publikacji jest ESET i DAGMA Bezpieczeństwo IT
