Światowe dzieci, pani od wuefu

Katarzyna Żelazek
opublikowano: 2005-09-09 00:00

Studia MBA — przepustka do lepszego świata — to koszt finansowy dla większości śmiertelników nie do udźwignięcia.

Skrzynki mailowe każdego prezesa codziennie zasypywane są dziesiątkami ofert kursów, warsztatów, szkoleń… Ale studia i szkolenia z najwyższej półki są właściwie niedostępne dla zwykłych ludzi, potrzebna jest finansowa moc pracodawcy. Zawrotna bowiem suma 70 tys. zł dla korporacji jest czym innym niż dla pojedynczego człowieka. Za to ofertę weekendowego szkolenia, na przykład z zakresu komunikacji, znaleźć można już za czterysta złotych.

Bez mamy nie da rady

— Studia podyplomowe to była moja inicjatywa, gdyby jednak nie finansowe wsparcie mamy — nie byłoby mnie na nie stać — mówi Ewa Rachoń, komisarz Międzynarodowych Targów Bursztynu, Biżuterii i Kamieni Jubilerskich Amberif oraz Międzynarodowych Targów Bursztynu Ambermart.

Niedawno wróciła z targów jubilerskich w Paryżu. Co roku uczestniczy w kilku międzynarodowych wystawach — obowiązkowo w Bazylei i Las Vegas. Podpatruje tendencje, pomysły ekspozycyjne, nawiązuje nowe kontakty. Amberif — to jej trzecie dziecko... Ma jeszcze dwóch synów. W tym roku odbędzie się już trzynasta edycja tej imprezy — największej z organizowanych przez Międzynarodowe Targi Gdańskie: prawie 450 wystawców z 17 krajów świata, ponad 8 tysięcy zwiedzających z 37 krajów, w tym prawie połowa to specjaliści z branży.

Ewa Rachoń zaczynała pracę w Międzynarodowych Targach Gdańskich jako świeżynka, laik. Wcześniej, przez długie lata była „panią od wuefu”, jak sama mówi o sobie. Absolwentka AWF przez te lata zdobyła całkiem nową specjalizację.

— Pracowałam intuicyjnie, wierzyłam w uczciwość i dobrą wolę ludzi — wspomina siebie sprzed lat.

Krok dalej

Anita i Piotr Janukowiczowie z Gdańska w tym roku zaczęli piętnasty rok działalności swojej firmy. Poznali się na studiach, podczas pierwszego dnia zajęć. Anita studiowała turystykę i zarządzanie, a Piotr — finanse i bankowość oraz zarządzanie. Wspominają tamten czas jako okres przyśpieszonego rozwoju, kiedy nauczyli się bardzo dużo i to z obszarów całkowicie dla nich nowych.

Po roku znajomości wspólnie założyli firmę i tak piętnasty już rok handlują butami. Ich sklepy marki Apia działają od Gdyni przez Warszawę po Kraków. Ma- ją dziesięć punków w całym kraju, ale i rozległe plany na przy- szły rok.

— Czuję, że nieustannie muszę się kształcić... chciałbym wiedzieć dużo, dużo więcej. Prywatnie uczę się non stop. Kiedy prowadzi się własną firmę nie można spocząć na laurach — przyznaje Piotr Janukowicz.

Czyta, podpatruje, szuka wzorów. Twierdzi, że sposoby przydatne do dobrego sprzedawania butów można znaleźć i w liniach lotniczych, i w restauracji, i w warsztacie samochodowym. I z wielką wiarą w skuteczność metody szkolenia własnych pracowników — doskonalenia ich warsztatu i budowania więzi — raz na dwa miesiące organizuje spotkania. Uczą się nade wszystko kontaktu z klientem, ale i wspólnie odnajdują filozofię... życia.

Ewa Rachoń ma już za sobą studia podyplomowe z zakresu komunikacji społecznej, kreowania wizerunku, promocji i marketingu na prywatnej uczelni. Co jej to dało?

— Dzięki studiom potwierdziłam swoje przeczucia. Zdobyłam też bibliografię, do której na pewno bym nie dotarła w pojedynkę, skonfrontowałam swoje pomysły z opiniami niekwestionowanych specjalistów. Na pewno nabrałam pewności siebie — opowiada Ewa Rachoń.

W myśl zasady, że organ nie używany zanika — przygotowuje się do kolejnych studiów.

Szersza perspektywa

Zbigniew Markowski, doktor ekonomii, szef firmy doradczej, były prezes Gdańskiego Klubu Biznesu, nie ma wątpliwości, że kadra kierownicza powinna poddawać się nieustannym szkoleniom. Przywołuje przy tym wzory amerykańskie, gdzie w korporacjach obowiązuje zasada, iż menedżer co jakiś czas przechodzi obowiązkowe „dokształty”. W Polsce — jego zdaniem — również powinna obowiązywać taka żelazna zasada.

— Sens mają zarówno studia podyplomowe, MBA czy szkolenia, najlepiej wyjazdowe dwu-, cztero-, sześciotygodniowe i to z udziałem przedstawicieli kilku krajów, kiedy człowiek oderwany od wiru codzienności i ma szansę całkowicie się otworzyć — przekonuje Markowski.

Podkreśla, że najważniejszy jest przepływ myśli.

— Człowiek nabiera szerszej perspektywy. Jak na tacy podawane są mu dziesiątki przypadków i rozwiązań, dawno już na świecie sprawdzonych, opisanych i przebadanych, do których w pojedynkę pewnie nigdy by nie dotarł.

Problem, który wciąż dotyka działające w Polsce firmy, to, zdaniem Zbigniewa Markowskiego, duży przepływ przeszkolonych kadr.

— Brakuje mechanizmów wiązania kadry kierowniczej z firmą. Nieraz bywa tak, że firma inwestuje w pracownika, po czym ten zmienia pracę. A przecież — nie mam żadnych wątpliwości — ten stan rzeczy wcale nie tak trudno zmienić. Na Zachodzie z problemem tym uporano się dawno temu — podkreśla Markowski.

Nie to jest jednak najgorsze…

— Wielu Polaków wciąż wierzy, że wszystko już wie i na nic nie ma czasu — śmieje się Zbigniew Markowski.