Jeden nadzór dla żywności. Tę obietnicę politycy składają branży spożywczej od lat. Duży krok zrobił w maju zeszłego roku resort rolnictwa, któremu wówczas szefował wówczas Stanisław Kalemba. Nie tylko przedstawił założenia „projektu ustawy o Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności i Weterynarii”, ale zdołał przekazać je do uzgodnień resortowych. Dokument trafi też na stały komitet Rady Ministrów (jesienią 2013), który zalecił uzupełnienie informacji. Tu znane losy projektu się kończą, a biuro prasowe resortu nie odpowiedziałonam, co obecnie dzieje się w tej sprawie. Jednak do pierwszego czytania w Sejmie skierowano właśnie inny, świeższy projekt, pod którym podpisani są posłowie Platformy Obywatelskiej. A w spożywców znów wstąpiła nadzieja. Projekt zakłada stworzenie Państwowej Inspekcji Weterynarii i Żywności na bazie Inspekcji Weterynaryjnej, Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa oraz częściowo Państwowej Inspekcji Sanitarnej i Inspekcji Ochrony Środowiska (z zakresu bezpieczeństwa żywności), a więc kontrolującej cały łańcuch produkcji żywności — od pola do sklepowej półki. Dzięki temu, według autorów projektu, redukcji ulegnie liczba kontroli, ale podniesie się ich jakość oraz kompleksowość, co oszczędzi czas i pieniądze producentów żywności. Zyskać ma też państwowy budżet — poprzez „większe oddziaływanie na producentów niespełniających wymagań w zakresie objętym działaniami Państwowej Inspekcji” oraz „racjonalizację kosztów jej działania, takich jak dojazdy, diety, zasoby kadrowe i majątkowe, organizacja pracy czy wykorzystanie bazy laboratoryjnej”.

SONDA „PB”
Bez afer
WIESŁAW RÓŻAŃSKI, prezes Unii
Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego
Pomysł rodzi się od bardzo wielu lat, jak na razie bez skutku. Trzymamy kciuki, żeby projekt przeszedł wszystkie czytania i ustawa weszła w końcu w życie. Dla branży mięsnej ogromnym ułatwieniem będzie, jeśli hodowcy i przetwórcy będą podlegali jednej inspekcji — kontrole będą też skuteczniejsze, bo jedna instytucja będzie panować nad wszystkimi etapami łańcucha produkcji. Dotychczas zdarzało się też, że niektóre kontrole nakładały się na siebie, a nieraz ich brakowało. Gdyby o takim rozwiązaniu pomyślano wcześniej, nie byłoby głośnych afer, jak chociażby z solą drogową, które podkopały zaufanie do producentów. Ponadto lepiej będzie nam też prowadzić biznes, kiedy tylko jedna inspekcja będzie prowadzić kontrole, a nie kilka. Diabeł tkwi jednak oczywiście w szczegółach. Nie wiem, jakie kompetencje będą przejmowane i w jakim tempie. Mamy nadzieję, że nie potrwa to zbyt długo.
Ostrożne przejście
ANDRZEJ GANTNER, dyrektor
generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności
Zasadniczo popieramy kierunek, czyli powstanie jednej niezależnej od żadnego resortu inspekcji. Jednak za kluczowe uważamy, aby wszelkie zmiany były dokonywane bardzo ostrożnie i na zasadzie ewolucji, a nie rewolucji. Konieczne jest zastosowanie odpowiednich rozwiązań przejściowych, które umożliwią sprawne przejęcie kompetencji przez nowy urząd. Szczególnie w obszarze bezpieczeństwa żywności, które stanowi element ochrony zdrowia publicznego, zmiany powinny być stopniowe i zapewniać wykorzystanie dotychczasowych kadr i doświadczeń. Wolelibyśmy, aby w pierwszej kolejności wprowadzić zmiany w obecnie istniejących inspekcjach,tak aby ich struktury wojewódzkie i powiatowe były podległe głównym inspektoratom, a nie strukturom samorządowym (wojewodom) oraz aby zapewniono im budżetowanie z budżetu centralnego, a nie samorządów. Taki powinien być pierwszy krok, który realnie wzmocniłby system urzędowej kontroli żywności w Polsce. Dopiero potem powinno się myśleć o łączeniu. Taka pionowa struktura zapobiegnie sytuacjom, które zdarzają się obecnie. Np. w razie wystąpienia kryzysu w regionie potrzebne są większe pieniądze i pojawia się problem z ich dostępnością, bo budżet wojewódzki tego nie zakładał, lub nawet, jeżeli pieniądze są, to mogą być zastosowane tylko na ograniczonym obszarze. Druga sprawa to kwestia pełnej odpowiedzialności za merytoryczną i organizacyjną działalność. Powinna spoczywać w jednym miejscu, a nie być rozproszona. Nowy projekt uwzględnia te postulaty, ale wdrożenie go zajmie przynajmniej 2-3 lata, a pionizacja poszczególnych inspekcji jest sprawą kluczową już dzisiaj. Nasze wątpliwości budzi też nazwa nowej inspekcji. Wydaje się, że bezpieczeństwo żywności jest nadrzędne w stosunku do weterynarii. Również zasada obsadzenia wszystkich kluczowych stanowisk, czyli głównego, wojewódzkich i powiatowych inspektorów, wyłącznie lekarzami jest raczej niekorzystna, bo eliminuje możliwość ubiegania się o te stanowiska dotychczasowym kadrom Państwowej Inspekcji Sanitarnej.
Bez zależności
MAREK PRZEŹDZIAK, prezes
Stowarzyszenia Polskich Producentów Wyrobów Czekoladowych i
Cukierniczych Polbisco
Kontrola profesjonalna, skonsolidowana, o określonych kompetencjach i według przejrzystych zasad. Na tym nam zależy i w tym kierunku zmierza ta ustawa. Pierwsza ważna sprawa to fakt, że inspekcja będzie podlegała premierowi, a więc nie będzie zależna od resortówzdrowia i rolnictwa. Do tej pory trwała między nimi wojna, bo żaden nie chciał oddać swoich kompetencji, a proponowane przez nich zmiany w prawie wzajemnie się wykluczały. Dlatego pojawił się w końcu poselski projekt, który jest neutralny. Dodatkowo w projekcie założono niezależność inspektorów od władz powiatowych i wojewódzkich. Dotychczasowa struktura umożliwiała wywieranie presji na inspektorów przez lokalnych urzędników, od których byli zależni nie tylko zawodowo, ale również finansowo. Teraz będą zdecydowanie bardziej niezależni. Nowe przepisy będą też dużym udogodnieniem dla producentów. Nie obawiamy się kontroli, ale gdy kontrolerzy pojawiają się jeden za drugim, dezorganizują nam pracę. Kluczowe będzie oczywiście dopracowanie szczegółowych rozwiązań dla nowej instytucji, czyli określenie dokładnego zakresu kompetencji, działań w terenie itd., ale najważniejszy krok — czyli stworzenie zarysu nowej instytucji — został już wykonany.