Świnie zabierają koryto kurczakom

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2015-05-14 00:00

Tania wieprzowina hamuje wzrost produkcji drobiu, a producenci przyznają, że zmienność to stała cecha klienta

Największym wygranym w kategorii mięsny gust Polaków będzie w tym roku wieprzowina. To jej mamy zjeść aż 1 kg więcej niż rok wcześniej, drobiu tylko o 0,3 kg, a wołowiny o 0,1 kg — wynika z raportu Agencji Rynku Rolnego (ARR) „Prognoza cen rynkowych podstawowych produktów rolno-żywnościowych”.

MARKA TO PRZYWIĄZANIE:
MARKA TO PRZYWIĄZANIE:
Klient nie przywiązuje się do mięsa, bo w branży nie ma marek. Spadek cen sprawia, że raz sięga po drób, raz po wieprzowinę — twierdzi Maciej Duda, szef Duda Holding, do którego należy m.in. Pig Farmer.
Grzegorz Kawecki

Marka to lojalność

Wieprzowina wraca do łask dzięki cenie. W pierwszych dwóch miesiącach roku jej ceny detaliczne były o 7,4 proc. niższe, ale szacunkowy wynik za zeszły rok na poziomie 38,5 kg i tak odbiega od 41-44 kg spożywanych w latach 2006-11.

— Spadek cen to efekt utraty rynków eksportowych [zamknęły się dla nas w lutym zeszłego roku po wykryciu wirusa afrykańskiego pomoru świń, a na nadwyżki europejskiej wieprzowiny wpłynęło obowiązujące od sierpnia rosyjskie embargo — red.]. Jako że wszyscy chcą sprzedać mięso, to pracują na bardzo niskich marżach, a że konsumenci w dużej mierze kierują się względami ekonomicznymi, to sięgają po taniejącą wieprzowinę — mówi Maciej Duda, prezes Duda Holding.

Jego zdaniem, przepływy pomiędzy wieprzowiną a drobiem będą trwać jeszcze długo,bo branża mięsna nie zbudowała marek, więc też nie związała ze sobą konsumenta.

— To wciąż na tyle rozdrobniony przemysł, że nie jest w stanie się zjednoczyć, wyróżnić i zainwestować potężne pieniądze w promocję. Tego dokonali kiedyś m.in. mleczarze, i to byłaby ciekawa droga dla mięsa — uważa Maciej Duda. Barierą jest pakowanie.

— Sporo mięsa sprzedaje się wciąż w wersji niezapakowanej, a tu trudno sobie wyobrazić budowę marki. Mleko tego problemu nie miało — dodaje szef Duda Holding.

Miejsce dla drobiu

Tegoroczna dobra passa wieprzowiny oznacza pogorszenie sytuacji drobiu. „W 2014 r., drób był nadal konkurencyjny cenowo w stosunku do mięsa czerwonego, co skutkowało wzrostem jego konsumpcji. Jednak notowany w 2014 r. spadek cen mięsa wieprzowego i wzrost jego spożycia przyczyniły się do ograniczenia tempa wzrostu konsumpcji drobiu (...) W 2015 r. przewiduje się dalszy wzrost konsumpcji mięsa drobiowego (do 27,2 kg na mieszkańca), ale tempo wzrostu nie będzie wysokie w związku z prognozowanym wzrostem spożycia wieprzowiny” — czytamy w raporcie ARR. Zdaniem Jacka Lewickiego, prezesa Drosedu, w krótkim okresie mogą być widoczne wahania, ale według wszelkich prognoz długookresowych to drób jest największym wygranym.

— Na wyhodowanie 1 kg wieprzowiny potrzeba nawet ponad 50 proc. więcej paszy niż w przypadku 1 kg drobiu, więc to istotna zaletakosztowa. Mięso drobiowe jest też dobrze postrzegane — jako mniej kaloryczne i zdrowsze od wieprzowego — twierdzi Jacek Lewicki. Jego zdaniem, choć konsumpcja w Polsce przekroczyła już unijną średnią, to wciąż jest tu pole do wzrostu, bo w Wielkiej Brytanii i Australii przekracza 30 kg. Takich ambicji już dawno wyzbyli się producenci wołowiny. W 2012 r. spożycie wynosiło 1,6 kg, rok później — 1,5 kg, w 2014 r. podskoczyło o 0,1 kg. W tym roku ARR prognozuje taki sam wzrost. Powody nie zmieniają się od lat — wysokie ceny wołowiny i jej przetworów w porównaniu z innymi rodzajami mięsa.

— To znikomy wzrost, którego producenci nie odczuwają. Widzimy jednak zmianę struktury konsumpcji. Wcześniej sprzedawaliśmy przede wszystkim mięso do hurtowni, na duże stanowiska rzeźnickie w marketach i do producentów wyrobów gotowych. Teraz rośnie zapotrzebowanie na produkty konfekcjonowane, przeznaczone bezpośrednio dla klienta końcowego. Polacy wolą kupić dwa zapakowane i zabezpieczone steki niż kawał polędwicy u rzeźnika o podobnej wadze. To ciekawa zmiana jakościowa — mówi Tomasz Kubik, prezes Zakładu Przemysłu Mięsnego Biernacki.

Jego zdaniem, producenci ciągle jeszcze mają sporo pracy „u podstaw”. — Ciągle jesteśmy na etapie uczenia konsumenta sposobów przyrządzania mięsa wołowego. To potrwa kolejne lata, ale edukacja będzie przekładać się na powolny wzrost spożycia — uważa Tomasz Kubik.