W wielu państwach od lat funkcjonują systemy pozwalające pracownikom i pozostałym obywatelom zgłaszać nieprawidłowości w firmach, w ruchu drogowym czy innej przestrzeni publicznej. Wśród prekursorów były Stany Zjednoczone.
– W Stanach Zjednoczonych instytucja sygnalisty jest usankcjonowana prawnie co najmniej od czasów wojny secesyjnej. Podczas wojny łatwo było nieuczciwym dostawcom wcisnąć rządowi kulawego muła, zawilgoconą amunicję czy zepsutą żywność. Jankeskie władze uchwaliły więc ustawę o zapobieganiu takim praktykom znaną jako The False Claims Act. Prawo przewidywało nagrody pieniężne dla skutecznych sygnalistów. Bliżej naszych czasów ustanowiono analogiczne prawa dotyczące np. informowania o nadużyciach w ochronie zdrowia, a po 2007 r. w finansach i obrocie papierami wartościowymi, gdzie sygnaliści nadal mogą liczyć na wynagrodzenie pieniężne i szczególną ochronę przed szukającym zemsty pracodawcą – opowiada Piotr Siemion, partner w amerykańskiej kancelarii prawnej RimonLaw.

Informacje sygnalistów rzadko się potwierdzają
W Polsce system sygnalistów dopiero raczkuje. Rząd wprowadził przepisy pozwalające na ich ochronę w przedsiębiorstwach. Dzięki temu miały działać uczciwej, ale na razie często się zdarza, że system zgłoszeń jest wykorzystywany przez pracowników i konkurencję do nieuczciwego pomawiania innych. Pełne ręce roboty mają audytorzy, do których zgłasza się coraz więcej przedsiębiorców, zlecając analizę i weryfikowanie zgłoszeń sygnalistów.
– Przed wprowadzeniem przepisów wiele korporacji miało systemy, za pośrednictwem których pracownicy mogli zgłaszać nieprawidłowości, ale w praktyce niewielu o nich wiedziało. Po wprowadzeniu przepisów przez rząd, pracownicy dowiedzieli się o tych kanałach informacyjnych i zaczęli z nich korzystać. Niestety często niezgodnie z przeznaczeniem – mówi Bartosz Pastuszka, partner zarządzający w firmie NaviRisk.
Dotychczas na 10 zgłoszeń sygnalistów potwierdzały się trzy.
– Teraz to sukces, jeśli na 15 zgłoszeń potwierdzi się jedno. Znacznie zwiększyła się także liczba zgłoszeń, które do nas trafiają. Kiedyś było ich średnio 15 miesięcznie, obecnie mamy do zweryfikowania nawet 150 – szacuje Bartosz Pastuszka.
Pracownik odsunięty od pracy na czas audytu
Najczęściej zgłoszenia są w firmach produkcyjnych i logistycznych. Sygnaliści informują, że ich koledzy pili piwo w pracy, kradli palety, drut czy inne wyroby.
– Zdarza się, że zgłoszenia sygnalistów zakłócają pracę firm. Do czasu wyjaśnienia sprawy trzeba bowiem odsunąć pracownika od wykonywanych czynności, co powoduje zatory i utrudnia płynne funkcjonowanie przedsiębiorstwa – dodaje szef NaviRisk.
Przepisy wykorzystują też konkurenci.
– Jeśli chcą czasowo odsunąć od wykonywania działań kogoś z zarządu albo innych kluczowych pracowników, wysyłają anonim. Do czasu wyjaśnienia sprawy taki menedżer zazwyczaj nie może podejmować żadnych decyzji, co utrudnia pracę firmy i daje przewagę konkurencji – mówi Bartosz Pastuszka.
Eksperci i przedsiębiorcy mają jednak nadzieję, że z czasem nieuczciwym sygnalistom znudzi się pomawianie i system faktycznie zacznie służyć do informowania o nieprawidłowościach.