Szczyt pesymizmu konsumentów mija

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2023-01-19 20:00

Rośnie odsetek osób, które oczekują obniżenia inflacji lub są gotowe ponosić większe i poważniejsze wydatki.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W ostatnich tygodniach coraz więcej danych wskazuje, że gospodarki polska i europejska mogą w ogóle nie doświadczyć recesji, a co najmniej uniknąć głębokiej. To samo wynika z badań nastrojów konsumentów. Są pesymistycznie nastawieni, ale skrajny pesymizm przeszedł w umiarkowany. Spada na przykład odsetek osób, które uważają, że sytuacja kraju będzie dużo gorsza niż obecnie. Rośnie odsetek tych, które oczekują obniżenia inflacji. Kierunek, w którym zmierzamy, jest niejasny, ale istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że największą falę strachu mamy na razie za sobą.

W styczniu bieżący wskaźnik nastrojów konsumentów wzrósł do -38,1 pkt wobec -41,9 pkt w grudniu. Wskaźnik podsumowuje na podstawie różnych pytań, jak konsumenci oceniają sytuację finansową swoją i kraju. Jego poziom bezwzględny nie jest bardzo istotny, natomiast ważne są poziomy względne (w porównaniu do danych z przeszłości) oraz zmiany. Nastroje wyraźnie odbiły od dna, które obserwowaliśmy w październiku zeszłego roku.

Kilka trendów w badaniu zasługuje na uwagę.

W styczniu 29 proc. badanych uważało, że sytuacja gospodarcza kraju będzie w nadchodzącym roku dużo gorsza, a 38 proc. – że trochę gorsza. Większość widzi więc osłabienie gospodarki, jest to zrozumiałe. Jeszcze w październiku duże pogorszenie widziało jednak aż 41 proc., a umiarkowane 37 proc. badanych. Mamy zatem ewidentne przejście od dużego do umiarkowanego pesymizmu.

Przemijanie największego strachu może być związane z odczuwalnym ograniczeniem tempa podwyżek cen. W styczniu 23 proc. badanych uważało, że w najbliższym roku będą rosły wolniej. W październiku takich predykcji było tylko 15 proc. Obawy przed inflacją są wciąż dominującym powodem pesymizmu finansowego, ale część z nich zdaje się topnieć. Wynika to zapewne ze spadku cen ogrzewania (tanieje węgiel i inne towary opałowe) czy niższych cen paliw. Może być to też sugestia, że efekt stycznia nie był w tym roku drastyczny. Efekt stycznia oznacza, że na początku roku firmy z większą chęcią podnoszą ceny, ponieważ mogą to łatwiej wytłumaczyć klientom.

Dość wyraźnie spadł odsetek osób, które oczekują wyraźnego wzrostu bezrobocia. W styczniu takich respondentów było 16 proc. wobec 20 proc. w grudniu. To wraz z mniejszym strachem przed inflacją sprawiło, że poprawiły się deklaracje dotyczące ważnych zakupów. Odsetek osób, które deklarują niechęć do wydatków na elektronikę, meble i inny sprzęt jest wysoki na tle historycznym, ale wyraźnie niższy niż w październiku.

Te wszystkie informacje mogą być pewnym pocieszeniem dla firm sprzedających meble oraz inny sprzęt trwałego użytku, z których część przeżywa obecnie głębokie załamanie wolumenów sprzedaży. Nastroje mają duży wpływ na popyt na tego rodzaju towary. Na przykład odsetek konsumentów, którzy wskazują, że poniosą w najbliższym roku wydatki na remont i podniesienie standardu mieszkania/domu, wzrósł w ciągu kwartału (to jest badanie kwartalne) z 11,2 do 11,8 proc. Ruch jest mały, ale przynajmniej doszło do odwrócenia negatywnego trendu.

Wszystko składa się na obraz gospodarki, która wygląda jak czarny tunel z coraz lepiej widocznym światełkiem na końcu.