Szef Plast-Boksu wywołany do tablicy

Magdalena Graniszewska
05-10-2010, 13:14

Czas na weryfikację działań prezesa — mówi Krzysztof Moska, akcjonariusz Plast-Boksu. Mam strategię — ripostuje prezes.

Wygląda na to, że prezesowi Plast-Boksu skończył się okres ochronny. Jarosław Koźlik już pół roku piastuje stanowisko szefa tego słupskiego producenta wiaderek.

 — Przyszedł moment weryfikacji. Po pół roku pracy nie wystarczy już mówienie o planach. Trzeba też działać — mówi Krzysztof Moska, inwestor giełdowy, który kontroluje 12 proc. akcji Plast-Boksu.

Z jego słów bije niezadowolenie. Nawet się z nim nie kryje.

— Z wyników spółki za okres styczeń-czerwiec jestem niezadowolony, ale wcześniej tego nie wyrażałem. Przecież prezes pracował wtedy zaledwie jeden pełny kwartał. Czekam więc na wyniki po III kwartale. Na razie mogę jedynie zasygnalizować, że w mojej opinii w spółce niewiele się dzieje, a przynajmniej rynek niewiele o tym wie — argumentuje Krzysztof Moska.

To nie koniec. Moska jest też rozczarowany tym, że ukraińska spółka Plast-Boksu nie nadąża z realizacją zamówień.

— Od kontrahentów doszły mnie słuchy, że dwa miesiące temu ukraiński zakład nie był w stanie realizować kontraktów, bo nie starczało mu już mocy. Miałem nadzieję, że rozwiąże to np. dodatkowymi dostawami z Polski, ale tak się nie stało — twierdzi Krzysztof Moska.

Podkreśla, że jeśli wyniki po trzech kwartałach okażą się kiepskie, to zwoła walne zgromadzenie. Zgodnie ze statutem zarząd Plast-Boksu powołują i odwołują właśnie akcjonariusze.

Tymczasem zakończony właśnie trzeci kwartał wcale nie wygląda różowo.

— Sprzedaż wzrosła w porównaniu z zeszłym rokiem, ale ceny surowców poszły w górę, co przełożyło się na spadek rentowności — wyjaśnia Jarosław Koźlik.

Jednocześnie energicznie odpiera zarzuty Krzysztofa Moski.

— W spółce niewiele się dzieje? Przecież prowadzimy inwestycje w Polsce i na Ukrainie [to dwa cele niedawnej emisji akcji — przyp. red.], zajmujemy się bieżącą działalnością, ponadto zamierzamy ogłosić strategię. A jeśli chodzi o dostawy z Polski na Ukrainę, to są problematyczne ze względu na cło — argumentuje Jarosław Koźlik.

Strategia zostanie zaprezentowana w połowie listopada. Obliczona jest na trzy lata i zakłada koncentrację na obecnej działalności.

— Będziemy kontynuować rozwój na trzech "nogach", czyli oparty na produkcji plastikowych wiader, skrzynek oraz produkcji dla Curvera [międzynarodowa grupa specjalizująca się w przetwórstwie tworzyw sztucznych — red.]. Dla tego kontrahenta pracować będzie przede wszystkim ukraiński zakład Plast-Boksu — zapowiada Jarosław Koźlik.

Czyli nic nowego. Nowe będą jednak inwestycje.

— Zaproponujemy program inwestycyjny, którego wartości na razie nie mogę ujawnić. Potrzebujemy pieniędzy na powiększenie mocy produkcyjnych zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie — uważa Jarosław Koźlik.

Czy strategia spodoba się Krzysztofowi Mosce? Trudno powiedzieć. Nie jest on jednak jedynym akcjonariuszem Plast-Boksu. 9 proc. ma też Grzegorz Pawlak, wiceprezes kierujący biznesem ukraińskim.

— Tak krawiec kraje, jak mu materii staje — odpowiada na pytania o ocenę działań prezesa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Szef Plast-Boksu wywołany do tablicy