Szef URE uważa, że za obecną sytuację na rynku energii odpowiedzialne są nieprzewidywalne decyzje rządu Prawa i Sprawiedliwości, których celem była ochrona państwowych firm energetycznych. Bando powiedział Reutersowi, że niedawne zamrożenie cen energii przypomniało epokę komunizmu. Agencja przypomina, że w grudniu rząd zablokował wzrost cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych, a także próbował zahamować ich wzrost dla największych konsumentów komercyjnych. Źródła agencji twierdzą, że spowodowało to chaos na rynku, bo nie wiadomo po jakiej cenie sprzedawać energię.

- Określiłby obecną sytuację jako wielki znak zapytania. Nie widzę żadnych rozwiązań – powiedział Bando Reutersowi.
Szef URE wskazuje, że chęć ochrony państwowych firm energetycznych była jednym z powodów skoku cen hurtowych energii w ubiegłym roku, który z kolei skłonił ministra energii do zamrożenia cen przed wyborami w 2019 roku.
Bando nie wierzy, że Polska zdoła osiągnąć unijny cel 15 proc. energii ze źródeł odnawialnych do 2020 roku.
- Nie chciałbym, aby inwestorzy porzucili nasz rynek. Ale rozum mi podpowiada, że w takich warunkach może tu pozostać tylko kapitał spekulacyjny, mający nadzieję na wyższe zyski, kiedy fundamentalny będzie powoli zmieniał swoją lokalizację na bardziej stabilne, spokojniejsze miejsca. To jest bardzo złe – powiedział.
Maciej Bando został szefem URE w 2014 roku. Jego kadencja kończy się w czerwcu. Już w ubiegłym roku Bando sygnalizował możliwość nieprawidłowości na polskim rynku energii. Pod koniec grudnia mówił, że "to, co się obecnie dzieje z cenami energii, to przekroczenie zasad etycznego obrotu, zasad etycznego handlu".