Polskie elity rządzące są zdalnie sterowane. Dosłownie. Z USA i Rosji.
ok 1978. Szósty dzień mistrzostw szachowych w Baguio City na Filipinach. Anatolij Karpow wygrał pięć partii z rzędu z Wiktorem Korcznojem — „zdrajcą”, który uciekł do USA. W ogólnym podnieceniu nikt nie zwrócił uwagi na nowy element scenografii. Ogromny plastikowy ekran izolował Korcznoja od lewej strony widowni.
Dwa lata wcześniej w Kraju Rad kilka radzieckich stacji radiowych zaskoczyło słuchaczy głośnym i nieustającym postukiwaniem. „Dzięcioły” — tak nazywano nowe nadajniki — pracowały na częstotliwościach fal krótkich, zakłócając niekiedy działanie nawet linii telefonicznych. Eksperymenty — pod kierownictwem doktora Władimira Zuchara — miały sprawdzić, czy sztucznie nadawane sygnały potrafią w ludzkich mózgach utworzyć tunele, przez które odpowiednio wyszkoleni manipulatorzy mogliby wprowadzić swoje myśli. Udało się?
Po piątej przegranej Korcznoj dostrzegł wśród widzów Zuchara. Zrozumiał, dlaczego czasem wykonuje posunięcia niezależnie od własnej woli. Do szóstej partii zasiadł więc na krześle okablowanym siatką Faradaya (tłumi fale elektromagnetyczne) i kazał zasłonić się od strony doktora syntetycznym ekranem. I zaczął wygrywać. Rosjanie wnieśli oficjalny protest, uznając zachowanie Korcznoja za wysoce niepoważne. Ten z kolei ogłosił, że doktor Zuchar jest parapsychicznym sabotażystą i działa z nakazu rządu ZSRR. Po długich sporach zabezpieczenia usunięto. Mecz wygrał Karpow. Kilka miesięcy potem siły zbrojne USA wyłożyły ogromne sumy na badanie możliwości ataku jednego mózgu na drugi. Podczas następnej konfrontacji szachowej (tym razem między Bobbym Fischerem a Borysem Spasskim) Rosjanie domagali się powtórzenia meczu, sugerując, że Amerykanie zakłócali procesy myślowe rosyjskiego mistrza.
Antybohaterowie
Po rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych przez Antoniego Macierewicza kilku wysokim rangą oficerom tej formacji wywiadowczej rozwiązały się języki. „W trosce o dobro ojczyzny” zdecydowali się na ujawnienie szokujących faktów o konfrontacji obcych wywiadów w Polsce. Z ich relacji wynika, że amerykańska CIA i rosyjski GRU przeniosły na nasze tereny działania w ramach konfrontacji elektromagnetycznych — od lat testują produkowaną na potrzeby armii personalną broń psychotroniczną najnowszej generacji. Tak zwane afera Rywina i taśmy prawdy posłanki Renaty Beger to wynik działań amerykańskich służb. Rosyjską ripostą było upublicznienie wyznań Adama Michnika przed Aleksandrem Gudzowatym, ostatnie ujawnienie prywatnych wynurzeń Józefa Oleksego przed wspomnianym biznesmenem i zapowiedź podobnych w wykonaniu Marka Ungiera.
W podrzędnej, obskurnej knajpie na warszawskim Grochowie kulisy i tło historyczne tych działań odsłoniło „PB” dwóch sędziwych agentów „ze wsi”. Dwa mocno sfatygowane wojskowe laptopy plus paczka tanich papierosów i mocne herbaty.
— Potajemnie kogoś nagrać i wykorzystać? Takie numery się robiło w PRL-u. Dzisiaj manipulacja polega na zapisie dokładnie takich zachowań, jakich się oczekuje od delikwenta. Wszystko dzieje się poza świadomością głównych bohaterów zajścia. To marionetki. Zapewniam, że ani Lew Rywin nie kontrolował się na spotkaniu z Adamem Michnikiem, ani Michnik nie miał zielonego pojęcia, co usłyszy. Po prostu nagrywał, bo bardzo tego chciał. Ale czy na pewno on chciał? — zaciąga się klubowym jeden ze zbuntowanych majorów WSI.
A drugi, popijając herbatkę „z prądem”, naprowadza na trop:
— Proszę zwrócić uwagę, że każda z ofiar polskich afer „taśmowych” twierdzi, że nagrania zmontowano, że wiele zdań nigdy nie padło. Otóż gwarantuję wszystkim zainteresowanym, że zapisy są autentyczne. Inna sprawa to motywy zachowań tych wszystkich antybohaterów.
Obaj twierdzą, że mieli kontakt z agentami obcych służb specjalnych i na własne oczy widzieli zarówno amerykańskie, jak i rosyjskie emitery psychotroniczne.
Publiczny narkotyk
Rok 1985. Informacyjna stacja telewizyjna CNN w paśmie „Special Assignments” wyemitowała program, który na długi czas zelektryzował amerykańską opinię publiczną (oryginalny, pełny zapis audycji dostępny jest w Mind Control Forum). Gospodarzem był Chuck DeCaro, reporter z Waszyngtonu. DeCaro zgromadził w studiu najtęższe umysły w USA z różnych dziedzin nauki. Dyskusja dotyczyła badań nad elektroniczną kontrolą umysłu. W trakcie programu DeCaro ujawnił, że w Związku Radzieckim od ponad 30 lat używa się urządzenia radiowej częstotliwości o nazwie Lida do manipulowania nastrojów umysłowo chorych. Emituje ono pulsy częstotliwości radiowej, światło, dźwięk i ciepło. Dr Ross Adey z Veterans Administration Hospital pozwolił sobie zauważyć, że Lida jest maszyną uważaną przez Rosjan za technologicznie przestarzałą. Inny naukowiec — chcący zachować anonimowość, pracujący dla rządu amerykańskiego — wyraził przekonanie, że testy na Lidzie dowodzą, iż ludzie są podatni na zmiany nastroju i świadomości z odległości. W jego imieniu wypowiedział się przed kamerą aktor:
— Pewne rodzaje słabych sygnałów elektromagnetycznych działają jak narkotyki. Można znaleźć relację przyczyny i efektu pomiędzy polem magnetycznym i funkcją biologiczną.
W kulminacyjnej części programu Chuck DeCaro poinformował, że stacja CNN poprosiła znanego fizyka, Dr Elizabeth Rausher, i inżyniera elektryka, Billa VanBise’a, o pomoc w zbudowaniu i przetestowaniu interferującej z umysłem maszyny częstotliwości radiowej na bazie danych znalezionych w sowieckiej literaturze naukowej. Obiektem eksperymentu był sam DeCaro. Na wizji zawiązano mu oczy i zatkano uszy. Magnetyczną sondę umieszczono około 18 cali od głowy. Dwa generatory sygnałów wytwarzały fale, transmitowane przez sondę magnetyczną z siłą równą około jednej tysięcznej siły ziemskiego pola magnetycznego. Dziennikarz, mimo zawiązanych oczu i zatkanych uszu, dostrzegał przesuwające się przed nim i zmieniające się kształty geometryczne.
Po zakończeniu doświadczenia DeCaro zapytał VanBise’a, do czego zdolna byłaby broń używająca takiej technologii?
— Może wytworzyć coś, co byłoby uznane za ludzkie halucynacje: pokierować ludzi do robienia rzeczy przeciwnych ich tak zwanemu lepszemu rozeznaniu — odpowiedział inżynier.
— Jak łatwo byłoby złożyć taką broń? — zadał kolejne pytanie amerykański reporter.
VanBise odpowiedział krótko i treściwie:
— Maszyna była niedroga i łatwa do skonstruowania przy użyciu części zakupionych w normalnym sklepie elektronicznym. W trzy tygodnie byłbym w stanie złożyć broń, która mogłaby „zająć się” całym miastem.
Szeptane myśli
Czy opowieści naszych informatorów z WSI o psychotronicznej broni to łabędzi śpiew świeżo zlikwidowanych służb, czyli ostatnia próba zmanipulowania polskiej opinii publicznej?
Istnienie takiego sprzętu potwierdza profesor Jan Pająk, światowej sławy prekursor idei totalizmu naukowego. Obecnie zamieszkały w Nowej Zelandii. Od lat bada dziedziny życia przez wielu z reguły uznawane za science fiction. Jednym z pól jego zainteresowań jest telepatia techniczna. Oto, co profesor Pająk ma do powiedzenia:
— Moje dotychczasowe badania ujawniły, że fale telepatyczne można wytwarzać technicznie i wykorzystywać w niezliczonej liczbie praktycznych zastosowań. Aby uformować techniczną wersję fali telepatycznej, wystarczy przyspieszyć lub opóźnić pole magnetyczne. Wibrujące pole wzbudza fale telepatyczne. Na nie można nakładać dowolne informacje.
Jan Pająk nie ma wątpliwości, że indukowanie fal telepatycznych pozwala na budowę urządzeń do łączności telepatycznej. Zalicza do nich teleskopy telepatyczne, które pozwalają na odbieranie myśli, obrazów oraz uczuć bezpośrednio z umysłów ludzi odległych o dowolne dystanse (np. znajdujących się w podziemiach czy w innych systemach gwiezdnych albo planetarnych).
W jego opinii zasady działania teleskopów stanowią dokładną odwrotność zasady działania rzutników telepatycznych (podobnie jak teleskopy optyczne są dokładną odwrotnością rzutników optycznych). Działanie teleskopów telepatycznych można sobie łatwo wyobrazić — uważa profesor — poprzez odwrócenie zasady działania rzutników telepatycznych. Rzutniki pozwalają na rzucanie myśli, obrazów oraz uczuć bezpośrednio do umysłów odbiorców odległych o dowolne dystanse.
— Rzutniki umożliwiają indukowanie wizji w wybranych osobnikach z innych cywilizacji, doradzanie naszym sprzymierzeńcom żyjącym w owych cywilizacjach. Umożliwiają też wydawanie telepatycznych nakazów, poleceń, podszeptów itp. Przykładowo ktoś może za ich pomocą nakłaniać kogoś na odległość do dokonania jakiegoś kolaboranckiego czynu, podsuwać mu wprost do umysłu zgubne myśli lub błędne idee — nie ma wątpliwości prof. Jan Pająk.
Ciosy SRU
W Polsce pierwsi zaatakowali Amerykanie. Lwa Rywina zaprogramowano za pomocą psychoguna o nazwie SIF (skrót od Self Intruder Firebird) — rodzaj teleskopu i rzutnika telepatycznego w jednym. Najpierw zeskanowano jego umysł, a następnie zaimplementowano scenariusz całej rozmowy z Adamem Michnikiem. Naczelnemu „Wyborczej” wszczepiono jedynie nieodpartą chęć nagrania spotkania. Resztę wydarzeń wszyscy znają. Cel: rozbicie niezwykle silnej rosyjskiej siatki kontaktów handlowych w Europie Środkowej. Riposta GRU była niewspółmiernie mocniejsza, a jej zakresu i skutków do dziś nie można jeszcze oszacować. Przynętą uczyniono Aleksandra Gudzowatego. Rosjanie potraktowali go strumieniem wygenerowanym przez emiter SRU (skrót od Silinij Russkij Uniwiermag). Co ciekawe, źródło emisji znajdowało się na pograniczu Ukrainy i Białorusi. Ale jeszcze ciekawsze, że doszło do tego tuż po publicznym wystąpieniu Borysa Tarnikowa, generała-majora Federalnej Służby Ochrony Rosji. Ogłosił on w prasie rosyjskiej sensacyjne informacje o astralnych bitwach, które przeprowadzali rosyjscy naukowcy z potencjalnym przeciwnikiem, i potężnej broni psychotronicznej, pozwalającej nie tylko oddziaływać na psychikę ludzi, ale też czytać w ich myślach. Polskiego biznesmena zaprogramowano na cykl spotkań z czołowymi przedstawicielami świata polityki w Polsce, ściśle powiązanym z amerykańskim planem ekspansji na Wschód w ramach NATO. Wśród nich mieli się znaleźć m.in.: Adam Michnik, Józef Oleksy, Marek Ungier i Aleksander Kwaśniewski. Wszystkich oczywiście poddano — zbawiennemu w skutkach — umysłowemu czyszczeniu za pomocą SRU. CIA jeszcze próbowała się odgryźć kompromitacją polityków PiS, produkując tzw. taśmy prawdy Renaty Beger.
— Ale po ciosie w postaci nagrań Oleksego i zapowiedzi publikacji kolejnych — już wytworzonych — zapisów długo się nie pozbierają — uśmiecha się pod nosem major.
Czytaj też w numerze z 2 kwietnia.
