Szorstka przyjaźń przyszłych koalicjantów

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2005-08-19 00:00

Szorstka przyjaźń, jaka cechowała dwa główne ośrodki decyzyjne w naszym kraju, czyli mały pałac z Leszkiem Millerem jako premierem i duży pałac z jego głównym lokatorem Aleksandrem Kwaśniewskim, po najbliższych wyborach parlamentarnych może okazać się dla potencjalnych głównych koalicjantów, PiS i PO, niedościgłym wzorem. Obu panów łączyło prawie wszystko — dzieliły ambicje, obydwa liderujące w sondażach ugrupowania dzieli prawie wszystko — łączą ambicje.

PO i PiS zgodnie chcą uproszczenia systemu podatkowego. Tylko że na tym zgoda się kończy, bo ich propozycje różnią się zasadniczo, a „uproszczenie” a` la PiS jest raczej kolejną komplikacją. PiS proponuje zostawić kwotę wolną od podatku, czyli 2700 złotych, od których w ciągu roku nie płacimy podatku, zostawić wspólne rozliczenie dla małżonków, wprowadzić ulgi na dzieci dla rodzin, w których dochód brutto na jednego członka rodziny nie przekracza 500 zł, w wysokości 50-400 zł na dziecko, w zależności od liczby dzieci, oraz wprowadzić dwie stawki podatkowe: 18 i 32 proc. Wyższa stawka podatkowa objęłaby osoby zarabiające rocznie ponad 100 tys. złotych brutto.

PO proponuje zniesienie kwoty wolnej od podatku (2700 zł obecnie), likwidację wszelkich ulg podatkowych oraz wprowadzenie podatku liniowego ze stawką 15 proc.

Podobne różnice występują w podejściu do podatku VAT. PO proponuje liniową stawkę podatku VAT na poziomie 15 proc. na wszystkie produkty, PiS zaś — zostawienie dotychczasowych stawek tego podatku, ze stawką podstawową 22 proc. i stawkami preferencyjnymi 0 i 7 proc. na niektóre produkty, m.in. na leki i żywność.

Liderzy starannie unikali konfrontowania swoich poglądów w sprawach podatkowych. Dyskusja rozpoczęła się od happeningów, w których to najpierw młodzi działacze PO wręczyli kalkulator posłom PiS, na co młodzi członkowie PiS zanieśli kalkulatory i wyliczenia na nich poczynione działaczom PO. Rzecz działa się w Krakowie, młodzież dobrze się bawiła (przypominało to scenę z wręczaniem mieczy przez posłańców Ulricha von Jungingena królowi Jagielle przed bitwą pod Grunwaldem), ale problem pozostał.

Im bliżej wyborów, tym wypowiedzi nabierają wyrazistości. Kandydat na premiera, Jan Rokita, mówi: 3 x 15 i basta, i koalicjant musi to zaakceptować. Kandydat na prezydenta, Lech Kaczyński, w telewizyjnym spocie internetowym udowadnia na kalkulatorze podatkowym, że „propozycja podatkowa PiS w niczym nie ustępuje propozycji PO, a nawet ją przewyższa”. Ewidentnie z tego widać, że obydwa ugrupowania w nieco innych regionach poszukują głosów wyborczych, propozycje kierują są do innych elektoratów, ale...

Nie będzie po wyborach dwóch systemów podatkowych: jednego dla wyborców PiS, drugiego dla elektoratu PO. Te propozycje muszą zostać jakoś połączone. A ponieważ są tak różne jak ogień i woda, warto pamiętać, co wynika z ich połączenia: dużo dymu. I tego, z pewnością, możemy oczekiwać.