Im bliżej szczytu Unii Europejskiej z Rosją w Helsinkach (w którym naszą Wspólnotę reprezentuje tylko kilkuosobowe grono kierownicze — przewodniczący Komisji Europejskiej, szef dyplomacji, premier Finlandii sprawującej prezydencję), tym bardziej staje się jasne, że polsko-rosyjski spór o embargo na dostawy naszego mięsa i produktów roślinnych jest tylko elementem całościowej rozgrywki.
Ruchy podejmowane w ostatnich dniach przez stronę rosyjską potwierdzają, że dla Kremla — czyli personalnie dla prezydenta Władimira Putina — wciąż niezwykle trudna do przyjęcia jest okoliczność, że w Unii Europejskiej w kluczowych kwestiach jednakowo mocnym głosem dysponuje każde państwo członkowskie, od potężnych Niemiec aż po maleńką Maltę, a gdzieś między nimi także krnąbrna Polska. I to jest generalny problem stosunków unijno-rosyjskich, albowiem Putin po partnersku traktuje zaledwie kilku potentatów, których w lipcu gościł na szczycie G-8 w Sankt Petersburgu.
Na konferencji prasowej podczas niedawnego szczytu energetycznego w Lahti miałem okazję przyjrzeć się z dość bliska reakcjom Władimira Putina na niektóre kwestie podnoszone przez polityków unijnych oraz jeszcze trudniejsze dziennikarskie pytania. I tam nagle mnie olśniło, że trudności prezydenta Rosji w zrozumieniu istoty Unii Europejskiej leżą być może w sferze… językowej. Putin wielokrotnie powtarzał „Jewropejskij Sojuz”, jako że po rosyjsku po prostu nie istnieje rozróżnienie między „związkiem” a „unią” — które dla nas ma znaczenie wręcz kolosalne. Może gdyby w Rosji dokonana została językowa korekta i prezydent zaczął mówić „Jewropejskaja Unia” — łatwiej przełknąłby gorzką dla niego prawdę, że Polskę też musi traktować podmiotowo.
Konsekwentne przedstawianie przez stronę rosyjską Polski jako najbardziej niesfornego ucznia w unijnej klasie jest elementem dyplomatycznej taktyki i zasłoną dymną. Przecież sporem naprawdę ważnym dla przyszłości stosunków całej UE z Rosją jest nie polskie mięso, lecz na przykład konsekwentna niezgoda Kremla na ratyfikację Karty Energetycznej, bijąca najbardziej nie w Polskę i inne państwa naszego regionu, lecz w biznesowe interesy koncernów z unijnego matecznika. Putin podtrzymał swoje nieustępliwe stanowisko na szczycie w Lahti, podtrzyma też w piątek w Helsinkach. A czuje się politycznie umocniony, jako że kilka dni temu osiągnął ogromny sukces i uzyskał wreszcie zgodę USA na przystąpienie Rosji do Światowej Organizacji Handlu.
Z większym lub mniejszym trudem nowa partnerska umowa Unii Europejskiej z Rosją zostanie na pewno jakoś wynegocjowana i podpisana. Ale to po stronie rosyjskiej leży znacznie większa odpowiedzialność za to, by partnerstwo — w tym również rosyjsko-polskie — nie okazało się tylko propagandowym chwytem, zastępowanym w „realu” mocarstwowymi stosunkami z poprzedniej epoki.