Kończący się sezon szparagowy przyniósł około 6 tys. ton towaru zebranego z 2 tys. hektarów — podaje Polski Związek Producentów Szparaga (PZPS). Marian Jakobsze, prezes PZPS, zastrzega, że na razie to tylko szacunki, ale branża urosła już na tyle, że chce się w końcu oficjalnie podliczyć.

Za mali na statystyki
— Szacujemy, że w skali roku spożycie wręcz się podwoiło, wynosi jednak zaledwie około 10 gramów na mieszkańca rocznie, więc nie łapie się do żadnychoficjalnych zestawień dotyczących konsumpcji — twierdzi Marian Jakobsze. To jeden z nielicznych segmentów branży spożywczej, który nie mierzy się ani ze stagnacją konsumpcji, ani z niskimi cenami. W tym roku stawki na rynku szparagów były prawdopodobnie rekordowe — sięgały nawet 20 zł za kilogram.
— To efekt tego, że popyt rośnie szybciej niż podaż. W kończącym się sezonie towar schodził na pniu, a chwilami wręcz ustawiały się kolejki. W zasadzie mogę całkowicie zrezygnować z eksportu — mówi szef PZPS.
— Mocno rosnącą popularność szparagów widać na półkach marketów. Są dostępne praktycznie wszędzie. Popyt wzrósł jednak mocniej niż dostępność. Musimy wspierać się dostawcami spoza grupy, choć ten rok był dla nas pod względemzbiorów rekordowy — przyznaje Andrzej Mierzejewski z firmy Cool Fruit, powołanej przez producentów warzyw i owoców.
Konkurencja mile widziana
Pierwsze zbiory sprzedawać można po trzech latach od nasadzeń. Długi czas oczekiwania na plony może zniechęcać rolników. — Ponadto na nasadzenia szparagów nie przysługują dopłaty, a uruchomienie hektara to jednorazowy wydatek około 50 tys. zł. Dla przeciętnego rolnika to bardzo duża inwestycja i zbyt długi czas oczekiwania na pierwszy zysk — twierdzi Marian Jakobsze.
Jego zdaniem, te czynniki przeważają nad atrakcyjnymi dla producentów cenami. — Zainteresowanie uprawą rośnie i powstają kolejne 2-3-hektarowe szparagarnie, ale to za mało. Są tu inwestorzy z Holandii, Niemiec i Wielkiej Brytanii, którzy pozakładali duże 100-hektarowe plantacje, ale skupiają się na eksporcie. Tymczasem rynek krajowy obsługują mniejsi i średni plantatorzy, którzy nie mają zasobów finansowych, żeby szybko uruchomić kolejne dziesiątki hektarów i nadążyć za popytem — tłumaczy prezes PZPS.
Modne atuty
Branża przygotowała nawet instruktaż zakładania i prowadzenia plantacji. Dlaczego zależy jej na pojawieniu się kolejnych producentów?— Potencjalny spadek cen związany ze wzrostem podaży na tym etapie nam nie przeszkadza. W naszym interesie jest przede wszystkim nauczenie Polaków jedzenia większej ilości szparagów, a nie jesteśmy w stanie tego dokonać, oferując zbyt mało towaru, który ma wysoką cenę. Szparagi mają szansę trwale i w sporej ilości wejść do naszego jadłospisu — mają mało kalorii i wiele walorów prozdrowotnych — mówi Marian Jakobsze. Zastrzega jednak, że z samych szparagów rolnik nie wyżyje.
— To zarabianie przez dwa miesiące. Trzeba mieć inne źródła dochodów przez resztę roku — dodaje szef PZPS. Szparagowy apetyt Polaków, choć na razie skromny, już zdołał przejść transformację. Z białych przestawiamy się na zielone. —
Białe szparagi dominują w Niemczech i początkowo Polacy też najczęściej po nie sięgali. Teraz zamieniają je na zielone, które są łatwiejsze w przygotowaniu. Zielone dominują też m.in. w Wielkiej Brytanii — wyjaśnia Andrzej Mierzejewski.