Sztampa rozpanoszyła się we wnętrzach

Dorota Kaczyńska
opublikowano: 2005-03-08 00:00

Na polskim rynku nie brakuje klientów zainteresowanych projektowaniem wnętrz mieszkalnych. Boją się jednak zbyt nowatorskich pomysłów.

Jedną z większych bolączek architektów zajmujących się projektowaniem wnętrz jest szara strefa. Pseudoarchitekci, bez odpowiednich kwalifikacji i doświadczenia w dużym stopniu psują rynek, gdyż oferują niedopracowane projekty o wadliwych rozwiązaniach. Jednocześnie kuszą niskimi stawkami. A polski klient raczej nie szuka ekskluzywnych ofert, starając się ograniczać koszty związane z tego typu usługami.

— Nasz rynek usług projektowania wnętrz charakteryzuje się ostrą konkurencją na granicy dumpingu — twierdzi Piotr Szeliński, z firmy ABI Szeliński — Architekci.

Wysoki cennik

Niewiele pola do popisu pozostawiają wnętrzarzom właściciele czy najemcy nieruchomości komercyjnych, którzy zdają się na pomysły architektów projektujących cały budynek. Indywidualne projekty wnętrz biurowych należą raczej do rzadkości. Po tego typu oferty sięgają raczej inwestorzy nieruchomości mieszkaniowych. Często traktują oni taką usługę jako lokatę kapitału. Z drugiej jednak strony starają się oszczędzać na tego rodzaju inwestycjach, gdyż koszt zatrudnienia architekta wnętrz, a następnie realizacja projektu według jego planów to sumy od 30 do 70 proc. ceny stanu surowego. Dla wielu osób wydatek 30 tys. zł za sam projekt wyposażenia domu o powierzchni 1 tys. mkw. jest nie do zaakceptowania. Tymczasem nie wszyscy zdają sobie sprawę, że koszt ten pokrywa kilkumiesięczną, wspólną pracę architektów, asystentów, a nawet konstruktorów.

— Rzadko się zdarza, aby inwestor zamówił projekt o takiej wartości, która zapewnia architektowi optymalne warunki pracy i pozwala skupić się wyłącznie na jednym projekcie. W związku z tym architekci wnętrz jednocześnie pracują nad kilkoma zleceniami. Ten system pracy niestety może negatywnie odbić się na jakości poszczególnych przedsięwzięć — opowiada Dariusz Polisiak, współwłaściciel Studia BAU-ART.

Jednocześnie w branży nie brakuje przypadków nieuczciwej konkurencji.

— Renomowani architekci oczywiście z tego powodu nie splajtują, ale szara strefa stanowi blokadę dla młodych, wykształconych ludzi, którzy chcą wejść na rynek — twierdzi Dariusz Polisiak.

Ponadto absolwenci szkół zazwyczaj zaczynają od drobnych zleceń i często świadomie nie sięgają po duże projekty.

— Nie dają się przekonać, że robienie tylko 3-4 dużych projektów w ciągu roku ma sens. A właśnie takie działanie pozwala odpowiednio się zaangażować w pracę i osiągnąć sukces. Ci, co biorą jednocześnie dużo zleceń, często popełniają błędy, a tracą na tym sami klienci — opowiada Dariusz Polisiak.

Lęk przed modernizmem

Dariusz Polisiak twierdzi, że pod względem rozwoju architektury wnętrz Polska to kraj nietypowy w porównaniu z Zachodem, gdyż usługi te są o wiele bardziej dostępne na polskim rynku niż na Zachodzie. U nas bowiem renomowani architekci pracują i dla właścicieli rezydencji, i dla klientów, którzy chcą zaprojektować mieszkania budowane przez TBS.

Jednak mimo popularności tej usługi, Polacy boją się śmiałych eksperymentów, choć nasza krajowa architektura nie pozostaje w tyle za europejskimi trendami.

— Rzadko się zdarza, że klient zamawia ekskluzywny projekt domu jednorodzinnego, w którym projektuje się wnętrze zgodne z modernistycznymi, zachodnimi trendami. Polska architektura pozostaje pod tym względem tradycyjna — mówi Dariusz Polisiak.