Szwajcaria może być żyłą złota

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 26-08-2011, 00:00

Obroty ze Szwajcarią stanowią mniej niż 1 proc.

Mocny frank to szansa dla polskich eksporterów

Obroty ze Szwajcarią stanowią mniej niż 1 proc.

naszej wymiany handlowej.

To wymarzony moment, by przełamać ten impas.

Mocny frank szwajcarski nęka kredytobiorców, jednak dla polskich firm, które eksportują towary do Szwajcarii, to kura znosząca złote jajka.

— Weszliśmy w dobrym momencie na ten rynek. Niedawno zrealizowane zostały pierwsze zamówienia i bardzo skorzystaliśmy na umocnieniu franka — mówi Marek Trzciński, prezes firmy Budvar Centrum z branży meblowej.

Polska wymiana handlowa ze Szwajcarią nie jest imponująca. W I kwartale 2011 r. polskie firmy wysłały tam towary za 313 mln EUR, czyli 0,9 proc. całego polskiego eksportu. Do Czech eksportujemy prawie siedmiokrotnie więcej. Import też jest słaby — w I kwartale sprowadziliśmy ze Szwajcarii towary za 298 mln EUR (0,8 proc.).

— Polskie firmy ciągle bardzo płytko eksplorują szwajcarski rynek. Główną barierą dla wielu przedsiębiorców jest granica, czyli konieczność płacenia ceł, dlatego raczej szukają kontraktów w Unii Europejskiej. Sądzę jednak, że Szwajcaria to tak obiecujący rynek, że warto z cłami się męczyć — mówi Marek Trzciński.

Polscy przedsiębiorcy z branży meblowej właściwie jako jedyni zaznaczyli swoją obecność w Szwajcarii. Eksport mebli w I kwartale 2011 r. wyniósł 26,7 mln EUR, czyli 8,5 proc. całej polskiej sprzedaży do Szwajcarii. Helweci sporo kupują też samochodów produkowanych w polskich fabrykach (wartość eksportu wyniosła 24,9 mln EUR). W statystykach widnieją ponadto wagony kolejowe i tramwajowe, drut miedziany i odzież, ale wartości sprzedaży są dość niewielkie.

— Skoro polscy producenci mebli potrafili znaleźć się w Szwajcarii, to dlaczego firmy z innych branż, np. elektronicznej, miałyby sobie nie poradzić? Wejście do Szwajcarii jest trudniejsze niż na rynki UE, bo wiąże się z cłami i certyfikatami, ale być może gra jest warta świeczki — mówi Małgorzata Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan.

Moment jest wymarzony, by poszukać w alpejskim kraju swojej szansy. Ekonomiści ostrzegają, że zarówno popyt krajowy, jak i koniunktura w strefie euro będą słabły, tymczasem mocny frank (zwłaszcza do złotego) silnie wspiera atrakcyjność polskich eksporterów na szwajcarskim rynku. Firmy mogą zyskiwać wysokie marże albo zwiększać sprzedaż, obniżając ceny. Frank kosztuje obecnie ponad 3,6 zł, czyli jest o 25 proc. droższy niż przed rokiem i o 80 proc. droższy niż trzy lata temu.

— Trzeba się liczyć z tym, że frank nie zawsze będzie tak mocny. W niedalekiej przyszłości może wracać do normy, a wtedy opłacalność kontraktów nie będzie spadać. Warto się pośpieszyć i korzystać z mocnego franka, póki się da — zabezpieczając się przed umocnieniem złotego — radzi Małgorzata Krzysztoszek.

Dodaje, że jeśli planujemy ekspansję w dłuższym horyzoncie, lepiej zapomnieć o kursie franka i szukać innych przewag konkurencyjnych. Albo po prostu rozliczać się z kontrahentami w euro — tak jak robi to Mebelplast, obecny w Szwajcarii od wielu lat.

— Nie prowadzimy rozliczeń we frankach, dlatego ewentualny spadek kursu nie jest dla nas czynnikiem ryzyka — mówi prezes Marek Kołakowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu