t... jak TFI

Adam Rogalski
opublikowano: 2003-12-01 00:00

W przyszłym roku można spodziewać się konkurencji towarzystw funduszy inwestycyjnych o najlepszą ofertę w ramach indywidualnych kont emerytalnych.

Mieli rację ci, którzy patrząc na bardzo niską inflację, spadające stopy procentowe i rosnący eksport nie liczyli na rynek obligacji i ulokowali swe oszczędności w funduszach akcyjnych, zrównoważonych lub stabilnego wzrostu. Wartości jednostek uczestnictwa funduszy akcyjnych inwestujących na GPW wzrosły średnio o 17 proc. (od początku roku do lipca), w funduszach zrównoważonych o ponad 12 proc. i niemal o 6 proc. w funduszach stabilnego wzrostu, by w sierpniu dodać odpowiednio kolejne 16 proc., 9 proc. i niemal 4 proc. We wspomnianym okresie także fundusze inwestujące na zagranicznych giełdach odnotowały spory, bo sięgający 16 proc., wzrost. Dla uczestników funduszy inwestycyjnych nowy rok będzie jednak znacząco różnił się od bieżącego.

Bez zbytniego optymizmu

Bardziej prawdopodobna od spadków wydaje się jakaś forma konsolidacji cen akcji na poziomach o kilka procent niższych od obecnego, gdyż nie ma przesłanek do generalnej wyprzedaży — tegoroczne wzrosty nie miały charakteru spekulacyjnej „bańki mydlanej”, z jaką mieliśmy do czynienia w 2000 r.

Wyniki funduszy akcyjnych w 2004 r. będą gorsze niż w roku 2003 i to niezależnie od tego, który polski czy zagraniczny indeks będzie ich benchmarkiem. Jeżeli jednak ten rok zakończy się korektą, to niewykluczone, że rynki akcji, a więc i fundusze w nie inwestujące, powitają 2005 r. na małym plusie.

Stabilnie — znaczy pewnie

Jak pokazują wyniki ostatnich lat, oba typy funduszy: zrównoważone oraz stabilnego wzrostu, generowały zbliżone stopy zwrotu, zarówno w ujęciu rocznym, jak i w okresach kilkuletnich, wypadając nieco lepiej od funduszy akcyjnych. Owe „nieco” to około 20 zł zarobionych więcej — niż w funduszach akcji — na każde 100 zł zainwestowane siedem lat temu. Trudno jednak oczekiwać, że w przyszłym roku giełdowy trend horyzontalny pozwoli im znacząco pokonać fundusze akcyjne, choć trzeba pamiętać, że ich konstrukcja, zwłaszcza funduszy stabilnego wzrostu z ograniczeniem górnego udziału akcji w portfelu do 40 proc., pozwala z dużym spokojem spoglądać ich uczestnikom na przyszłoroczne wydarzenia rynkowe.

Wyniki funduszy rynku pieniężnego oraz funduszy obligacji są najściślej związane z poziomem stóp procentowych, więc wzrost deficytu budżetowego do 45 mld zł i konieczność pożyczenia przez państwo kolejnych kilku miliardów więcej, w stosunku do roku poprzedniego, dobrze wróży tym funduszom. Już słychać zaniepokojone głosy ekspertów, twierdzących, że taki poziom deficytu będzie trudny do sfinansowania. Jeżeli tak się stanie, ceny papierów skarbowych będą spadać, gwarantując tym samym wyższą rentowność, a Rada Polityki Pieniężnej będzie musiała w drugiej połowie roku podwyższyć stopy procentowe.

W tej sytuacji nie musi też dojść do „typowego” dla krajów wchodzących do UE umocnienia krajowej waluty. Negatywne opinie agencji ratingowych, wywołane choćby niebezpiecznie rosnącym długiem publicznym, mogą zniechęcać inwestorów do kupna złotego, tym bardziej że trudno oczekiwać kolejnych obniżek stóp, przy rozpędzającej się gospodarce w USA czy w zagrożonej inflacją Europie. Czy zatem warto przyjrzeć się uważniej funduszom inwestującym w bezpieczne aktywa dolarowe lub w euro? Na takie rozważania jest raczej za wcześnie, gdyż kurs złotego, nawet jeśli nie wzrośnie, nie powinien też znacząco spadać, gdyż sama obecność Polski we wspólnotach europejskich będzie wystarczającą przeciwwagą dla osłabiających nasz pieniądz spekulacji pod przejściowe problemy budżetowe.

Pochodne z ryzykiem

Niepewność i rozchwianie rynkowych opinii i wycen to woda na młyn funduszy arbitrażowych, wykorzystujących chwilowe widełki cenowe pomiędzy tzw. instrumentem bazowym, np. walutą, a jego pochodną, czyli np. kontraktem futures lub opcją. Niestety, na rynkach finansowych potrzebna jest jeszcze duża płynność, aby transakcja opiewająca na kilkanaście milionów złotych czy euro nie wpływała znacząco na kurs, a na tym polu polski rynek jest bardzo płytki, czyli z niewielką ilością podmiotów mających pieniądze. Wynikające stąd problemy z uzyskaniem zadowalających wyników spowodowały, że już na początku 2005 r. zniknie fundusz tego typu, prowadzony przez TFI Pioneer Pekao. Skoro największy rezygnuje, a chętnych na jego miejsce nie widać, to na przyzwoite i bezpieczne zyski z ryzykownych instrumentów, jakimi są pochodne, przyjdzie nam raczej poczekać dłużej niż rok.

Okiem eksperta

Regularne, choć mniejsze wpłaty

Wprowadzenie ustawy o indywidualnych kontach emerytalnych (IKE) jest szansą dalszego rozwoju dla towarzystw funduszy inwestycyjnych, chociaż wciąż pozostaje niepewność co do ostatecznej formy i terminu wprowadzenia IKE. Polacy nie są jeszcze przyzwyczajeni do oszczędzania, po wprowadzeniu ustawy powinno się to zmienić. Pod tym względem rok 2004 będzie dla nas przełomowy. Do tej pory mieliśmy do czynienia z jedno- razowymi wpłatami, wprowadzenie IKE dałoby mniejsze, ale za to regularne wpłaty do funduszy, co niewątpliwie znacznie ułatwi zarządzanie nimi. Nie sądzę jednak, aby wprowadzenie IKE wywołało nagłą falę tworzenia nowych towarzystw, natomiast pojawi się dość szeroka gama nowych produktów.

Sebastian Buczek

wiceprezes ING TFI