Tak, to jest pudło

Karol Jedliński
opublikowano: 17-04-2007, 00:00

reportaż Kiedyś bracia chcieli ukraść księżyc. Teraz pewien architekt na Śląsku kradnie, ekologicznie, słońce.

Do własnego, niebanalnego domu.

Czołg bez lufy, klęcząca kobieta, kameleon, żaglówka, klocek. Każdy widzi w jego bryle to, co podsuwa mu wyobraźnia. I emocje.

— Panie, dziwota jakaś, pudło, co z nieba spadło — oburza się starszy pan zagadnięty o dom nad Jeziorem Łąckim, nieopodal Pszczyny.

Urzęduje w nim Piotr Kuczia, architekt, właściciel i projektant budynku. Marzenie jego życia staje się coraz bardziej realne. Po 2,5 latach budowa zmierza ku końcowi, ruszyły wreszcie prace wykończeniowe.

— Tak, to jest pudło — przyznaje.

Zaraz dodaje do niego magiczne przymiotniki: energetyczne i ekologiczne z naciskiem na logiczne. Cała okolica o nim mówi, ale Kuczię osobiście mało kto zna, bo od kilkunastu lat mieszka w północnych Niemczech, gdzie pracuje w dziale kreacyjnym dużego biura architektonicznego Agn. Stąd budowa, prowadzona zazwyczaj drogą szczegółowych projektów słanych e-mailem, ciągnęła się niemiłosiernie.

Bez balustradek

Efekt osładza trudy, choć nie do końca.

— Nie wszystko jest idealnie, ale widać, że setki rysunków nie poszły na marne — zastrzega Piotr Kuczia, przyglądając się wciąż za mało perfekcyjnej elewacji.

Niebo — piękne, południowa lampa, tyle że mocno wieje, choć to już kwiecień. Termometr na zewnątrz pokazuje nie więcej niż trzy stopnie. W domu, wśród rozjaśnionych słońcem ścian, jest 19 stopni. W kotle woda cieplutka — 60 stopni. Ot, prawie jak w każdym domu. Prawie, bo do jego ogrzania nie zużyto ani grama gazu, węgla i za grosz prądu. Tu jest ekologicznie, ale także trochę kontrowersyjnie.

Jadący drogą najpierw widzą profil — skośną wieżę budynku i podłużnie opadający dach garażu. Czerń na wieży, elewacja reszty jasnobrązowa, na dokładkę kolorowe paski. Niektórzy podejrzewają, że to może jakaś sekta, bo inaczej, to po co tak udziwniać. Ekologiczności tej budowli laik nie zdoła szybko dostrzec.

— Stoi tyle brzydkich nowych budynków, które nie budzą złych emocji. Bo mają kolumienki, balustradki, balkoniki i dlatego są „normalne” — uważa Piotr Kuczia.

Swojego pomysłu broni. W końcu na architekturze zna się jak mało kto. Choć ma świadomość, że z lekka wyprzedził modę panującą nie tylko na południu województwa śląskiego.

— Owszem, to trudny w odbiorze budynek, ale w detalu zrobiony naprawdę dobrze i do tego jego formę uzasadnia ekologia. A jednak ludzi jakoś gryzie, bo jest inny — podkreśla.

Z porostami

Piękny to nie jest, raczej ładny, bo sensowny. Rocznie na ogrzewanie zużywa dziesięciokrotnie mniej energii niż średnio domy w Polsce. Zużycie wymagane przepisami to maksymalnie 120 kWh na metr kwadratowy. W domu na łące, według wyliczeń, będzie nie więcej niż 27 kWh, koszty ogrzewania i podgrzewania wody wyniosą jakieś 400 zł rocznie. Takie oszczędności wymagają inwestycji. Niekoniecznie w grube ściany.

— Dom został zbudowany z pustaków. Ma 20 cm izolacji. Można by grubiej, ale wtedy nie wykorzystywałbym ciepła słonecznego, poza tym energia zużyta na 10 cm ekstra docieplenia zwracałaby się aż 17 lat — fachowo wyjaśnia Piotr Kuczia.

Dom jest zorientowany na południe, elewacja z tej strony ma 18 metrów długości, przy od północnej jedynie 10 metrów. Na ciepłe promienie czyha tzw. pułapka na słońce, czyli wysokie na kilka metrów przeszklone patio. Czarne płytki włóknocementowe, którymi oklejono wieżę, gromadzą ciepło i oddają je na chłodniejszą, północną stronę, gdzie okna są mniejsze.

— Te i tak dobrze trzymają temperaturę, bo są wypełnione argonem, półtora razy gęstszym od powietrza — cieszy się inwestor.

Na większości dachów zalega kilkucentymetrowa zielona warstwa porostów, świetnie izolująca i impregnująca pokrycie z papy.

Z widokiem

W środku, po wschodniej stronie, biel i szarość pustych jeszcze pomieszczeń rozbija masywna, regulująca wilgotność ściana z pełnej cegły, którą energetycznie doładowuje popołudniowe słońce. Nad jej rozsądnym rozładowaniem czuwa wentylacja mechaniczna z odzyskiem ciepła.

— A na ścianie coś tam pewnie artystycznego wyrzeźbię — zapowiada architekt.

Bo to niekoniecznie człowiek od szkiełka i oka. Jak robić projekt życia, choć z ograniczonym budżetem, to jednak z fantazją i nowocześnie. Stąd kompletna, dwujęzyczna strona internetowa dom-ekologiczny.com i foldery, pełne ilustracji i opisów, gdzie policzone jest wszystko po dwa razy. Do tego szczypta aluzji i pomysłów.

— Chcę promować dom ekologiczny jako ideę, a nie jako konkretną formę, bo ta jest zaprojektowana pod to miejsce. Jak na przykład wieża, z której mam widok na akwen — zaznacza architekt, zapalony windsurfer.

Ludzie z początku chcą budować oszczędne domy, ale kiedy przychodzi zainwestować, często pomysł zarzucają. Tymczasem koszt budynku nad Jeziorem Łąckim wcale nie jest astronomiczny, bo oznacza rezygnację z wielu innych kosztownych elementów architektonicznych. Nie ma więc kominów, kolumienek, wieżyczek. Są za to dwa kolektory słoneczne.

— Kosztowały w sumie kilkanaście tysięcy złotych, będą pracować kilkadziesiąt lat. A kupując na przykład telewizor plazmowy za tę cenę, nikt nie pyta, kiedy się on zwróci — argumentuje Piotr Kuczia.

Bez klamek

Ma swój pomysł na przestrzeń: mało korytarzy, dużo światła, prostota, jeśli już coś dziwnego, to logicznego.

— Kiedy patrzę na styropianowe, wymuskane elewacje, co się zielenią już po kilku latach, to wiem że są za perfekcyjne, żeby się trzymały — przekonuje.

Dlatego jego dom i garaż zdobi elewacja z pionowych, nieimpregnowanych desek modrzewiowych, podobnych do tych, z których posklecane są okoliczne szopy. Po latach drewno nabierze szlachetnej, srebrnoszarej patyny. Wraz z efektem kameleona, czyli kolorami jesiennych roślin z łąki na co poniektórych deskach, ma to wtapiać budynek w okoliczną przyrodę i architekturę. Do tego rombowe płytki na wieży, nawiązujące do dachów z sąsiednich miejscowości. Nie brakuje tu materiałów z odzysku. Takim w przyszłości miała być posadzka, bez zbędnych warstw, tylko gładki, biały beton.

— Eksperyment, chyba jedyny z całej serii, który nie wypalił — przyznaje architekt.

Popękaną podłogę trzeba będzie czymś przykryć. Drzwi będą bez klamek, przesuwne, przezroczyste. Tak, by przestrzeń wyzierała bez pardonu. Na parterze, stojąc w jednym miejscu, widać targane lodowatym wiatrem zazielenione cztery strony świata i błękit nieba nad głową. A sumienie podglądacza spokojne, bo w środku ciepło, intrygująco i ekologicznie. n

Wzorem Babilończyków

Zielony dach jest o kilkadziesiąt procent droższy od konwencjonalnego, ale przy tym pozwala na oszczędność energii grzewczej rzędu od 10 do 30 procent.

Taka powierzchnia składa się z kilku warstw, m.in. z drenażowej, filtracyjnej i hydroizolacyjnej. Również w lato zielone termoizolacyjne pokrycie ma swoje zalety, bo minimalizuje stopień przegrzania powierzchni. Są dwa rodzaje zieleni nad głowami mieszkańców: ekstensywna i intensywna, oba zalecane raczej na mało spadziste dachy. W wariancie intensywnym użytkownicy zakładają, wzorem starożytnych Babilończyków, ogród na dachu, który muszą pielęgnować. W Pszczynie zastosowano model ekstensywny, dla leniuchów, czyli samowystarczalne porosty i trawę.

Zielone grzanie

Kolektor słoneczny wraz z kompletnym oprzyrządowaniem kosztuje, zależnie od powierzchni i wydajności, od 2 do 15 tys. zł. Do ogrzania wody w domu jednorodzinnym wystarczy ok. 5 mkw. kolektora, za ok. 12 – 18 tys. zł. Wbrew powszechnemu przekonaniu nasłonecznienie i klimat w Polsce nie jest przeszkodą w wykorzystaniu energii słonecznej.

Ekologia w kosztach

25

proc. O tyle zmniejsza się zapotrzebowanie na chłodzenie i ocieplanie budynku krytego trawą.

10

tys. zł Nawet tyle mogą wynieść roczne oszczędności w pełni ekologicznym i energooszczędnym domu.

900

zł Tyle kosztuje okno dachowe z przestrzenią międzyszybową wypełnioną argonem.

Ekstrawagancki Loblolly

Jaki dom będzie najbardziej ekologiczny? Taki, który na etapie produkcji zużyje najmniej energii i sam będzie zbudowany z ekologicznych materiałów nadających się do recyklingu. Według takiego pomysłu powstał Loblolly House w Maryland na wschodnim wybrzeżu USA. Jego nazwa pochodzi od porastających okolicę sosen zwanych Loblolly pine. Zbudowany na palach, z gotowych paneli na zasadzie plug-and-play w kilka tygodni, tanio i z zachętą do naśladownictwa. Panele to kombinacja szkła, ścian gipsowych, rur i drewnianych ram. Z racji na inteligentne systemy chłodzenia i ocieplania dom będzie zużywał na ten cel jedynie zieloną energię i odzyskane ciepło. Ekologicznie, ekstrawagancko i ponoć komfortowo.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Tak, to jest pudło