Target został rozpoznany

Jacek Zalewski
opublikowano: 2011-07-07 00:00

Prezentacja celów prezydencji unijnych państw przebiega w Parlamencie Europejskim (PE) według stałego schematu. W pierwszych dniach stycznia oraz lipca zjawiają się w Strasburgu kolejni premierzy i roztaczają świetlane wizje. Zasadne jest porównanie takiej prezentacji z exposé krajowym, ale w PE nie ma głosowania nad wotum zaufania. Radykalnie wpływa to na frekwencję — w Sejmie premiera słucha komplet posłów, natomiast wystąpieniem Donalda Tuska w Strasburgu zainteresowała się jedynie garsteczka deputowanych (patrz zdjęcie poniżej). Na sali słuchali jedynie: szefowie grup politycznych, Polacy, deputowani wcześniej zapisani do głosu oraz kilku nawiedzonych eurosceptyków. Nie był to żaden ostracyzm wobec Polski, lecz norma. Paradoksalnie, frekwencję ściąga mówca... postrzegany źle, taki jak węgierski premier Viktor Orban, który zapamiętany został w Parlamencie Europejskim negatywnie.

Na jego tle Donald Tusk zaprezentował się w oczach eurokratów bardzo korzystnie, koncentrując się na wartościach, bez żadnego wchodzenia w szczegóły priorytetów prezydencji. Było to bardzo sprytne posunięcie. Na samym początku premier zadeklarował, że nie ma złudzeń co do skuteczności narzędzi, jakie naprawdę ma do dyspozycji półroczna prezydencja, zwłaszcza po traktacie z Lizbony. W związku z tym przeniósł się na wyżyny europoezji, idealnie trafiając w potrzeby nielicznych słuchaczy. Widać było, że target został świetnie rozpoznany. Zgodnie pochwaliły Donalda Tuska obie największe grupy polityczne. W imieniu PPE (Europejska Partia Ludowa — Chrześcijańscy Demokraci), do której należą posłowie PO, wystąpił Joseph Daul, który zamiary Tuska podsumował słynną frazą Jana Pawła II "Nie lękajcie się". Bodaj jeszcze dalej poszedł szef konkurencyjnej, lewicowej SD (Postępowy Sojusz Socjalistów i Demokratów) Martin Schulz, przejmujący od 1 stycznia 2012 r. przewodnictwo PE z rąk Jerzego Buzka, który zakończył słowami "Jeszcze Europa nie zginęła, póki my żyjemy". Po takich ochach i achach zepsuły powietrze brytyjskie eurofobie Nigela Farage’a, którego misją jest rozsadzenie Unii Europejskiej, a także Barry Madlener, który w Holandii nie chce "ani polskich bezrobotnych, ani rumuńskich żebraków".