Zarządzający oceniają, że rynek można rozruszać zachętami podatkowymi, by przełamać ostrożność inwestorów.
Stabilnie, ale jednak do góry — tak można w skrócie skomentować, to, co dzieje się od kilku miesięcy na rynku towarzystw funduszy inwestycyjnych (TFI). Według danych Analiz Online, ostatnie 3 miesiące zeszłego roku przyniosły drugi z kolei wzrost liczby klientów TFI. Tym samym grono nowych klientów funduszy powiększyło się o 40,5 tys. osób, do poziomu 2,6 mln. W skali całego ubiegłego roku liczba uczestników inwestycji poprzez TFI wzrosła o 91,9 tys., ale pozytywny trend rynkowy widoczny jest już od września 2009 r.
— Nie można powiedzieć, że jest boom. Wzrosty z ubiegłych lat to na razie przeszłość. Sytuacja jest stabilna i taka zapewne pozostanie. Chyba że rząd rzeczywiście wprowadzi atrakcyjne bodźce podatkowe wspierające inwestowanie w TFI, o których ostatnio słyszeliśmy. Wtedy klientów szybko przybędzie — przekonuje Leszek Jedlecki, prezes ING TFI.
W czwartym kwartale minionego roku spośród 20 analizowanych towarzystw wzrost liczby klientów odnotowało 12. Zdecydowana większość nowych osób, bo aż 29,3 tys., pojawiła się w towarzystwach mających wsparcie w ramach grupy kapitałowej w postaci banku detalicznego. Jest to następstwem struktury naszego rynku funduszy inwestycyjnych, w której TFI powiązane z bankiem, posiadają aż 80 proc. udziału w rynku.
— Ostatnie miesiące dla całej branży są średnie. Podobnie wygląda początek tego roku. Efekty i przyczyny? M.in. brak fajerwerków przy stopach zwrotu z inwestycji w popularne papiery dłużne, a do tego ostrożność inwestorów przy angażowaniu się w bardziej agresywne rozwiązania. My, jako dość nowy fundusz, mieliśmy przyrosty na poziomie powyżej 20 procent — zapewnia Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.
40
Taki procent klientów przybyło liderowi wzrostów TFI w ostatnim kwartale 2010 r.