W czasach, gdy zorganizowane sieci handlowe coraz częściej kupują wino bezpośrednio u producentów, importerzy wcale nie muszą się martwić — taką tezę stawia Mariusz Glenszczyk, wiceprezes spółki TiM, odpowiadającej za około 10 proc. sprzedaży na krajowym rynku wina gronowego. — Dwadzieścia sześć lat temu zaczynaliśmy od importu wina, ale od tego czasu nasz biznes wyewoluował.

Dziś marki producenta stanowią ok. 70 proc. naszej sprzedaży, zaś 30 proc. to wina produkowane dla nas za granicą pod naszymi markami. Na tym jednak rola importera win się nie kończy. Sprowadzić wino potrafi prawie każdy, ale kluczowy jest pomysł, jak dobrać je na sklepową półkę, by się sprzedawały, czy zbudować kategorię od zera — uważa Mariusz Glenszczyk. Zdarzało się, że sieć handlowa kończyła współpracę z importerami, ale po roku samodzielnego zarządzania kategorią ponownie zwracała się do specjalistów.
7litrów Tyle wina wypijarocznie Polak...
Roczne obroty TiM wynoszą 110-120 mln zł. Zdecydowaną większość zapewnia rynek krajowy. — Za granicę wyjeżdża do 5 proc. naszej produkcji. Od pięciu lat pracujemy nad rozwojem biznesu w Chinach. Po dwóch latach przygotowań prawnych do otwarcia biura w Szanghaju rozpoczęliśmy operacje handlowe. To duży rynek, na który próbuje przebić się każdy, ale nie każdy ma wystarczająco dużo cierpliwości i jest w stanie poczekać tak długo, by inwestycje zaczęły przynosić zysk. My zaczynamy z nich korzystać dopiero teraz. Poza winem dystrybuujemy tam piwo i wiele innych produktów spożywczych — mówi Mariusz Glenszczyk. Chiny stanowią również naturalną drogę do Korei i Hongkongu.
— Widzimy tu duże perspektywy, ale na razie Polska pozostajenaszym najważniejszym rynkiem. Kategoria wina gronowego rośnie w tempie 4-8 proc. rocznie. Duży ruch wywołały dyskonty, które — dzięki coraz szerszemu wyborowi win — edukują konsumentów i przyzwyczajają ich do tego trunku. Jednocześnie na rynek wchodzą kolejne pokolenia Polaków, dla których wino staje się typowym dodatkiem do posiłku. Gdy rozpoczynaliśmy przygodę z winem 26 lat temu, przeciętny Polak wypijał pół butelki rocznie. Dziś to około 5 do 6 butelek. To nie jest wyczyn, bo Słowacy czy Czesi wypijają po kilkanaście, ale te trendy napawają optymizmem — uważa wiceszef TiM.
Dziś w portfolio spółki jest około 300 trunków w tzw. stałej ofercie. Poza winami to miody pitne i cydr, a także produkty ekologiczne, które nie odnoszą jednak na razie spektakularnych sukcesów.
— Pierwsze ekologiczne wino sprzedaliśmy już w 2009 r. Niewiele się od tego czasu zmieniło, choć zainteresowanie zdrową żywnością może przyciągnąć konsumentów. Wadą takiego towaru jest dwa razy wyższa cena, a naszą ideą jest oferowanie ekowina niewiele droższego od zwykłego — mówi Mariusz Glenszczyk. © Ⓟ